Archiwa tagu: św. Florian

Odc. 18. Jeszcze trochę o ratuszowej wieży.

Nadal znajdujecie się przy pozostałościach krakowskiego ratusza. Jeszcze przed opisywanym już pożarem w połowie XVI wieku, a następnie wielkiej przebudowie budynków władz miasta, w 1524 roku kosztem 114 florenów na wieży zamontowano zegar. Wraz z nim pojawiły się trzy dzwony: jeden duży, wybijający godziny i dwa mniejsze, które informowały o upływających kwadransach. Zwieńczenie średniowiecznej wieży nie przypominało obecnego, ale także było bardzo ozdobne. Widzicie je poniżej.

Ratusz Rocznik krakowski t.VIII s. 7

Od średniowiecza góra wieży wraz z wieńczącym ją hełmem była kilkukrotnie zmieniana, a oto wytłumaczenie dlaczego tak się działo.

Zarówno w Polsce, jak i na świecie pierwsze piorunochrony zaczęto montować dopiero około połowy XVIII wieku, więc jak się domyślacie, wszystkie miasta, w dużej mierze drewniane, od uderzeń piorunów płonęły jak zapałki. Oczywiście, wierzono w wielką moc św. Floriana, który miał chronić od ognia sobie poświęcone budowle i miasta. Na przykładzie kilkukrotnie płonącego kościoła pod wezwaniem tego właśnie „świętego od ognia”, w którym zresztą osobiście „zamieszkał”, wiecie, że to niekoniecznie się sprawdza. Oczywiście jak ogień omijał miasto lub jakiś budynek, to była zasługa Floriana, a jak pozostał po budowli tylko popiół, to dyskretnie przemilczano brak pomocy patrona strażaków. Przed celami i skutkami wyładowań elektrostatycznych nie chroniła także „gromowładna” św. Barbara. ;)

Wróćmy jednak do ratusza. Nasz staromiejski „bohater” płonął kilkukrotnie. Nie zawsze przyczyną był brak instalacji odgromowej, ale jak już piorun łupnął, to szkody były naprawdę spore. Tak też i było w 1680 roku, gdy od wyładowania atmosferycznego spłonęła spora część wieży i innych zabudowań magistratu. Jak wielka to była pożoga niech świadczy opis świadka wydarzeń i odpowiedzialnego za jego odbudowę krakowskiego rajcy Jana Gaudentego Zacherli: „Roku Pańskiego 1680 dnia 25 maja, stał się straszny przypadek w tem stołecznem mieście, gdy piorun w tę wieżę pod samą gałkę uderzył y tak wspaniałą, kosztowną y przewyborną machinę spalił z zegarem y dzwonkiem wdzięcznym, którym rzeczpospolitą do rady miasta tego zwoływać zwykli. Sposobu nie było ratowania tej wieży dla ołowiu, którym była pokrytą, gdy się topił y do obrony przystąpić nie dał. Miasto było w ten czas, y wszystek lud różnej kondycji y stanu w nim zostający, w wielkim strachu y trwodze, gdy płomieniem cała ta machina gorzała. Wiatr wielki nastąpiwszy, ogień na całe miasto nosił, co gdy ludzie zobaczyli, tym bardziej strwożeni ręce opuścili. A na ten czas Pan Bóg Wszechmogący miłosierdzie pokazał, gdy deszcz walny spuścił, który ów ogień, co wicher po mieście roznosił zalewał. Wieża jednak z zegarem y dzwonkiem w proch zgorzała, jeno mury zostały, tak dalece, że żadne żelasko na nic się nie przydało. […] Nad kabatami, nad arsenałem dachy pogorzały, pod pańską izbą drzwi wygrzały, więźniów wszystkich rozpuszczono, strzelby siła naginęło”. Oczywiście z tego przekazu wiadomo też czyja była zasługa w tym, że ratusz nie spłonął doszczętnie: „A największą pomoc y uśmierzenie ognia znać było, gdy kapłani od fary ogień z Najświętszym Sakramentem obeszli i przeżegnali”.

