Archiwa tagu: wirtualny przewodnik po Krakowie

Odc. 23. Kościół śś. Piotra i Pawła.

Wciąż zwiedzacie ulicę Grodzką tuż przy placu Marii Magdaleny. Przed Wami, za ogrodzeniem zwieńczonym rzeźbionymi postaciami stoi ogromny budynek. Jest to kościół p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła, pierwsza barokowa i największa zabytkowa świątynia Krakowa.

Jego historia rozpoczęła się w 1579 r., gdy do Grodu Kraka przybyli Jezuici. „Kimanie” początkowo mieli załatwione przy nieistniejącym dziś kościele świętego Szczepana na placu Szczepańskim. Oprócz „Szczepana” dostali jeszcze, także nieistniejący już, kościółek śś. Macieja i Michała stojący w rogu Placu Szczepańskiego, w miejscu obecnego skrzyżowania z ul. Reformacką. Każdy człowiek jak coś osiągnął, coś kupił i coś ma, to chce więcej, nowsze, lepsze. Kilka lat „chłopaki” przemęczyli się „u Szczepana” oraz „Macieja i Michała”, więc zapragnęli czegoś większego. Królem był wtedy István Báthory, czyli po naszemu Stefan. Jezuici delikatnie dali mu znać, że im ciasno i przy poparciu króla udało się załatwić kolejną „chatę” na Małym Rynku, czyli kościół świętej Barbary. Oczywiście starych świątyń nie oddali, tylko wspaniałomyślnie wzięli w posiadanie jeszcze jedną. Mieli już trzy, ale trzy powiedzmy – niewielkie, a plany zakonnicy mieli ogromne. Do tego tuż obok „św. Barbary” był znacznie większy konkurent o rząd dusz i kasę z tacy – Bazylika Mariacka. Walka nierówna i z góry skazana na porażkę. Na rozbudowę niewielkiego kościoła stojącego między Placem Mariackim, a Małym Rynkiem nie było miejsca. Budynki przy Placu Szczepańskim też nie nadawały się do rozbudowy. Trzeba było przenieść się do nowej, okazałej siedziby z dala od głównej krakowskiej świątyni. Pozostał do rozwiązania tylko jeden „mały” problem – pecunia.

Fundusze mógł zagwarantować tylko bardzo zamożny sponsor. Pomoc w zbudowaniu nowego kościoła obiecał kardynał Jerzy Radziwiłł. Biedny nie był, ale szybko się okazało, że sam nie podoła, a całego swego majątku oddawać raczej nie chciał.
- Kasa! Kasa! Brakuje kasy? W końcu od czego jest kolejny król? Jest nowy, zagraniczny, więc da się naciągnąć – pomyśleli Jezuici i mieli rację. Zygmunt III Waza, ten od kolumny, wspomógł ich nie tylko dobrym słowem. Książę kardynał Radziwiłł chętnie zaszczyt fundacji kościoła przekazał na króla. O pomoc królewską zabiegał najznamienitszy ówczesny polski Jezuita – ks. Piotr Skarga. Jego starania i rozmowę z królem przedstawił XIX-wieczny historyk Stanisław Załęski:
A książę kardynał krakowski? – rzekł król - […] Księciu kardynałowi nie chcemy wchodzić w drogę, tembardziej że już do jenerała zakonu zgłaszał się z oną swoją ochotą.
Nie wejdzie Wasza Królewska Mość. – odpowiedział ks. Skarga – […] Ustępuje chętnie W. K. Mości zaszczytu i fundatora kościoła i domu professów, boć hojności królewskiej, jak powiada, jego hojność książęca nie dorówna, użyje jej dla nas gdzie indziej.

