Archiwa tagu: wycieczka po Krakowie

Odc. 23. Kościół śś. Piotra i Pawła.

Wciąż zwiedzacie ulicę Grodzką tuż przy placu Marii Magdaleny. Przed Wami, za ogrodzeniem zwieńczonym rzeźbionymi postaciami stoi ogromny budynek. Jest to kościół p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła, pierwsza barokowa i największa zabytkowa świątynia Krakowa.

Jego historia rozpoczęła się w 1579 r., gdy do Grodu Kraka przybyli Jezuici. „Kimanie” początkowo mieli załatwione przy nieistniejącym dziś kościele świętego Szczepana na placu Szczepańskim. Oprócz „Szczepana” dostali jeszcze, także nieistniejący już, kościółek śś. Macieja i Michała stojący w rogu Placu Szczepańskiego, w miejscu obecnego skrzyżowania z ul. Reformacką. Każdy człowiek jak coś osiągnął, coś kupił i coś ma, to chce więcej, nowsze, lepsze. Kilka lat „chłopaki” przemęczyli się „u Szczepana” oraz „Macieja i Michała”, więc zapragnęli czegoś większego. Królem był wtedy István Báthory, czyli po naszemu Stefan. Jezuici delikatnie dali mu znać, że im ciasno i przy poparciu króla udało się załatwić kolejną „chatę” na Małym Rynku, czyli kościół świętej Barbary. Oczywiście starych świątyń nie oddali, tylko wspaniałomyślnie wzięli w posiadanie jeszcze jedną. Mieli już trzy, ale trzy powiedzmy – niewielkie, a plany zakonnicy mieli ogromne. Do tego tuż obok „św. Barbary” był znacznie większy konkurent o rząd dusz i kasę z tacy – Bazylika Mariacka. Walka nierówna i z góry skazana na porażkę. Na rozbudowę niewielkiego kościoła stojącego między Placem Mariackim, a Małym Rynkiem nie było miejsca. Budynki przy Placu Szczepańskim też nie nadawały się do rozbudowy. Trzeba było przenieść się do nowej, okazałej siedziby z dala od głównej krakowskiej świątyni. Pozostał do rozwiązania tylko jeden „mały” problem – pecunia.

Fundusze mógł zagwarantować tylko bardzo zamożny sponsor. Pomoc w zbudowaniu nowego kościoła obiecał kardynał Jerzy Radziwiłł. Biedny nie był, ale szybko się okazało, że sam nie podoła, a całego swego majątku oddawać raczej nie chciał.
- Kasa! Kasa! Brakuje kasy? W końcu od czego jest kolejny król? Jest nowy, zagraniczny, więc da się naciągnąć – pomyśleli Jezuici i mieli rację. Zygmunt III Waza, ten od kolumny, wspomógł ich nie tylko dobrym słowem. Książę kardynał Radziwiłł chętnie zaszczyt fundacji kościoła przekazał na króla. O pomoc królewską zabiegał najznamienitszy ówczesny polski Jezuita – ks. Piotr Skarga. Jego starania i rozmowę z królem przedstawił XIX-wieczny historyk Stanisław Załęski:
A książę kardynał krakowski? – rzekł król - […] Księciu kardynałowi nie chcemy wchodzić w drogę, tembardziej że już do jenerała zakonu zgłaszał się z oną swoją ochotą.
Nie wejdzie Wasza Królewska Mość. – odpowiedział ks. Skarga – […] Ustępuje chętnie W. K. Mości zaszczytu i fundatora kościoła i domu professów, boć hojności królewskiej, jak powiada, jego hojność książęca nie dorówna, użyje jej dla nas gdzie indziej.

Książę Radziwiłł dzięki przebiegłości Piotra Skargi pozbył się kłopotu, a nowy król był zadowolony z dobrych układów z Jezuitami. Finansowe apetyty zakonników przewyższały możliwości i chęci kardynalsko-książęce, ale nie królewskie. Zygmunt III, jak to król, w końcu ze swego prywatnego nie dawał. Także teraz politycy najbardziej są rozrzutni jak mają do dyspozycji grosz publiczny – sto milionów tu, miliard tam…

Pieniędzy potrzeba było sporo. Jezuici nie chcieli baraku 10m x 10m, im się marzyła budowla wielka, która swą wielkością przyćmi inne, a miejsca w otoczonym murem Krakowie właściwie nie było. No i zaczęło się szukanie „miejscówki”. Znaleziono dwie – jedna przy Wiślnej, a druga przy Grodzkiej. W obu przypadkach trzeba było wykupić stojące kamienice i budować na ich miejscu, co znacznie podnosiło koszt. Obie miały plusy i minusy lub jak kto woli – plusy dodatnie i plusy ujemne. Wiślna – jest w samym centrum, tuż przy Rynku, ale miejsca niewiele, Grodzka – oddalona od Rynku, lecz tu mieli możliwość budowy wielkiej świątyni. Myśleli, myśleli i wymyślili, że skoro płaci król, to kupią jednak tę większą miejscówkę przy Grodzkiej.

Wykupili kilka parceli, zburzyli stojące tam budynki i 23 czerwca 1597 rozpoczęła się budowa. Plany mieli „nówka sztuka” – barok, to wtedy był hit sezonu! Krakowską świątynię wzorowano na głównym kościele Jezuitów rzymskim „Il Gesù”, którego budowa ukończyła się zaledwie kilka lat wcześniej. Nie było jednak „letko”. W 1610 roku niepowodzeniem zakończyła się próba wzniesienia kopuły. Udało się to dopiero dziewięć lat później po znacznym wzmocnieniu filarów podtrzymujących ogromną konstrukcję.
Budowa i wykończenie trwały prawie czterdzieści lat. To sporo, jednak krócej niż trwa np. budowa „Szkieletora” (1975-….). W końcu 8 lipca 1635 roku konsekrowano nowy kościół.

450px-Peter&Paul_church_krakow
Jezuici rozgościli się w nowych murach, a kościół przeżywał swój okres świetności. Pierwszym większym problemem był pożar Kolegium Jezuickiego w 1719 r., który zniszczył także sporą część kościoła. Kilka lat trwała odbudowa sklepień i nadpalonych murów. W 1722 roku dobudowano mur z bramą i barokowymi rzeźbami 12 Apostołów z wapienia pińczowskiego. Krakowskie powietrze, które nigdy nie należało do najzdrowszych oraz powojenne nowohuckie kwaśne deszcze spowodowały tak znaczne zniszczenie figur, że w 1959 roku zdecydowano o ich zdemontowaniu. Stojące obecnie, to dalekie od oryginału kopie z lat osiemdziesiątych XX wieku.

1024px-2007KrakówPiotrPaweł

Oryginały znajdują się w pracowni konserwatorskiej w Krzeszowicach. Wciąż trwa dyskusja co z nimi zrobić, bo postaci Apostołów zaprojektowane w XVIII wieku przez Kacpra Bażankę wyglądają jak figury lodowe po znacznym wpływie promieni słonecznych i trudno na wielu z nich rozpoznać rysy twarzy oraz inne fragmenty anatomiczne. Niech się tym martwią eksperci i konserwatorzy zabytków. Wracamy do historii kościoła.

W 1773 roku, jak już wiecie z historii parafii św. Barbary, dokonano kasaty zakonu Jezuitów. Nasz ogromny, barokowy „bohater” przeszedł we władanie Komisji Edukacji Narodowej, na jakiś czas właścicielem był uniwersytet, a następnie przejęli go Cystersi.
Później bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, chociaż częściej było gorzej. W końcu wieku XVIII kościół podupadł na tyle, że nie wiadomo było co z nim zrobić. W latach 1809-1815 służył nawet jako prawosławna cerkiew.

Na początku XIX stulecia w Krakowie nastąpiła prawdziwa rzeź kościołów. Wydaje się Wam, że teraz kościoły są w centrum Krakowa na każdym kroku i za każdym rogiem? Są, ale, w co trudno uwierzyć, jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku było ich zdecydowanie więcej. Utrata znaczenia miasta, trudna sytuacja finansowa, zmniejszenie liczby ludności w wyniku wojen doprowadziły do tego, że brakowało pieniędzy na konserwację i utrzymanie licznych świątyń, które przez setki lat bez opamiętania budowano dosłownie co kilka metrów. Ponadto, aby miasto mogło się rozwijać potrzebowało miejsca na nowe, reprezentacyjne budowle świeckie, potrzebne były place i zieleń. Kraków potrzebował nowoczesnych rozwiązań urbanistycznych i uporządkowania całego swojego obszaru, co opisywałem już przy okazji opowieści o Barbakanie i miejskich murach.

Wybawieniem dla kościoła śś. Piotra i Pawła było… zburzenie kościoła p.w. Wszystkich Świętych (na Placu o tej nazwie) i przeniesienie z niego parafii w 1824 roku. Odtąd „u Piotra i Pawła” jest parafia Wszystkich Świętych. Aby przygotować świątynię do przejęcia nowych obowiązków, w latach dwudziestych XIX wieku przeprowadzono remont. Od tego czasu prace konserwatorskie prowadzono kilkukrotnie i dzięki temu możecie podziwiać to barokowe dzieło.

1280px-Krakow_2006_066

Co zobaczycie w środku?

1280px-Church_of_Saints_Apostles_Peter_and_Paul_(interior),_52a_Grodzka_street,_Krakow,_Poland

M.in. grobowiec ks. Piotra Skargi, barokowy nagrobek biskupa Andrzeja Trzebnickiego, czy złocone posągi czterech Ewangelistów wewnątrz kopuły. Do tego w czwartki o godz. 10.00, 11.00 i 12.00 odbywają się demonstracje działania najdłuższego w Polsce, 46 metrowego i ważącego 25 kg Wahadła Faucaulta, które dowodzi obrotu Ziemi wokół własnej osi.

800px-Foucault_pendulum_in_Kraków_St._Peter_&_Paul_church

W tym odcinku to by było  na tyle. Jezuici jeszcze pojawią się w mojej opowieści, ale dopiero wraz z kolejną trasą, już po zakończeniu zwiedzania Drogi Królewskiej. Opowiem jeszcze i o baroku, ale na razie przeniesiemy się do innej świątyni, która znajduje się… kilka metrów dalej. Wciąż nie opuszczamy okolic Placu Marii Magdaleny i ulicy Grodzkiej. Kolejna część będzie o romańskim kościele św. Andrzeja.

___________________________

Fot.1. Kościół śś. Piotra i Pawła. Aut. Fabienkhan. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.2. Figury Apostołów przed wejściem do kościoła. „2007KrakówPiotrPaweł” by Soylentgreen23 from Krakow, Poland – Flickr. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.3. Widok kościoła śś. Piotra i Pawła ze Wzgórza Wawelskiego. „Krakow 2006 066” autorstwa Wizzard – Praca własna. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot.4. „Kościół ŚŚ Piotra i Pawła w Krakowie Ołtarz Główny” by Ludwig Schneider – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons

Fot.5. Pokaz działania Wahadła Foucaulta. „Foucault pendulum in Kraków St. Peter & Paul church” autorstwa Zorro2212 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 22. Grodzka, czyli wkraczamy na Okół.

Szesnastowieczny kronikarz Marcin Bielski tak oto opisywał Kraków: „siedzi na miejscu bardzo obronnym w równi między bagny, i nie masz do niego przystępu jedno od Kleparza, a bardzo by snadnie wodą go obwiódł. Gdy na nie z góry zwierzynieckiej pojrzy (bo stamtąd najlepiej się mu przypatrzy), jest coś podobne do lutnie okrągłością swą, a Grodzka ulica i z zamkiem jest jako szyja u lutnie właśnie. Ma też coś podobnego do orła, którego głowę reprezentuje zamek, Grodzka ulica – szyję, przedmieście zasię około niego są jako skrzydła jakie”.

O Kleparzu już było, o wodzie wokół miasta też co nieco wspominałem (i wspominać jeszcze będę), kierujemy się więc do „szyi u lutni”, czyli prowadzącej do zamku ulicy Grodzkiej.

Opuszczając Rynek, już na Grodzkiej po prawej stronie mijacie kamienicę pod numerem 3, gdzie w II połowie XVI i na początku XVII wieku mieściła się słynna drukarnia oraz księgarnia prowadzona przez Mikołaja i Jana Szarfenbergów.

402px-A-206_kamienica_Kraków_ul._Grodzka_3_MM

Następnie, tuż przed placem (właściwie dwoma placami) z linią tramwajową, przy Grodzkiej 22 zobaczycie kamienicę, w której w 1840 roku urodziła się Jadwiga Helena Misel bardziej znana jako Helena Modrzejewska.

15_big

Tuż za rodzinnym domem pięknej i genialnej XIX-wiecznej aktorki znajdują się właśnie dwa place rozdzielone ulicą Grodzką: po lewej plac Dominikański, a po prawej plac Wszystkich Świętych. Ciekawe historie z nimi związane przedstawię Wam kiedy indziej, gdy będziemy wspólnie spacerować inną trasą podczas następnej wycieczki. W dalszej części ulicy Grodzkiej zobaczycie: kamienicę „Podelwie” (nr 32) z widoczną nad portalem XIV-wieczną płaskorzeźbą lwa

78_big

oraz kamienicę „Pod Elefanty” (nr 38) z płaskorzeźbami słonia i nosorożca.

800px-Krakow_Grodzka_38_Dom_Pod_Elefanty_01_A-255

Zatrzymajcie się na chwilę przy tym ostatnim domu (zdjęcie powyżej). „Pod Elefanty” powstał z połączenia trzech innych budynków. Jednym z nich był stojący na rogu ulic Grodzkiej i Poselskiej kościół św. Piotra. Zapamiętajcie to, bo za chwilę zbliżycie się do „następcy” tego niewielkiego kościółka, który spłonął w znanym już Wam wielkim pożarze z 1455 roku, następnie po odbudowie powoli tracił swe znaczenie i pod koniec XVIII wieku został ekssekrowany (odświęcony) oraz całkowicie przebudowany. Nazwa ulicy Poselskiej oczywiście nie pochodzi od naszych posłów na Sejm, bo ci w zdecydowanej większości nie zasługują na żaden szacunek i jakąkolwiek pamięć. W sumie, na tę nazwę nie zasłużyli także ci, którym ta ulica została poświęcona. Jej nazwa pochodzi od słowa „legat”, oznaczającego legatów (posłów) papieskich, watykańskich agentów, którzy nadzorowali polski Kościół, jego finanse oraz wpływ biskupów na państwową politykę. W sumie do tej pory nic się nie zmieniło, ale to już odrębny temat.

W średniowieczu kościół św. Piotra stał przy granicy miasta. Tuż za nim wzdłuż ul. Poselskiej wznosił się mur oddzielający Kraków od osady o nazwie Okół. Osada ta oddzielała Kraków od królewskiego Wawelu, ale w przeciwieństwie do Kleparza, czy Kazimierza nigdy nie otrzymała praw miejskich, a przynajmniej nie zachowały się dokumenty o tym świadczące. Okół już od XIV wieku był stopniowo wchłaniany przez Miasto Stołeczne.

Po drugiej stronie ulicy Grodzkiej, po przekątnej od byłego kościoła świetnego Piotra, w kamienicy pod numerem 39 mieściła się pracownia Wita Stwosza.

Trochę dalej znajdziecie dwa duże budynki należące obecnie do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pierwszy (nr 52), stojący tuż obok wielkiego kościoła, o którym za chwilę, to Collegium Broscianum.

1280px-Collegium_Broscianum

Nazwa ta pochodzi od nazwiska Jana Brożka (Joannes Broscius), siedemnastowiecznego profesora i rektora Akademii Krakowskiej. Budynek powstał na przełomie XVI i XVII wieku i przez ponad 170 lat należał do Jezuitów. W 1623 roku umieszczono w nim nowo powstałe Kolegium Jezuickie. Po kasacie zakonu w 1773 roku, mieściły się tam: dom księży emerytów, seminarium nauczycielskie, siedziba zakonu cystersów, magazyny wojskowe, Senat Wolnego Miasta Krakowa. Po upadku Rzeczypospolitej Krakowskiej (1846) aż do 1971 roku, kiedy budynki przekazano „Jagiellonce”, mieściły się tu sądy różnych instancji poczynając od Cesarsko-Królewskiego Sądu Krajowego Wyższego, na Sądzie Wojewódzkim kończąc.

Drugi (nr 53), narożny, mieszczący się naprzeciwko, stoi na miejscu hali i placu targowego z przełomu XIII i XIV wieku.

1280px-Kraków_-_Collegium_Iuridicum_01

Podobnie jak kamienica „Pod Elefanty” składa się z połączonych ze sobą i przebudowanych dwóch innych kamienic i także przy nim stał kościół. Dwie kamienice wybudowane tam w drugiej połowie XIV wieku należące do Sędziwoja z Szubina oraz Mikołaja i Niemierzy z Irządza zostały odkupione na początku XV wieku przez Uniwersytet i połączone w jeden budynek. W XVII wieku wnętrze Collegium Iuridicum, bo taką nazwę i taką funkcję mu nadano, przebudowano. Odtąd znajduje się tam piękny arkadowy dziedziniec, ale na całym budynku zobaczycie wiele elementów gotyckich. Obecnie to siedziba Instytutu Historii Sztuki oraz, jak sama nazwa wskazuje – prawników (Zakład Postępowania Cywilnego i Katedra Prawa Pracy).

Jak wspomniałem, przy Collegium Iuridicum stał kościół. Był to nieistniejący już kościół św. Marii Magdaleny. Ta niewielka świątynia istniała już w XIII wieku. Wielokrotnie płonęła, w tym, oczywiście w 1455 roku. Coraz bardziej zrujnowany budynek na początku XIX wieku zburzono. Pamiątką po nim jest nazwa placu przylegającego do Collegium Iuridicum, łączącego ulice Grodzką i Kanoniczą. Na środku placu, w postaci betonowego postumentu – opanowanego przez deskorolkarzy, zaznaczono obrys kościoła.

1280px-Kraków_-_plac_Marii_Magdaleny

Stoi tam jeszcze, delikatnie rzecz ujmując, nienajpiękniejszy pomnik Piotra Skargi. To właśnie o nim i jego kumplach – Jezuitach będzie następna opowieść.

__________________________

Fot. 1. Grodzka 3. Źródło wikipedia. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 2. Kamienica, ul. Grodzka 22. Źródło – wikimapia.org

Fot. 3. Herb kamienicy „Podelwie” – Źródło – wikimapia.org

Fot. 4. Kamienica „Pod Elefanty” – Źródło wikipedia. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 5. Collegium Broscianum, aut. Cancre. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 6. Collegium Iuridicum, aut. Lestat (Jan Mehlich). Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 7. Krużganki, wnętrze Collegium Iuridicum, aut. Cancre. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 8. Plac Marii Magdaleny, aut. Céline from Paris, France. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 21. O św. Wojciechu i jego kościółku na Rynku

Była już opowieść o świętym Florianie, który rzekomo chroni od pożarów, było o Basi, która jest patronką niemal wszystkich znanych zawodów, a teraz będzie słów kilka o Wojciechu, także świętym i o kościółku, któremu ów święty patronuje. Świątynia ta stoi na Rynku u wylotu ulicy Grodzkiej i, co może wielu z Was zdziwić, nie jest wcale najmniejszym kościołem Grodu Kraka.

O tym skąd się tam wzięła i dlaczego jest tak nisko dowiecie się za chwilę. Teraz skupmy się na jej patronie i legendzie z nim związanej.

Przez wiele wieków twierdzono, że św. Wojciech zanim świętym został, zanim miasto Kraków powstało, przybywał na teren obecnego Rynku, tu głosił swe kazania i chrzcił pogańskich mieszkańców. Ci z wdzięczności, w miejscu modłów, postawili niewielką świątynię, której patronem został Wojciech. No cóż, szansa na to, że Wojciech bywał w tym miejscu jest, ale raczej jest podobna do szansy na wygranie przez polski klub piłkarski Ligi Mistrzów.

Kim był ów święty? Sprawdźmy. Wojciech, a właściwie Vojtěch, bo ten gość był Czechem, jako młody kapłan został biskupem Pragi, ale długo nie nacieszył się stanowiskiem, bo go Pepiki szybko pogonili. Naraził się i wiernym, i możnowładcom. Mieli go dość wszyscy, później oprócz Czechów także mieszkańcy dzisiejszej Słowacji oraz Węgrzy. Podczas bierzmowania przyjął imię Adalbert, więc czasami znany jest też pod tym imieniem. W roku 997 wybrał się namawiać plemiona pruskie na zmianę wiary i… mu się nie udało. Prusowie zabili biednego Vojtěcha vel Adalberta. Misja już od samego początku miała niewielkie szanse powodzenia. Jak chcecie się przekonać jak taka wyprawa może wyglądać, to jeźdźcie na tereny zajęte przez tzw. Państwo Islamskie głosić wiarę w Chrystusa. Nie wiem czy zostaniecie świętymi, ale zapewne podobnie jak Wojciech wrócicie bez głowy. Za to, że tam pojechał i zginął został szybko okrzyknięty świętym, żadnych innych zasług w tej mierze nie odnotowano, a przynajmniej nie tyle żeby po wsze czasy wychwalać jego dokonania. Nie będę tu już nawiązywał do polityki i pewnej wyprawy sprzed kilku lat…
Ciało przyszłego świętego z rąk pogan wykupił Bolesław Chrobry. Na przełomie X i XI wieku Państwu Polskiemu bardziej był potrzebny martwy święty niż żywy misjonarz wędrujący wśród jezior i lasów. Po śmierci okazało się, że wszyscy chcą Wojciecha, a właściwie tego co z niego zostało. Pocięli go i teraz jego relikwie są i w Gnieźnie, i w Pradze, w Kleve koło Düsseldorfu i Akwizgranie. Tyle o patronie Polski, Czech oraz naszego niewielkiego kościółka na krakowskim Rynku.

Krakau_Adalbert
Zajmijmy się budowlą. Z daleka widać dominujący styl barokowy, jednak kościół jest sporo starszy. Można to poznać po licznych elementach romańskich np. wąskim okienku od prezbiterium, romańskim portalu wokół drzwi wychodzących na ulicę Grodzką, czy po tym, że jest on zbudowany w dużej mierze z wapienia wzmacnianego na rogach piaskowcem. Archeolodzy twierdzą, że pochodzi z drugiej połowy XI lub początków XII stulecia. Ponadto stoi na miejscu jeszcze starszej, drewnianej świątyni, która była tu w X wieku. To, że „bohater” tej opowieści jest znacznie starszy niż niemal cała zabudowa placu można poznać także po tym, że podobnie jak Bazylika Mariacka stoi pod innym kątem niż kamienice i Sukiennice. Podczas wytyczania Rynku Głównego w połowie XIII wieku oba kościoły więc już istniały.

Na początku XV wieku kościółek stał się prebendą Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co to oznaczało? Proboszcz mógł liczyć na wsparcie władz uniwerku, np. część kar jakie wymierzał sąd rektorski była przekazywana na utrzymanie świątyni. W 1525 roku na przykład za obrazę nauczyciela (magistra) i studenta, na karę 200 grzywien zostali skazani Piotr z Krosna oraz Żyd Izaak. Połowa z tej niemałej sumy miała być wpłacona pro ecclesia Sancti Adalberti.
O ile szanse na to, że w tym miejscu przemawiał Wojciech są mizerne, to miejsce to stało się znane z kazań innego ważnego katolickiego świętego. Był nim Jan Kapistran (Giovanni da Capestrano), który na zaproszenie biskupa Oleśnickiego i króla Kazimierza Jagiellończyka przybył do Krakowa w sierpniu 1453 roku. Zamieszkał w kamienicy przy Rynku na rogu ulicy Wiślnej (dzisiaj pod numerem 28), która od tego wydarzenia zwana jest „Kamienicą pod Kapistranem”. Na jej rogu, na wysokości pierwszego piętra stoi figura przedstawiająca tego kaznodzieję. Jako że lubił przemawiać pod gołym niebem, to tuż przy kościele św. Wojciecha wybudowano mu specjalną trybunę. Więcej wizyt katolickich świętych (oprócz Karola Wojtyły), w tym miejscu nie odnotowano.

Zapewne zauważyliście, że nasza niewielka świątynia stoi poniżej obecnej płyty głównego placu miejskiego. Po opisywanym już pożarze Sukiennic w 1555 roku postanowiono przebudować Rynek oraz podnieść i wyrównać jego poziom. Trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze w I połowie XVI wieku nasz sakralny „bohater” stał na niewielkim wzniesieniu, wokół którego biegło szerokie zagłębienie. W tym zagłębieniu, podobnie jak na całym Rynku, stało wiele kramów. Było to powodem nieporozumień, bo właściciele kramów oraz klienci mocno zanieczyszczali ściany świątyni, a i zapachy nie należały do aromatów. Księżom przeszkadzał tylko smród jaki wydobywał się od bud, a nie przeszkadzały same stragany, bo czynsz z kramów otaczających kościół w całości otrzymywał właściciel terenów wokół kościoła. Właścicielem był uniwersytet, a część zebranej kwoty przeznaczano dla proboszcza od św. Wojciecha. Pecunia non olet! ;-)

Gdy w II połowie XVI wieku wyrównano rynkowe bruki okazało się, że wejście do świątyni jest odrobinę niżej. Niewielkiego kościółka nie dało się podnieść, więc pozostał w zagłębieniu. Takiego problemu nie było z okolicznymi kamienicami, które miały wysoko umiejscowione wejścia. Rozebrano wtedy tylko ich przedproża, zasypano także wejścia do piwnic usytuowane od frontów. Gdyby nie to, pewnie oczy turystów cieszyłyby przedproża takie jak w Gdańsku na ulicy Mariackiej, czy Długim Targu. Było, minęło, przedproży w kamienicach nie ma, a kościółek stoi niżej. Niedługo potem, pod koniec XVI wieku, gdy do kościoła św. Barbary wprowadzili się Jezuici, przeniesiono stamtąd do Wojciecha kazania niemieckie.

Na początku XVIII wieku kramów tuż przy murach kościoła już nie było, a był on otoczony płotem. Kramy oddalono od niego o kilka metrów. Jednocześnie wiadomo, że już wtedy Kraków miał problem ze zbieraczami złomu. Oto fragment tekstu z roku 1712 dotyczący otoczenia kościoła św. Wojciecha: „Za prowizorstwa Pana Gałeczki krata żelazna zepsowana y rozkradziona przez ultajów koło kościoła, de novo wystawiona sumptem jaśnie Wielmożnej Jej Mości Pani Domicelli z Kurozwęk Mięcińskiej wieluńskiej, ojcowskiej, radomskiej starościny z dołożeniem sumptu z percepty brackiej, jako patet z regestrów P. Gałeczki”. Jak widzicie „ultaje”, co to chętnie „zaopiekują się” każdym kawałkiem metalu istnieli już w dawnej Polsce i gdyby nie, zapewne mocno świątobliwa, Pani Domicella kraty byłyby jeszcze długo „zepsowane”.

Teraz krat już nie ma, a obecny wygląd kościół otrzymał podczas przebudów w XVII i XVIII wieku. Wtedy to znacznie go podwyższono dobudowując barokową kopułę, dostawiono także zakrystię oraz kaplicę Wincentego Kadłubka. Otaczający go murek zaś jest idealnym miejscem na chwilowy odpoczynek.

 

________________________________________________

Fot. „Krakau Adalbert”. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons