Trasa I. Dworzec Główny i jego okolice

Kraków – pierwsze kroki

Do Krakowa najlepiej jest przyjechać pociągiem (lub przylecieć samolotem). Wiem, wiem, zapewne na tę myśl zjeżyły się Wam włosy na głowie, ale uwierzcie mi to naprawdę dobre rozwiązanie. Dlaczego? Bo Kraków to jedno z najbardziej zakorkowanych miast naszego kraju (a tym samym i Europy, bo pod tym względem jesteśmy europejską elitą). Po mieście najlepiej poruszać się pieszo, a także korzystając z, może nie najszybszej, ale dobrze rozwiniętej komunikacji miejskiej (szczególnie tramwajów, które dosłownie wjeżdżają do serca Starego Miasta). Zresztą do większości zabytków i tak nie dojedziecie autem, połowę czasu zarezerwowanego na pobyt stracicie na szukanie miejsca parkingowego, a duża część miejsc, do których warto trafić jest w zasięgu niezbyt męczącego marszu. I ostatni, najważniejszy argument, który powinien Was ostatecznie przekonać – możecie spędzić parę chwil w jednym z setek lokali i nie martwić się „promilami” w Waszym krwiobiegu. Oczywiście jeśli jedziecie z małżonką/małżonkiem, dwójką lub trójką małych dzieci i psem, to nasza kolej żelazna nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wtedy odpada też argument dotyczący dłuższego „wypoczynku” w krakowskich lokalach. Jeżeli jednak czytacie ten „przewodnik”, to znaczy, że chcecie zwiedzać miasto, a kilkugodzinne spacery wśród zabytków to jest najczęściej ostatnia rzecz, której pragną Wasze latorośle.

No dobra, otwierają się drzwi wagonu i wychodzicie na peron. Jakie jest Wasze pierwsze wrażenie?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pięć peronów, tłumy pasażerów…, nic dziwnego, w końcu przybyliście do wielkiego miasta, które oficjalnie ma przeszło 750 tysięcy mieszkańców, a doliczając do tego studentów oraz pracujących niezameldowanych przybyszów „spod samiuśkich Tater”, „Szkieletczyzny”, „Ślunska” i Rzeszowszczyzny to ponad „bańka”. Oczywiście dochodzi do tego cała aglomeracja ze wszystkimi Alwerniami, Zabierzowami, Wieliczkami, Pcimiami, Wadowicami etc. To daje już niemal półtora miliona, a jeszcze nie zaczęliśmy liczyć turystów. No właśnie, ilu ich jest? Sporo, bo jesteście jednymi z ponad 10 milionów turystów rocznie. To dużo, czy mało? Zdecydowanie nie mało. Wyobraźcie sobie, że co roku do Krakowa przeprowadzają się łącznie wszyscy Czesi, albo Grecy. W ciągu tylko jednego 2014 roku do Krakowa przyjechało trzykrotnie więcej turystów niż mieszkańców ma Berlin! Oczywiście w tym czasie krakowianie wcale się z miasta nie wynoszą, więc jak widzicie może być trochę tłoczno.
Witajcie w Krakowie!

Szkieletor

Zanim jednak dumnym krokiem wkroczycie do królewskich komnat na Wawelu, zanim będziecie przechadzać się uliczkami Kazimierza, zanim Wasze stopy dotkną bruków Stradomia, a nad Wisłą dopadnie Was wawelski smok (chociaż pewnie szybciej to będzie smog), zwróćcie uwagę na to co ma do zaoferowania widok z dworcowego peronu.

Żeby jednak dojrzeć pierwszy obiekt, który chciałbym Wam opisać, musicie skierować się jak najbliżej południowego krańca platformy peronowej (jeśli przyjechaliście od strony Warszawy, czy Śląska, to na dworzec wjechaliście od północy, a jeśli od strony Zakopanego, Tarnowa i Rzeszowa, to właśnie od południa). Gdy miniecie ostatnie zejście, kierując wzrok w stronę tzw. dworca wschodniego oraz dworca PKS w tle zobaczycie nieukończony wysoki budynek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(poniżej w zbliżeniu)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Budowa jak budowa można by rzec. Dlaczego macie patrzeć na budowę? Po pierwsze, to nie jest zwykła budowa tylko jeden z symboli byłej stolicy, a obecnie także największy w kraju słup reklamowy. Po drugie, niemal za każdym razem gdy wdrapiecie się na jakiś punkt widokowy, a w trakcie naszej wycieczki będą takowe, to na pewno ten obiekt dojrzycie. Po trzecie, jeśli macie pewne specyficzne umiejętności, to możecie je zaoferować właścicielom tego obiektu. O co chodzi? O nietypowe rozwiązanie zastosowane w latach osiemdziesiątych XX wieku 300 kilometrów na północ, w obecnej stolicy, ale o tym za chwilę. Tak więc na początek wizyty w Krakowie będzie trochę o wieżowcach.

Pozwólcie, że Wam przedstawię „Szkieletora”. Dumnie patrzący na Gród Kraka młodszy, ale bardziej znany brat niedalekiego „Błękitka” z Ronda Grzegórzeckiego ma już 40 lat. „Szkieletor” to część pomysłu krakowskiego „Manhattanu”.

Szkieletor_in_Krakow

Sam pomysł wybudowania wysokościowca niedaleko Ronda Mogilskiego powstał jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. W 1968 r. zorganizowano konkurs na projekt architektoniczny. Zwycięzcami okazali się Zdzisław Arct, Ewa Dworzak i Krzysztof Leśnodorski, którzy zaproponowali 72 metrowy budynek Naczelnej Organizacji Technicznej. Ze względów „prestiżowych” dorzucono mu osiem kondygnacji, podwyższając go do 92 m i 60 cm. To sporo, wystarczy wspomnieć, że wyższa wieża Kościoła Mariackiego ma 82 metry i mamy odpowiedź dlaczego „Szkieletor” jest tak doskonale widoczny nawet z bardzo daleka. Projekt przerabiano i obracano w poziomie wielokrotnie, a nad jego realizacją miało czuwać 21 zespołów inżynierskich.
Władze ogłosiły, że Krakusy nie gęsi i swój Manhattan mają i w 1975 roku zabrano się do budowy. Nie było łatwo. Okazało się, że w naszej „ludowej ojczyźnie” nie ma odpowiedniego dźwigu i trzeba było takowy ściągać ze „zgniłego, kapitalistycznego zachodu”, a dokładnie znad Loary. „Niech się mury pną do góry”, marzyli przedstawiciele władz, mieszkańcy i architekci. Ich życzenia się spełniały i pięły się mury przez najbliższe niemal 4 lata. Aż w lutym 1979 r., zabrakło kasy i budowa stanęła. Pech! A taki miał być piękny i nowoczesny. W 2005 r. miało zakończyć się budowanie całego „Manhattanu” z dużą liczbą wieżowców. Jest 2015, więc Kraków powinien już od 10 lat być Dubajem Północy, Nowym Jorkiem „Lechistanu” i Europy Środkowo-Wschodniej. Towarzysz Edward Gierek miał być takim „socjalistycznym Kazimierzem Wielkim”, co to zastał Kraków murowany, a zostawił szklany. Sam Żeromski byłby usatysfakcjonowany widząc tyle szklanych domów.
Jeszcze w latach siedemdziesiątych w dalekiej Italii kupiono mu ubranko. Budynek NOT miał być ubrany we włoskie ściany osłonowe, ale zaraz po zakupie je odsprzedano. I tak od końca lat siedemdziesiątych nagi „Szkieletor” wrósł w pejzaż „miasta Wandy co nie chciała Niemca”.
Co z nim robić? – głowiły się tęgie urzędnicze, architektoniczne i urbanistyczne głowy. W 1984 r. stwierdzono, że zostanie obudowany wielką płytą i tak powstaną mieszkania dla pracowników Kombinatu z Nowej Huty. Na szczęście nie zrealizowano tego „znakomitego” pomysłu, ale nie zrealizowano także następnych. Trzykrotnie miały być w nim hotele, raz Centrum Nauki i Techniki, innym razem centrum biznesu, a raz omal nie stał się własnością sąsiada, czyli ówczesnej Akademii Ekonomicznej.
Nad „Szkieletorem” zawisło fatum! A może ktoś rzucił na „Szkieletora” klątwę? A na ten temat wiedzą sporo budowniczowie innego, tym razem warszawskiego wieżowca. Chodzi tu oczywiście o Klątwę Rabina i budowę Błękitnego (początkowo złotego) Wieżowca na placu Bankowym. Pierwsze plany wybudowania wysokościowca na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Al. Solidarności (wtedy Świerczewskiego) powstały już w latach 50-tych, czyli przynajmniej kilkanaście lat wcześniej niż „Szkieletora”. Miejscówka, przy ówczesnym placu Dzierżyńskiego wydawała się znakomita. Niezbyt zadowoleni z tego faktu byli jednak wyznawcy judaizmu, gdyż było to miejsce po zburzonej w 1943 r. przez Niemców Wielkiej Synagodze na ulicy Tłomackie 7. Budowa rozpoczęła się dopiero w latach siedemdziesiątych i trwała prawie dwadzieścia lat. Wszystko jednak szło nie tak jak zakładano, aż w końcu, prezydent Warszawy Jerzy Bolesławski złapał się ostatniej deski ratunku, przyszedł do prezesa Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, Szymona Szurmieja. Szurmiej dwukrotnie wzywał do Warszawy najbardziej ortodoksyjnych rabinów z Brooklynu, którzy kilkudniowymi nieustannymi modlitwami mieli „odświęcić” miejsce po synagodze. I wreszcie się udało. Budowę ukończono w 1991 r.
Ale wróćmy do Krakowa i klątwy (?), fatum (?) wiszącymi nad „Szkieletorem”. Trzeba to koniecznie sprawdzić! Jest klątwa, czy jej nie ma? Co prawda, nowy właściciel zapowiedział już przebudowę „Szkieletora” na Treimorfa, czy jakoś tak, ale chciałbym przypomnieć, że plany były już sporządzane wielokrotnie, a nasz czcigodny i coraz starszy bohater jak stał, tak nieukończony stoi. Trzeba koniecznie odczynić zło, albo przegonić stamtąd duchy, ewentualnie odprawić modły. Jeśli potraficie pomóc, to zgłoście się do obecnych właścicieli „Szkieletora” i zaproponujcie swe usługi. Jeśli tylko przyspieszy to zagospodarowanie całego terenu, to pewnie chętnie się na to zgodzą, a być może pojawi się także jakieś zadośćuczynienie.

O wieży ciśnień, piwie i jaccuzzi

Gdy już skończycie napawać się widokiem „Szkieletora”, proponuję przejść w kierunku placu Dworcowego (obecnie pl. Jana Nowaka-Jeziorańskiego) i dziewiętnastowiecznego budynku dworca. Na pierwszym zdjęciu to ten żółty budynek po prawej stronie skryty za wiatą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednak skoro już jesteście na peronie, skoro daliście się namówić na dotarcie na jego koniec, spójrzcie na obiekt po lewej stronie (w całości na zdjęciu poniżej). To wieża ciśnień. Dlaczego akurat o niej piszę? W końcu to też zabytek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieża powstała w latach dwudziestych XX wieku. Nie jest jedyna w swoim rodzaju, bo podobne są w Żyrardowie i Żaganiu. Nie jest też wyjątkowo piękna, chociaż fani zabytków techniki i infrastruktury kolejowej na pewno mogą się na nią gapić godzinami. Was o to nie posądzam, więc skupmy się na innych aspektach. Jest to obiekt żelbetowy z żelbetowym zbiornikiem o przekroju kołowym i pojemności 400 m³. To dużo, ale fakt, ciężko sobie wyobrazić taką pojemność, więc przeliczmy to na… piwo. Mieści się tam zawartość 800 000 półlitrowych butelek piwa. Licząc 5 piwek dziennie, rocznie wypijecie ich 1825, a więc po roku zostaje jeszcze… piw od cholery, marskość wątroby i zaawansowana choroba alkoholowa. Browarów jest na ponad 438 lat, a przy jednym dziennie na prawie 2200 wiosen. To więcej niż ma chrześcijaństwo!!! Dla wierzących, praktykujących może być inny przelicznik. Jakiś czas temu sprawdziłem, woda mineralna mająca w nazwie święty Licheń sprzedawana jest w butelkach 0,33l. W składzie znajdują się kationy: Mg2+ (28 mg/dm3), K (3), Na+ (41), Ca2+ (106). Znajdziemy tam też aniony: HCO3 (414 mg/dm3), Cl- (45), SO42- (5). Nie wiem co to oznacza, ale pewnie to dobrze, że tam są i akurat w takiej ilości. Nigdy jej nie próbowałem, jednak zakładam, że jest smaczna. W związku z tym, iż jest to woda z Lichenia na pewno jest zajebiście zdrowa, więc warto się w niej wykąpać. Standardowa wanna ma pojemność jakichś 100 litrów (chyba), także przed Wami 11 lat codziennych kąpieli w wannie pełnej po brzegi leczniczej, świętej wody! A że „Licheńska” jest sprzedawana także w formie gazowanej, to przez wiele lat możecie mieć „naturalne jacuzzi”…

Coś tam, coś tam o kolei, dworcu i dworcowym placu

Po rozważaniach dotyczących płynów spożywanych, a także używanych do ablucji zbliżyliście się do XIX-wiecznego budynku Dworca Głównego.

Pierwsze pociągi dotarły do Grodu Kraka 13 października 1847 roku. Kolej Krakowsko-Górnośląska połączyła galicyjski Kraków z górnośląskimi Mysłowicami i dalej z Wrocławiem oraz Berlinem. Można było tędy dojechać też do Wiednia, bo Kolej Krakowsko-Górnośląska (początkowo na terenie Prus, a później w małopolskiej Trzebini, gdzie doprowadzono linię od strony Chrzanowa, Oświęcimia i Bielska-Białej) łączyła się z Cesarsko-Królewską Uprzywilejowaną Koleją Północną Cesarza Ferdynanda. Jeśli przyjechaliście do Krakowa pociągiem od strony Śląska (czyli właśnie tą linią), to pewnie myślicie, że jechaliście dokładnie po tych samych, nigdy nieremontowanych, ponad 160-letnich torach, które są ułożone na XIX-wiecznych drewnianych podkładach. Jeżdżąc kilkukrotnie tą trasą też miałem takie wrażenie, ale uwierzcie mi, to nieprawda, to nie jest linia muzealna, a podróż z Katowic do Krakowa nie jest specjalnie przygotowaną atrakcją dla turystów. Jak najbardziej prawdziwy, dziewiętnastowieczny jest czas przejazdu. W 2015 roku, w XXI wieku, pociąg łączący dwie wielkie i nowoczesne aglomeracje, odległość 77 kilometrów pokonuje w ponad 2 godziny!!! „Sorry, taki mamy klimat”. Nie możecie jednak narzekać (i tu podpowiedź dla marketingowców z PKP) przecież Ibrahim Ibn Jakub w 965/966 roku jechał do Krakowa z czeskiej Pragi 3 tygodnie! Widzicie? Teraz jest zdecydowanie lepiej!

Do budynków dworcowych nie wejdziecie, bo po ponad 160 latach dworzec przestał być dworcem. Może tam będzie wielosalowe kino, a może… Nikt nie wie co tam będzie, bo nie wie tego nawet właściciel, czyli PKP. Chcą go przebudować na „przybytek X Muzy”, ale na burzenie ścian i całkowitą przebudowę nie chce się zgodzić konserwator zabytków. Do środka więc nie wejdziecie, a szkoda. Pozostaje podziwianie go z zewnątrz.

Aby w całej okazałości obejrzeć budynek musicie wejść na plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plac ma 145 x 115 metrów, więc jest spory. Nie będę tu wyliczał ile na zajmowanej powierzchni mogłoby zmieścić się skrzynek piwa, ale żeby nie było… bez problemu by się na nim zmieściły dwa pełnowymiarowe boiska do piłki nożnej. Po jednym dla dwóch największych klubów piłkarskich Krakowa (Cracovii i Wisły). Musiałaby być jednak tylko jedna, wspólna dla kibiców obu klubów trybuna (dwie już się nie zmieszczą), a to ociera się o masochizm i nawoływanie do wojny. Boiska i trybuna zmieściłyby się na placu gdyby pośrodku nie stał pewien budynek. To pałacyk Wołodkowiczów, ale o nim za chwilę.

Teraz skupmy się na dworcu. Ten, na który patrzycie, to efekt kilku przebudów i wielu zmian.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy dworzec wybudowano w latach 1844-1847, a więc oddano go do użytku wraz z nową linią kolejową. Teren pod jego budowę (razem z pałacykiem, do którego wprowadziło się biuro towarzystwa kolejowego) kupiono za 200 tys. złotych polskich. Wtedy to było naprawdę dużo, a teraz? Teraz w Krakowie to cena trzydziestometrowej kawalerki do remontu, a w tej okolicy to nawet na klitkę w dobrym stanie by nie starczyło. Taką kasę to pewnie chętnie by „przytulili” właściciele jednej z sieci klubów go-go, o której było głośno w mediach w 2013 i 2014 gdy okazywało się, że jej klienci zbiorowo zostawiali tam całą zawartość swoich kont i limity kredytowe z kart płatniczych. Czy się aż tak dobrze tam bawili? Wątpię, bo niemal wszyscy twierdzili, że z pobytu w klubie nic nie pamiętają, ale to ich sprawa i niech się sami martwią. Dobrze, że w XIX wieku ten klub nie działał w Krakowie, bo może całe dwieście „tysi” poszłoby na panienki oraz szampany za 16 000 zł sztuka i wtedy nie byłoby w latach 1847-1869 dworca w stylu neorenesansowym autorstwa nadinżyniera i radcy budowlanego króla pruskiego Petera Rosenbauma z Wrocławia. Skąd tam data 1869? Wtedy właśnie zaczęto pierwszą przebudowę dworcowych budynków. Pierwszy, neorenesansowy, otoczony ogrodami okazał się za mały. Poza tym, był dworcem czołowym, bo pociągi przyjeżdżały tylko od strony Śląska, a jak wybudowano linię w kierunku Tarnowa, Rzeszowa i Lwowa, trzeba było poświęcić ogrody i przebudować budynki. Przebudowa z lat 1869-1871 nie była jedyna, a obecny kształt budynku w stylu eklektyzmu nadały jeszcze te z lat 1892-1894 i w mniejszym stopniu w 1920 roku. Eklektyzm to, w największym skrócie, łączenie stylów architektonicznych, szczególnie popularne w XIX wieku. Oczywiście wszystkie elementy ze sobą współgrały, tworzyły pewną całość. W obecnych czasach też wielu stara się łączyć różne style, ale delikatnie rzecz ujmując, im to „trochę” nie wychodzi. Coś takiego, z niepasującymi do niczego łukami, finezyjnymi balustradkami i wieżyczkami zobaczymy np. w budownictwie romskim (nazwijmy ten „styl” barokiem mławskim) i budownictwie „dorobkiewiczowskim” (tutaj będzie pasowała nazwa grójeckie rokoko, lub nawet rokokoko :-)). Oczywiście nie muszę dodawać, że oba nowoczesne „style” są wynikiem braku jakiegokolwiek gustu i niestety są spotykane w całym naszym umęczonym kraju. Oba też były najpopularniejsze w latach dziewięćdziesiątych XX w., chociaż zdarza się wielu i teraz czerpać pełnymi garściami z tego „architektonicznego trendu (trądu)”. Dobra, koniec, zagalopowałem się, więc wróćmy na plac przy dworcu.

Tam na środku stoi wspomniany już pałacyk Wołodkowiczów, a jak pałacyk to i latarenka ;-). Obecnie znajduje się w nim poczta, a stoi na miejscu wcześniejszego, kupionego wraz z ziemią pod budowę dworca i linii kolejowej, w którym mieściły się pierwsze biura kolejowe. Wybudowany dla Bolesława Wołodkowicza i jego żony Zofii w roku 1884 r. pałac w stylu eklektycznym został zaprojektowany przez znanych architektów Tadeusza Stryjewskiego i Władysława Ekielskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oprócz pałacyku i budynku dworca, w 1870 roku wybudowano jeszcze halę peronową, którą przebudowano w 1895 roku. Została jednak zlikwidowana w latach trzydziestych XX wieku wraz z rozbudową torowiska i zwiększeniem liczby peronów. Poza tym w latach 1892-1893 powstał żelbetowy tunel prowadzący do peronów, a także Przekop Talowskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co to ten Przekop? To nic innego jak tunel pod torami w ciągu ulicy Lubicz, ale tunel niezwykły, zaprojektowany przez niezwykłego krakowskiego architekta Teodora Talowskiego, o którym jeszcze będę wspominał, tunel, który jest częścią Krakowskiego Szlaku Techniki. Obiekt ten wybudowano w latach 1896-1898, dlatego że na jednopoziomowym przejeździe zamykanym szlabanami tworzyły się korki. Jak widzicie, już wtedy były one krakowską specjalnością. Specyfikację techniczną przygotowali inżynierowie Cesarsko-Królewskich Kolei Państwowych (kaiserlich-königliche Staatsbahnen), które całość sfinansowały. Projekt architektoniczny wykonał zaś wspomniany wyżej T. Talowski. Jak czytamy w wydanym przez Urząd Miasta Krakowa przewodniku po Krakowskim Szlaku Techniki: „przęsło wiaduktu ma konstrukcję metalową wspartą na 16 kamiennych kolumnach ustawionych w obniżeniu ulicy Lubicz w dwóch równoległych rzędach. Mur oporowy, boniowany, rozczłonkowany ryzalitami zwieńczonymi filarkami, zbudowany został z piaskowca ciężkowickiego”.  Jeśli nie macie chęci oglądać boniowanego muru oporowego i innych ryzalitów, to skierujcie się w kierunku ulicy Basztowej i dalej placu Matejki, bo tam zaczniemy drugą część naszej wycieczki po Królewskim Stołecznym Mieście Krakowie.

Fot. Tomek „Papug”

Fot.4.: Wikipedia „Szkieletor in Krakow” autorstwa Janusz Klimek, Kraków

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>