Książę Radziwiłł dzięki przebiegłości Piotra Skargi pozbył się kłopotu, a nowy król był zadowolony z dobrych układów z Jezuitami. Finansowe apetyty zakonników przewyższały możliwości i chęci kardynalsko-książęce, ale nie królewskie. Zygmunt III, jak to król, w końcu ze swego prywatnego nie dawał. Także teraz politycy najbardziej są rozrzutni jak mają do dyspozycji grosz publiczny – sto milionów tu, miliard tam…

Pieniędzy potrzeba było sporo. Jezuici nie chcieli baraku 10m x 10m, im się marzyła budowla wielka, która swą wielkością przyćmi inne, a miejsca w otoczonym murem Krakowie właściwie nie było. No i zaczęło się szukanie „miejscówki”. Znaleziono dwie – jedna przy Wiślnej, a druga przy Grodzkiej. W obu przypadkach trzeba było wykupić stojące kamienice i budować na ich miejscu, co znacznie podnosiło koszt. Obie miały plusy i minusy lub jak kto woli – plusy dodatnie i plusy ujemne. Wiślna – jest w samym centrum, tuż przy Rynku, ale miejsca niewiele, Grodzka – oddalona od Rynku, lecz tu mieli możliwość budowy wielkiej świątyni. Myśleli, myśleli i wymyślili, że skoro płaci król, to kupią jednak tę większą miejscówkę przy Grodzkiej.

Wykupili kilka parceli, zburzyli stojące tam budynki i 23 czerwca 1597 rozpoczęła się budowa. Plany mieli „nówka sztuka” – barok, to wtedy był hit sezonu! Krakowską świątynię wzorowano na głównym kościele Jezuitów rzymskim „Il Gesù”, którego budowa ukończyła się zaledwie kilka lat wcześniej. Nie było jednak „letko”. W 1610 roku niepowodzeniem zakończyła się próba wzniesienia kopuły. Udało się to dopiero dziewięć lat później po znacznym wzmocnieniu filarów podtrzymujących ogromną konstrukcję.
Budowa i wykończenie trwały prawie czterdzieści lat. To sporo, jednak krócej niż trwa np. budowa „Szkieletora” (1975-….). W końcu 8 lipca 1635 roku konsekrowano nowy kościół.

450px-Peter&Paul_church_krakow
Jezuici rozgościli się w nowych murach, a kościół przeżywał swój okres świetności. Pierwszym większym problemem był pożar Kolegium Jezuickiego w 1719 r., który zniszczył także sporą część kościoła. Kilka lat trwała odbudowa sklepień i nadpalonych murów. W 1722 roku dobudowano mur z bramą i barokowymi rzeźbami 12 Apostołów z wapienia pińczowskiego. Krakowskie powietrze, które nigdy nie należało do najzdrowszych oraz powojenne nowohuckie kwaśne deszcze spowodowały tak znaczne zniszczenie figur, że w 1959 roku zdecydowano o ich zdemontowaniu. Stojące obecnie, to dalekie od oryginału kopie z lat osiemdziesiątych XX wieku.

1024px-2007KrakówPiotrPaweł

Oryginały znajdują się w pracowni konserwatorskiej w Krzeszowicach. Wciąż trwa dyskusja co z nimi zrobić, bo postaci Apostołów zaprojektowane w XVIII wieku przez Kacpra Bażankę wyglądają jak figury lodowe po znacznym wpływie promieni słonecznych i trudno na wielu z nich rozpoznać rysy twarzy oraz inne fragmenty anatomiczne. Niech się tym martwią eksperci i konserwatorzy zabytków. Wracamy do historii kościoła.

W 1773 roku, jak już wiecie z historii parafii św. Barbary, dokonano kasaty zakonu Jezuitów. Nasz ogromny, barokowy „bohater” przeszedł we władanie Komisji Edukacji Narodowej, na jakiś czas właścicielem był uniwersytet, a następnie przejęli go Cystersi.
Później bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, chociaż częściej było gorzej. W końcu wieku XVIII kościół podupadł na tyle, że nie wiadomo było co z nim zrobić. W latach 1809-1815 służył nawet jako prawosławna cerkiew.

Na początku XIX stulecia w Krakowie nastąpiła prawdziwa rzeź kościołów. Wydaje się Wam, że teraz kościoły są w centrum Krakowa na każdym kroku i za każdym rogiem? Są, ale, w co trudno uwierzyć, jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku było ich zdecydowanie więcej. Utrata znaczenia miasta, trudna sytuacja finansowa, zmniejszenie liczby ludności w wyniku wojen doprowadziły do tego, że brakowało pieniędzy na konserwację i utrzymanie licznych świątyń, które przez setki lat bez opamiętania budowano dosłownie co kilka metrów. Ponadto, aby miasto mogło się rozwijać potrzebowało miejsca na nowe, reprezentacyjne budowle świeckie, potrzebne były place i zieleń. Kraków potrzebował nowoczesnych rozwiązań urbanistycznych i uporządkowania całego swojego obszaru, co opisywałem już przy okazji opowieści o Barbakanie i miejskich murach.

