W skrócie
- Podczas dyżuru poselskiego Andrzeja Adamczyka w Mogilanach doszło do niecodziennego happeningu.
- Protestujący mieszkańcy przebrali się za „szeptuchę” i „demona południa”, by wyrazić swój sprzeciw wobec planowanej trasy S7.
- Inicjatywa miała na celu zwrócenie uwagi na negatywny wpływ inwestycji na lokalną społeczność i krajobraz.
- Mieszkańcy od miesięcy walczą o zmianę przebiegu drogi, argumentując, że obecne plany zniszczą ich codzienne życie.
Szeptucha w urzędzie: nietypowy protest w Mogilanach
Dyżur poselski Andrzeja Adamczyka, który odbył się 21 kwietnia w Mogilanach, przebiegł w wyjątkowo teatralnej atmosferze. Choć spotkania z parlamentarzystami zazwyczaj kojarzą się z formalną rozmową o problemach regionu, tym razem mieszkańcy zdecydowali się na formę happeningu, która miała przyciągnąć uwagę opinii publicznej do kontrowersyjnego tematu budowy drogi ekspresowej S7. Pod budynek przybyli protestujący przebrani za postacie z ludowych podań – „szeptuchę” oraz „demona południa”, co stało się symbolem ich desperackiej walki o zachowanie dotychczasowego charakteru miejscowości.
Uczestnicy akcji nie kryli swojego niezadowolenia z obecnego projektu drogi. Przebrania miały być czytelnym komunikatem: mieszkańcy czują, że ich głos jest pomijany, a projekt inwestycji traktuje lokalne społeczności w sposób bezduszny, niczym siła, której nie da się zatrzymać bez wsparcia „nadprzyrodzonych” mocy. Podczas spotkania z posłem Adamczykiem, protestujący starali się podkreślić, że ich sprzeciw nie wynika z niechęci do rozwoju infrastruktury, ale z obawy o realne skutki, jakie trasa S7 przyniesie dla jakości życia w Mogilanach i okolicach.
Dlaczego mieszkańcy mówią „nie” dla S7?
Spór o przebieg S7 na południe od Krakowa ciągnie się już od dłuższego czasu. Mieszkańcy Mogilan oraz sąsiednich miejscowości wskazują na liczne zagrożenia związane z planowanym wariantem trasy. Obawiają się przede wszystkim nadmiernego hałasu, degradacji środowiska naturalnego oraz drastycznego spadku wartości nieruchomości. Dla wielu osób, które zdecydowały się zamieszkać w tej części podkrakowskiej gminy, budowa drogi o tak dużym natężeniu ruchu oznacza koniec spokoju, o który walczyli od lat.
Podczas dyżuru poselskiego przedstawiciele lokalnej społeczności próbowali skonfrontować swoje argumenty z działaniami politycznymi. Andrzej Adamczyk, jako osoba zaangażowana w procesy inwestycyjne w regionie, musiał zmierzyć się z pytaniami o to, czy możliwe są jeszcze jakiekolwiek korekty przebiegu trasy. Choć happening z udziałem „szeptuchy” miał charakter humorystyczny i symboliczny, pod spodem kryje się poważny konflikt społeczny, który pokazuje, jak trudne bywa godzenie wielkich inwestycji drogowych z interesami mieszkańców podkrakowskich miejscowości. Czy taka forma nacisku przyniesie realne zmiany w planach budowlanych? Czas pokaże, jednak mieszkańcy Mogilan zapowiadają, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w sprawie „demona południa”, jakim dla nich stała się nowa trasa ekspresowa.