Pomogli, czy nie pomogli, spłonęła spora część zabudowań. W najgorszym stanie była wieża, którą trzeba było odbudować. Wypalona i częściowo zawalona konstrukcja zaczęła się rozstępować i przechylać, dlatego też obmurowano fundamenty, a mury wzmocniono szkarpą, czyli dodatkowym murkiem rozszerzającym się ku podstawie. W Gliwicach zamówiono nowy zegar, za który zapłacono 2900 złp. Tak zrekonstruowana przetrwała zaledwie kilka miesięcy, bo radni stwierdzili, że postawiono „całą wieżę ratuszową nie według godności tego miasta”. No cóż, nikt nie wie po co, ale zlecono podwyższenie wieży o 12 łokci, czyli jakieś 6,5 metra. Jeśli te kilka metrów, zdaniem Rady Miasta podniosło rangę Krakowa, to pewnie było warto. Koszt ogromny, a efekt… Już kilka lat później, w 1702 r., radzono nad tym, czy wieży nie obniżyć lub nawet czy jej nie rozebrać, bo zaczęła się niebezpiecznie przechylać, a na murach pojawiły się rysy. Powołano specjalną Komisyję, która dokładnie obejrzała zniszczenia i wystawiła „receptę”. Zapewne wymieniono część drewnianych elementów, które niewłaściwie zabezpieczone zaczęły gnić i się rozpadać pod ciężarem dodatkowych „metrów” oraz okazałego, barokowego hełmu jaki przy tej okazji powstał.

Ratusz Rocznik krakowski t.VIII s. 3

Już w 1713 r., burmistrz Grodu Kraka prosił króla Augusta II o kasę na naprawę wieży. Ponownie prowizorycznie ją naprawiono, aż w 1783 roku zabrano się za porządny remont. Przede wszystkim zmieniono hełm wieży wstawiając skromniejszy i sporo lżejszy, pojawił się też nowy dzwon.

Przy okazji przygotowań do remontu wieży, tuż koło niej, w 1782 roku od strony ulicy Wiślnej dobudowano tzw. odwach lub hauptwach, czyli strażnicę. Przebudowana w latach 1881-1882 przetrwała nawet II wojnę światową, ale „władzy ludowej” już wartownia nie dała rady. Poniżej, na rysunku widzicie jak wyglądała na przełomie XIX i XX wieku, czyli po przebudowie na neogotycką.

Tondosa_Wieża_byłego_ratusza_miejskiego_1886

Została zburzona w 1946 r. bo… przypominała czasy zaborów i okupacji niemieckiej, w czasie których stacjonowały tam okupacyjne oddziały wojskowe i policyjne. W sumie także na Wawelu stacjonowały austriackie wojska, w czasie II wojny Wawel był siedzibą gubernatora Hansa Franka ;-) , z kolei w odwachu na Rynku przez pewien czas mieściła się siedziba polskiej straży pożarnej oraz w okresie Rzeczypospolitej Krakowskiej (1815-1846) polska milicja Wolnego Miasta Krakowa.

Właśnie w tym ostatnim okresie, dokładnie 1 marca 1817, Senat Rządzący Wolnego Miasta Krakowa uchwalił, że „ponieważ część gmachu starym ratuszem zwanego oddawna na spichrze obrócona, ponieważ w stanie opustoszałym znajduje się: Te więc spichrza mają być zburzonemi […]. Wieża jednak ratusza, miejsce dla głównej warty, czyli hauptwach i korpus starego ratusza od strony wieży ma pozostać w całości”. Na ratusz wydano wyrok pozostawiając tylko wieżę i odwach.

Ratusz Rocznik krakowski t.VIII s. 9

Budynki ratusza oraz spichlerza zaczęto rozbierać w 1820 roku. W 1906 r. historyk Józef Muczkowski ich los opisał tak: „Samotna i zaniedbana, blizko wiek cały opuszczona wieża dawnego ratusza, jak wieczny wyrzut dla wandalów, którzy ją tak haniebnie osierocili. Z budynków przedstawiających nie tylko artystyczną, ale i pełną historycznych wspomnień wartość, ani kamień na kamieniu nie pozostał”.

Przed wejściem do wieży, podczas remontu w latach sześćdziesiątych XX wieku dostawiono dwa XIX-wieczne lwy, które przywieziono z pałacu w Pławowicach w powiecie proszowickim. I stoi sobie samotna, ale tym razem już zadbana. Tylko ratusza żal.

__________________________________

Rys. 1: Ratusz w średniowieczu – źródło: J. Muczkowski, Dawny krakowski ratusz, Rocznik Krakowski, t. VIII, 1906, s.7.

Rys. 2: Ratusz w XVII wieku – źródło: J. Muczkowski, Dawny krakowski ratusz, Rocznik Krakowski, t. VIII, 1906, s. 3.

Rys. 3: „Tondosa Wieża byłego ratusza miejskiego 1886” autorstwa Stanisław Tondos (1854-1917) – [1]. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons.

Rys. 4: Ratusz przed zburzeniem na przełomie XIX i XX wieku – źródło: J. Muczkowski, Dawny krakowski ratusz, Rocznik Krakowski, t. VIII, 1906, s. 9.

Odc. 4. O kościach, kościele, Florianie i Florencji…

Rozpoczynamy zwiedzanie „Drogi Królewskiej”, trasy jaką pokonywały książęce i królewskie orszaki przechodzące przez bramę i ulicę Floriańską, Rynek Główny, aby ulicą Grodzką dotrzeć na Wawel. To właśnie w tym miejscu, na Placu Matejki zaczyna się nasza wycieczka po najwspanialszych zabytkach Krakowa. To trasa, od której trzeba zacząć zwiedzać, bez której nie poznacie tego miasta.

0364_20100523_Krakow_Plac_Jana_Matejki
Zacznijmy od początku, ale bez zbędnych szczegółów. Zajrzyjcie w mroczne czasy wieków średnich, przenieście się myślami do XII stulecia. Wtedy jeszcze nie było obecnego Placu Matejki. Miejsce to, we wspomnianym wieku było tylko bezładnie zabudowaną niewielką osadą położoną poza murami Krakowa, osadą, która zaczęła się rozwijać oraz spełniać funkcje mieszkaniowe i handlowe w kolejnych stuleciach, a do jej rozwoju przyczyniło się jedno bardzo ważne wydarzenie.

Gdy w 1177 roku na tronie krakowskim zasiadł Kazimierz II Sprawiedliwy, zaczął kombinować co by tu zrobić, aby podnieść status swojej siedziby na Wawelu, prestiż władzy oraz Krakowa. Skumał się z biskupem Gedko i stwierdzili, że dobrym zabiegiem może być sprowadzenie do katedry relikwii jakiegoś świetnego świętego. A kto ma w nadmiarze świętych i może się nimi podzielić? Tak jest, dobra odpowiedź – papież. Tam też swe prośby skierował nasz książę. Zabiegi trwały kilka lat i w końcu się udało. Nowy papież Lucjusz III zgodził się na wymianę i ubili interes.

Mogło to wyglądać tak:
- Dam Wam kości jakiegoś świętego, – usłyszał w Rzymie wysłannik polskiego księcia – a w zamian chętnie przyjmę „co łaska, nie mniej niż…”.

Po tej rozmowie, zapewne Lucjusza naszły jednak pewne wątpliwości i pytania:
- No dobra, święty obiecany, ale który z nich ma trafić do Grodu Kraka? Wybór ogromny, jak wybrać?

Pomoc przyszła z najmniej oczekiwanej strony, a mianowicie od jednego ze świętych (właściwie jego zwłok). Ten cud opisał prawie trzysta lat później Jan Długosz w swoich „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego”. Według naszego kronikarza papież Lucjusz III po wejściu do kaplicy, w której spoczywali święci, spytał się, który z nich chciałby przenieść się do Polski. Zgłosił się jedynie Florian, który uniesioną ręką dał znać, że może jechać. Cud! Jako że święty nie żył od jakichś 880 lat to zdecydowanie zasługuje na miano cudu. Poza tym zachodzi pytanie, dlaczego tylko on chciał przenieść się do Krakowa? Klimat? Pewnie nie było wtedy w Rzymie żadnych świętych z Wysp Brytyjskich, bo jakby byli, to na pewno także by się zgłosili. Synowie Albionu wyjątkowo lubią Kraków, co od lat widać w zapełnionych nimi krakowskich knajpach.

Saint_Florian
Wróćmy jednak do Floriana. W 1184 roku spakowano naszego bohatera i wyekspediowano do dalekiego kraju na Północy. Gdy wóz z relikwiami zbliżał się do Grodu Kraka, jego mieszkańcy, duchowni i niemal cały dwór książęcy udali się poza miasto, aby go przywitać. Jak głosi kolejna legenda, tuż przed wjazdem do miasta, na terenie dzisiejszego placu Matejki, woły ciągnące wóz zatrzymały się i nie chciały ruszyć dalej. Tłumacząc to cudem i w związku z nim, w tym miejscu po trzydziestu latach wzniesiono i konsekrowano kościół pod wezwaniem św. Floriana. Trzeba by się zastanowić, czy był to faktycznie cud. Są dwa wyjścia:

a) ponownie we własnej sprawie „palce maczał” św. Florian, czyli cud,
b) relikwie przybyły do Krakowa na przełomie października i listopada i po jesiennych opadach wóz utknął w błocie/śniegu, czyli jesień/zima jak co roku zaskoczyła „drogowców”.

Wybierzcie wersję bardziej prawdopodobną i Wam odpowiadającą. Fakt faktem, że dzięki temu wydarzeniu, w 1216 roku, biskup Wincenty Kadłubek konsekrował romański wtedy kościół.

Krakow_Saint_Florian_church_20060706_1646
Wraz ze wznoszonym kościołem, u wrót Krakowa zaczęła pojawiać się szybko rozrastająca się osada handlowa. Jeśli wyobrażacie sobie życie w niej jako podmiejską sielankę, to wyprowadzę Was z błędu. Wszyscy atakujący Kraków, starali się go zdobyć od strony północnej, czyli właśnie przez naszą osadę z kościołem św. Floriana. Niestety, nawet po 1366 roku, gdy uzyskała prawa miejskie, nie doczekała się żadnych umocnień broniących jej przed nieprzyjacielem. Sąsiedzi zaś (krakowianie), za każdym razem, gdy tylko zbliżało się zagrożenie, natychmiast palili jej wszystkie zabudowania, aby wróg nie miał gdzie się skryć. Tak też się działo np. w czasie niezapowiedzianych wizyt Tatarów w latach 1241 i 1259.

I tak funkcjonowała sobie nasza osada, a potem także jako miasto, tuż obok swojego większego brata – Krakowa. Nowe miasto, zostało lokowane przez Kazimierza Wielkiego i otrzymało nazwę Florencja (tak, tak, „niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Krakusy nie gęsi, iż swoją Florencję mają” ;-) ). Nazwa ta była w użyciu stosunkowo niedługo i została zastąpiona nazwą Kleparz (Clepardia). Kleparz przez wieki stanowił ośrodek handlu zbożem, bydłem i innymi niezbyt wyszukanymi towarami. Ze względu na wysokie i liczne opłaty dla handlowców spoza Krakowa, nie zawsze opłacało się wwozić towar do stolicy. Oczywiście jeśli komuś nie przeszkadzały różnego typu opłaty celne, mostowe, targowe, składne, czy czopowe (nie mylić z czopkami), albo miał na tyle drogi i poszukiwany towar, że mógł sobie na to pozwolić to bez mrugnięcia okiem płacił. Każdy obcy jednak aby np. skorzystać z miejskiej wagi, a to był przymus, musiał zapłacić dwa razy wyższą opłatę niż handlujący tubylcy. Lekko nie było, ale mieszkańcy Clepardii jakoś sobie radzili. Co prawda nie nazwałbym Kleparza rajem podatkowym, czy handlowym potentatem, ale jak się dało obejść drakońskie, krakowskie przepisy i opłaty, to wielu chętnie z tego korzystało.

Teraz na chwilę wróćmy do kościoła. Ten, przy którym stoicie, nie da się ukryć, nie jest zbudowany w stylu romańskim. Najstarsza budowla była niszczona m.in. przez wspomnianych wyżej Tatarów. W XIV wieku został przebudowany w stylu gotyckim, rozbudowywany następnie w XV i na początku XVI wieku. W 1528 roku, podczas wielkiego pożaru Kleparza został tylko uszkodzony, co przypisano znajdującym się w nim i chroniącym od ognia relikwiom św. Floriana. Co ciekawe, w 1580 i 1587 kościół płonął dwukrotnie i tu już Florian nie zechciał go ochronić. Brak takowej chęci zanotowano dwa razy także podczas potopu szwedzkiego w 1655 i 1656 roku. Po tych wydarzeniach, w latach 1657-1684 został przebudowany w stylu barokowym. Taki nowy i ładny wytrzymał tylko kilkadziesiąt lat, bo został uszkodzony podczas pożaru Kleparza w 1755, a następnie w 1768 podczas walk konfederatów barskich.

W latach 1902-14, a następnie w latach dziewięćdziesiątych XX wieku kościół odrestaurowano, by w 1999 roku papież Jan Paweł II podniósł go do godności bazyliki mniejszej. I tak stoi sobie od prawie 800 lat przyglądając się „Drodze Królewskiej” oraz zmieniającemu się Kleparzowi. Cdn.

Fot.1 (plac Matejki – widok od strony Barbakanu) i Fot.3 (bazylika św. Floriana) – autor Jakub Hałun (Wikipedia)

Fot. 2 (św. Florian) źródło Wikipedia