Wybawieniem dla kościoła śś. Piotra i Pawła było… zburzenie kościoła p.w. Wszystkich Świętych (na Placu o tej nazwie) i przeniesienie z niego parafii w 1824 roku. Odtąd „u Piotra i Pawła” jest parafia Wszystkich Świętych. Aby przygotować świątynię do przejęcia nowych obowiązków, w latach dwudziestych XIX wieku przeprowadzono remont. Od tego czasu prace konserwatorskie prowadzono kilkukrotnie i dzięki temu możecie podziwiać to barokowe dzieło.

1280px-Krakow_2006_066

Co zobaczycie w środku?

1280px-Church_of_Saints_Apostles_Peter_and_Paul_(interior),_52a_Grodzka_street,_Krakow,_Poland

M.in. grobowiec ks. Piotra Skargi, barokowy nagrobek biskupa Andrzeja Trzebnickiego, czy złocone posągi czterech Ewangelistów wewnątrz kopuły. Do tego w czwartki o godz. 10.00, 11.00 i 12.00 odbywają się demonstracje działania najdłuższego w Polsce, 46 metrowego i ważącego 25 kg Wahadła Faucaulta, które dowodzi obrotu Ziemi wokół własnej osi.

800px-Foucault_pendulum_in_Kraków_St._Peter_&_Paul_church

W tym odcinku to by było  na tyle. Jezuici jeszcze pojawią się w mojej opowieści, ale dopiero wraz z kolejną trasą, już po zakończeniu zwiedzania Drogi Królewskiej. Opowiem jeszcze i o baroku, ale na razie przeniesiemy się do innej świątyni, która znajduje się… kilka metrów dalej. Wciąż nie opuszczamy okolic Placu Marii Magdaleny i ulicy Grodzkiej. Kolejna część będzie o romańskim kościele św. Andrzeja.

___________________________

Fot.1. Kościół śś. Piotra i Pawła. Aut. Fabienkhan. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.2. Figury Apostołów przed wejściem do kościoła. „2007KrakówPiotrPaweł” by Soylentgreen23 from Krakow, Poland – Flickr. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.3. Widok kościoła śś. Piotra i Pawła ze Wzgórza Wawelskiego. „Krakow 2006 066” autorstwa Wizzard – Praca własna. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot.4. „Kościół ŚŚ Piotra i Pawła w Krakowie Ołtarz Główny” by Ludwig Schneider – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons

Fot.5. Pokaz działania Wahadła Foucaulta. „Foucault pendulum in Kraków St. Peter & Paul church” autorstwa Zorro2212 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 22. Grodzka, czyli wkraczamy na Okół.

Szesnastowieczny kronikarz Marcin Bielski tak oto opisywał Kraków: „siedzi na miejscu bardzo obronnym w równi między bagny, i nie masz do niego przystępu jedno od Kleparza, a bardzo by snadnie wodą go obwiódł. Gdy na nie z góry zwierzynieckiej pojrzy (bo stamtąd najlepiej się mu przypatrzy), jest coś podobne do lutnie okrągłością swą, a Grodzka ulica i z zamkiem jest jako szyja u lutnie właśnie. Ma też coś podobnego do orła, którego głowę reprezentuje zamek, Grodzka ulica – szyję, przedmieście zasię około niego są jako skrzydła jakie”.

O Kleparzu już było, o wodzie wokół miasta też co nieco wspominałem (i wspominać jeszcze będę), kierujemy się więc do „szyi u lutni”, czyli prowadzącej do zamku ulicy Grodzkiej.

Opuszczając Rynek, już na Grodzkiej po prawej stronie mijacie kamienicę pod numerem 3, gdzie w II połowie XVI i na początku XVII wieku mieściła się słynna drukarnia oraz księgarnia prowadzona przez Mikołaja i Jana Szarfenbergów.

402px-A-206_kamienica_Kraków_ul._Grodzka_3_MM

Następnie, tuż przed placem (właściwie dwoma placami) z linią tramwajową, przy Grodzkiej 22 zobaczycie kamienicę, w której w 1840 roku urodziła się Jadwiga Helena Misel bardziej znana jako Helena Modrzejewska.

15_big

Tuż za rodzinnym domem pięknej i genialnej XIX-wiecznej aktorki znajdują się właśnie dwa place rozdzielone ulicą Grodzką: po lewej plac Dominikański, a po prawej plac Wszystkich Świętych. Ciekawe historie z nimi związane przedstawię Wam kiedy indziej, gdy będziemy wspólnie spacerować inną trasą podczas następnej wycieczki. W dalszej części ulicy Grodzkiej zobaczycie: kamienicę „Podelwie” (nr 32) z widoczną nad portalem XIV-wieczną płaskorzeźbą lwa

78_big

oraz kamienicę „Pod Elefanty” (nr 38) z płaskorzeźbami słonia i nosorożca.

800px-Krakow_Grodzka_38_Dom_Pod_Elefanty_01_A-255

Zatrzymajcie się na chwilę przy tym ostatnim domu (zdjęcie powyżej). „Pod Elefanty” powstał z połączenia trzech innych budynków. Jednym z nich był stojący na rogu ulic Grodzkiej i Poselskiej kościół św. Piotra. Zapamiętajcie to, bo za chwilę zbliżycie się do „następcy” tego niewielkiego kościółka, który spłonął w znanym już Wam wielkim pożarze z 1455 roku, następnie po odbudowie powoli tracił swe znaczenie i pod koniec XVIII wieku został ekssekrowany (odświęcony) oraz całkowicie przebudowany. Nazwa ulicy Poselskiej oczywiście nie pochodzi od naszych posłów na Sejm, bo ci w zdecydowanej większości nie zasługują na żaden szacunek i jakąkolwiek pamięć. W sumie, na tę nazwę nie zasłużyli także ci, którym ta ulica została poświęcona. Jej nazwa pochodzi od słowa „legat”, oznaczającego legatów (posłów) papieskich, watykańskich agentów, którzy nadzorowali polski Kościół, jego finanse oraz wpływ biskupów na państwową politykę. W sumie do tej pory nic się nie zmieniło, ale to już odrębny temat.

W średniowieczu kościół św. Piotra stał przy granicy miasta. Tuż za nim wzdłuż ul. Poselskiej wznosił się mur oddzielający Kraków od osady o nazwie Okół. Osada ta oddzielała Kraków od królewskiego Wawelu, ale w przeciwieństwie do Kleparza, czy Kazimierza nigdy nie otrzymała praw miejskich, a przynajmniej nie zachowały się dokumenty o tym świadczące. Okół już od XIV wieku był stopniowo wchłaniany przez Miasto Stołeczne.

Po drugiej stronie ulicy Grodzkiej, po przekątnej od byłego kościoła świetnego Piotra, w kamienicy pod numerem 39 mieściła się pracownia Wita Stwosza.

Trochę dalej znajdziecie dwa duże budynki należące obecnie do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pierwszy (nr 52), stojący tuż obok wielkiego kościoła, o którym za chwilę, to Collegium Broscianum.

1280px-Collegium_Broscianum

Nazwa ta pochodzi od nazwiska Jana Brożka (Joannes Broscius), siedemnastowiecznego profesora i rektora Akademii Krakowskiej. Budynek powstał na przełomie XVI i XVII wieku i przez ponad 170 lat należał do Jezuitów. W 1623 roku umieszczono w nim nowo powstałe Kolegium Jezuickie. Po kasacie zakonu w 1773 roku, mieściły się tam: dom księży emerytów, seminarium nauczycielskie, siedziba zakonu cystersów, magazyny wojskowe, Senat Wolnego Miasta Krakowa. Po upadku Rzeczypospolitej Krakowskiej (1846) aż do 1971 roku, kiedy budynki przekazano „Jagiellonce”, mieściły się tu sądy różnych instancji poczynając od Cesarsko-Królewskiego Sądu Krajowego Wyższego, na Sądzie Wojewódzkim kończąc.

Drugi (nr 53), narożny, mieszczący się naprzeciwko, stoi na miejscu hali i placu targowego z przełomu XIII i XIV wieku.

1280px-Kraków_-_Collegium_Iuridicum_01

Podobnie jak kamienica „Pod Elefanty” składa się z połączonych ze sobą i przebudowanych dwóch innych kamienic i także przy nim stał kościół. Dwie kamienice wybudowane tam w drugiej połowie XIV wieku należące do Sędziwoja z Szubina oraz Mikołaja i Niemierzy z Irządza zostały odkupione na początku XV wieku przez Uniwersytet i połączone w jeden budynek. W XVII wieku wnętrze Collegium Iuridicum, bo taką nazwę i taką funkcję mu nadano, przebudowano. Odtąd znajduje się tam piękny arkadowy dziedziniec, ale na całym budynku zobaczycie wiele elementów gotyckich. Obecnie to siedziba Instytutu Historii Sztuki oraz, jak sama nazwa wskazuje – prawników (Zakład Postępowania Cywilnego i Katedra Prawa Pracy).

Jak wspomniałem, przy Collegium Iuridicum stał kościół. Był to nieistniejący już kościół św. Marii Magdaleny. Ta niewielka świątynia istniała już w XIII wieku. Wielokrotnie płonęła, w tym, oczywiście w 1455 roku. Coraz bardziej zrujnowany budynek na początku XIX wieku zburzono. Pamiątką po nim jest nazwa placu przylegającego do Collegium Iuridicum, łączącego ulice Grodzką i Kanoniczą. Na środku placu, w postaci betonowego postumentu – opanowanego przez deskorolkarzy, zaznaczono obrys kościoła.

1280px-Kraków_-_plac_Marii_Magdaleny

Stoi tam jeszcze, delikatnie rzecz ujmując, nienajpiękniejszy pomnik Piotra Skargi. To właśnie o nim i jego kumplach – Jezuitach będzie następna opowieść.

__________________________

Fot. 1. Grodzka 3. Źródło wikipedia. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 2. Kamienica, ul. Grodzka 22. Źródło – wikimapia.org

Fot. 3. Herb kamienicy „Podelwie” – Źródło – wikimapia.org

Fot. 4. Kamienica „Pod Elefanty” – Źródło wikipedia. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 5. Collegium Broscianum, aut. Cancre. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 6. Collegium Iuridicum, aut. Lestat (Jan Mehlich). Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 7. Krużganki, wnętrze Collegium Iuridicum, aut. Cancre. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 8. Plac Marii Magdaleny, aut. Céline from Paris, France. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 20. „Wiśniówka” na torcie. Część 2. Indyjanie w Krakowie.

Człowiek od zawsze szukał sposobów na oderwanie się od codzienności i często temu służył alkohol. Są tacy, co twierdzą, że jest on zgubą ludzkości. Może i tak, ale ja go lubię. Oprócz rozrywki, od wieków topi się w nim smutki i problemy. No cóż, zgodzicie się, że alkohol nie rozwiązuje problemów, ale mleko w sumie też nie. To będzie kontynuacja opowieści tylko dla dorosłych, opowieści o spożywaniu napojów procentowych w dawnym Krakowie oraz o najsłynniejszej przez wieki knajpie Grodu Wandy co Niemca nie chciała. Nadal zwiedzamy Rynek Główny.

W piwnicach krakowskiego ratusza, o którym pisałem tu i tu, przez wiele wieków znajdowała się knajpa, którą jedni wychwalali pod niebiosa, inni zaś przeklinali. Przez ścianę sąsiadowała z kazamatami, w których przetrzymywano więźniów oraz dokonywano ich przesłuchań (zadawano pytania i dzięki pomocy kata otrzymywano szybkie, zadowalające sędziów odpowiedzi). Czy aresztanci mieli dodatkowe katusze w postaci słuchania świetnie bawiących się w piwiarni kolegów? Tego nie wiem, mury były dosyć grube.

1024px-WWII_Krakow_-_09

Piwnica ta, zwana Piwnicą Świdnicką, oferowała najlepsze piwa sprowadzane ze Śląska. Piwko ze Świdnicy bardzo smakowało Krakusom, więc w drugiej połowie XV wieku spadł popyt na lokalne napitki, a co za tym idzie spadły też dochody z mielenia słodu w podkrakowskich młynach należących do króla. Piwnica należała do Rady Miasta i przysparzała jej w niektórych latach całkiem sporych dochodów, ale na tym interesie tracił dwór królewski. W 1456 roku decyzją króla Władysława Jagiellończyka zakazano importu piwa. Nad fanami dobrego piwa zebrały się ciemne chmury. Oczywiście zawsze byli równi i równiejsi, co oznaczało, że zakaz nie obejmował pewnych grup i poszczególnych osób, które mogły sprowadzać je na własny użytek. Przeciętnym Krakusom pozostały do wyboru:

a) jedynie piwka krakowskie, którym daleko było do tych sprowadzanych,

b) przerzucenie się na inne, wysokoprocentowe trunki lub…

c) rezygnacja z dostarczania do organizmu alkoholu.

Większość zdecydowanie wybrała jedną z dwóch pierwszych opcji, zapewne także łącząc je w nowym lokalu, który przyjął nazwę Szynk Indie, a zwany był powszechnie Indyja.

„Piwniczanie”, „Hindusi” lub też „Indianie” ;-) , czyli stali bywalcy odetchnęli z ulgą dopiero w 1501 roku, gdy po 45 latach cofnięto zakaz importu „browarków” ze Śląska. Zrobił to Jan Olbracht zapewne pod naciskiem krakowskich rajców. Piwnica Świdnicka vel Indyja znowu zaczęła serwować wyśmienite trunki z importu.

Szybko jednak z lokalu oferującego droższe i lepsze trunki, Piwnica Świdnicka stała się miejscem zwanym spelunca latronum, czyli jaskinią zbójców. Stąd też określa się lokale o nienajlepszej reputacji jako speluny. Nasza spelunca zaczęła być schronieniem dla pijaczków, złodziejaszków, a także dziewcząt, o których dzisiaj mówi się, że tylko pod tramwajem nie leżały. Andrzej Frycz Modrzewski, pisarz, sekretarz królewski atmosferę XVI-wiecznych szynków opisał tak:

Ludzie próżnujący cały dzień tam leżą, piją a żywią się z nierządnicami bardzo rozpustnie: dzieweczek i niewiast uczciwych pod zasłoną tańca
albo jakiej innej gry do siebie proszą, a w ten czas
o ich stateczność pilno starają. A gdzież swarów,
guzów, ran, ochronienia, zabijania, przytrafia się
jako w karczmach.

Nie da się ukryć, że Piwnica Świdnicka, nie należała do lokali najwyższej kategorii. Gdy w 1757 roku przesłuchiwano podejrzanego o kradzież krakowianina, ten zeznał, że mieszkał w Piwnicy Świdnickiej pięć tygodni, więc jak widzicie dla wielu był to drugi, a czasami nawet pierwszy dom.

Piwnica Świdnicka, czy jak kto woli Indyja swój żywot zakończyła w 1820 roku wraz z budynkami ratusza, pod którymi się znajdowała i razem z nim przeszła do historii. Zdecydowanie nie był to lokal na miarę gwiazdek w Przewodniku Michelina, nie była to urokliwa kawiarenka dla matek z dziećmi, ale jeśli nie zwiedzacie Krakowa z pociechami, jeśli nie szukacie romantycznych kafejek, a chcecie poznać specyfikę miasta, porozmawiać z ciekawymi ludźmi, to unikajcie lokali dla turystów, wejdźcie w boczne uliczki na Starym Mieście, Kleparzu, Kazimierzu, Stradomiu, czy na Podgórzu, do knajpek w podwórkach, poszukajcie miejsc, do których chodzą „lokalsi”, nawet „żuliki”, którzy za piwko lub banię „Wiśniówki” opowiedzą Wam ciekawe historie o swojej dzielnicy, swoim mieście i jego mieszkańcach. Warto.

__________________________________

Fot. Piwnice pod dawanym ratuszem. Źródło „WWII Krakow – 09” autorstwa S. Kolowca – Jan Dąbrowski (1946) Kraków pod Rządami Wroga 1939-1945, Kraków: Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, ss. 56 no ISBN. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons