Archiwa tagu: Stare Miasto

Odc. 11. O Rynku i Mariackim kościele słów kilka.

Jesteście wreszcie na Rynku Głównym, przez przybyszów z „województwa londyńskiego” zwanym Main Market.

Na „Mejnmarkecie” spotkacie mieszkańców niemal każdego miasta świata oprócz… Krakowa. Cóż tu jest takiego ciekawego? Plac jest duży, kwadratowy o bokach mierzących 200 m. Do tego jest na nim oraz wokół niego kilka ciekawych budynków. Pośrodku znajdziecie Sukiennice, wieżę dawnego ratusza i romański kościółek świętego Wojciecha, ale o nich później. Rynek został wyznaczony w 1257 roku, gdy Kraków był lokowany na prawie magdeburskim. Co to oznaczało? Od tego czasu Kraków stał się oficjalnie miastem, jego obszar podzielono na kwartały, wytyczono ulice w układzie szachownicowym oraz wspomniany rynek, pojawiło się też stanowisko wójta i miejskich rajców. Upodobnił się do Magdeburga i innych miast niemieckich: Ordnung muss sein! No właśnie, niewiele wcześniej legendarna Wanda nie chciała Niemca, przez Niemca rzuciła się w nurt Wisły, a tu w jej mieście panoszą się Germanie. Jak na złość Wandzie, wraz z nowym, niemieckim prawem przybyli też jego niemieccy twórcy i wbrew pozorom nie przyjechali do obecnej stolicy Małopolski na wycieczkę. Oni przyjechali po to by tu zamieszkać. Oczywiście nie oni pierwsi i nie ostatni. Od średniowiecza do II wojny światowej z wizytą do Krakowa wpadały przecież jeszcze zorganizowane grupy Tatarów, Szwedów, Rosjan, czy Austriaków i to bynajmniej nie w celach turystycznych. Niemcy w średniowieczu nie przyjechali w zorganizowanej grupie, ale osiedliło się ich tu całkiem sporo i wcale nie okazało się to złe dla rozwoju Krakowa.

Teraz skupimy się nad jedną z najsłynniejszych budowli Grodu Kraka, a stojącą tuż przy Rynku, ale nie na Rynku, bo stoi na Placu Mariackim przyległym do Rynku Głównego. Ze względu na to, że jest tak słynna, poświęcimy jej trochę więcej miejsca i czasu. Dodatkowo wiążą się z nią dwie słynne krakowskie legendy, o których trzeba wspomnieć.

Wychodząc z ulicy Floriańskiej, po lewej stronie, czy jak kto woli po lewej ręce, zobaczycie Bazylikę Mariacką. To drugi po Katedrze na Wawelu, najważniejszy kościół Krakowa. Zważywszy na to, że wydaje się, iż w tym mieście jest więcej świątyń niż szkół, to oznacza, że jest naprawdę zajebiście ważny. Do tego jest stary, bo istniał już na pewno na początku XIII wieku. Wskazują na to nie tylko badania archeologiczne, odkryte fragmenty kamiennej świątyni w stylu romańskim, zapisy u Jana Długosza, ale też coś innego. Żeby to zauważyć musicie porównać położenie kościoła Mariackiego i widocznego w oddali kościoła św. Wojciecha z frontami kamienic po tej stronie Rynku. Zobaczcie, że obie świątynie są asymetryczne w stosunku do osi placu, czyli są ustawione pod innym kątem niż reszta budynków. Stąd wniosek: albo budowali po pijaku, albo wybudowali je zanim wyznaczono obszar głównego placu miejskiego. Zgodzicie się ze mną, że co prawda Polak nie wielbłąd, wypić musi, to jednak bardziej prawdopodobna jest druga opcja. Tak też sądzą archeolodzy i historycy.

Kosciol_mariacki_krakow

No dobra, obejrzyjmy go sobie z zewnątrz. Duży, gotycki, z elementami renesansu i baroku, z dwiema wieżami, jednak w przeciwieństwie do większości tego typu budowli, wieże różnią się od siebie. Pamiętacie z czasów szkolnych legendę o dwóch braciach je budujących? Każdy budował swoją. Żeby łatwiej było ich rozróżnić, nadajmy im tymczasowe imiona, np. Albin i Zenon. Nie da się ukryć, że ze sobą konkurowali. Budujący lewą wieżę Albin tak się przejął swoją rolą, że nożem zabił Zenona. Dzięki temu jego wieża była wyższa, piękniejsza, bo brat nieboszczyk swojej nie dokończył. Albin wygrał! Targany jednak wyrzutami sumienia przyznał się do winy i dokonał żywota tym samym nożem popełniając na szczycie swej wieży… harakiri.
Dlaczego doszło do przestępstwa z art. 148 k.k.? Dlaczego Albin zabił i dlaczego się przyznał? Może najpierw zabił, a potem podpisał „klauzulę sumienia” i zaczął się swym czynem martwić? Tego nie wiadomo. Historia jak z Hollywood, albo bliżej krajowego podwórka – „HollyŁódź”, coś jak Kain i Abel, tylko z dramatycznym, filmowym zakończeniem. Gdyby w średniowieczu były tabloidy, to mielibyśmy historię na pierwsze strony, a i telewizja miałaby pożywkę. Ich rolę jednakże spełniali ówcześni kapłani, straszący wszystkich mękami piekielnymi (robią to także dzisiaj, ale wywołują raczej uśmiech niż strach).

Wróćmy jednak do rzeczywistości. Bazylika Mariacka to mieszanka stylów, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Dolne części obu wież pochodzą z przełomu XIII i XIV wieku. Ta narośl między nimi z drzwiami wejściowymi zwana kruchtą, jest o ponad 450 lat młodsza. To późny barok z połowy XVIII wieku. Drzwi z kolei pochodzą z 1929 roku, więc przy wieku najstarszych elementów świątyni można stwierdzić, że są tak nowe, iż mogą być jeszcze na gwarancji. Nad „naroślą” (kruchtą) zobaczycie potężne ostrołukowe okno, w którym skrzą się w krakowskim słońcu witraże autorstwa Józefa Mehoffera i Stasia Witkiewicza. Zapamiętajcie te nazwiska, bo o nich jeszcze wspomnę.

A teraz wieże. Lewa, wyższa, osiemdziesięciojednometrowa jest najwyższą wieżą Krakowa. Od średniowiecza należała do miasta i pełniła rolę strażnicy, stąd też zwana jest Hejnalicą. Tak naprawdę to dlatego jest wyższa od drugiej wieży, bo wypatrywano z niej ognia oraz zbliżających się nieprzyjaciół. W razie zagrożenia, czuwający tam strażnik alarmował mieszkańców. Poza tym, grany hejnał dawał sygnał do porannego otwarcia i wieczornego zamknięcia bram miejskich. To był taki system wczesnego ostrzegania i zarządzania ruchem w jednym.
Jak jest system, to zawsze znajdzie się ktoś, kto chce ten system złamać. Teraz to są hakerzy, a w średniowieczu takimi „hakerami” byli Tatarzy. Podczas jednej z niezapowiedzianych wizyt doprowadzili do najsłynniejszego w historii Krakowa „wyłączenia” systemu. Na szczęście zanim go „wyłączyli” system zdążył zadziałać. Pamiątką po tym wydarzeniu jest przerywany hejnał. I to jest właśnie druga legenda związana z tą świątynią. Zbliżający się do Krakowa Tatarzy przestrzelili gardło biednemu hejnaliście, który mimo ostrzału grał melodię ostrzegającą Krakusów przed okrutnym najeźdźcą. Złożył swe życie na ołtarzu ojczyzny. Tak to jest, biednemu zawsze wiatr w oczy, na barykadach ginie głównie biedota. Jak podają źródła, zapewne dzielny hejnalista do krezusów nie należał, bo w 1392 roku z kasy miejskiej trębacz pobierał pół grosza tygodniowo, a strażnik groszy osiem. Fakt, ceny były inne, ale kawioru bohaterski obrońca miasta raczej nie jadał. Pewnie jeszcze za ten wyczyn hejnalisty nagrodę dostał… jego dowódca, miejski rajca, albo biskup. Taki je lajf! ;-)
Jak spojrzycie w górę, to na szczycie Hejnalicy zobaczycie złotą koronę, to element, który jako ostatni pojawił się na wieży. Pojawił się tam w roku „tysiąc szatańskim”, czyli 1666 (tysiąc \m/).

A co z drugą wieżą? Ta od początku należała do kościoła, w niej na pierwszym piętrze znajduje się, niestety niedostępna turystom, kaplica Kaufmanów. W tej wieży wiszą kościelne dzwony. Jest ich tam kilka, najstarszy pochodzi z XIII/XIV w., w późniejszych czasach pojawiały się następne: Misjonał, Tenebrat, Półzygmunt oraz dzwon zegarowy. Tenebrat ogłaszał igrzyska dla gawiedzi, czyli egzekucje skazańców. Teraz wystarczy włączyć telewizor lub komputer, aby zobaczyć morze krwi, podrzynane gardła i ucinane głowy, a w średniowieczu trzeba było czekać na sygnał z Tenebrata. Ciężki był los średniowiecznego człowieka, nie było internetu, nie było www.zwiedzajkrakow.pl. Dobrej rozrywki zawsze mało! Cdn. ;)

Fot.1: „Kosciol mariacki krakow” by Pgkos – Own work. Licensed under GFDL via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg#/media/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg

Odc. 8. O murach, basztach i trochę o Plantach cz.2

Wiecie już co nieco na temat murów obronnych Krakowa, więc przyszedł czas na najważniejszy i najpóźniejszy ich element. Spójrzcie teraz na Barbakan zwany też Rondlem, a przez historyków opisywanym jako „dzieło kluczowe”. Cóż, jak kto chce, niech tak go nazywa. To arcydzieło sztuki militarnej i najmocniejsza część krakowskich fortyfikacji. W skrócie: jest zajebisty! Skąd tam się wziął i po co?

1280px-Krakau_-_Barbakan

Został wybudowany w latach 1498-1499. Na jego budowę 100 grzywien (czyli niemało) przeznaczył król Jan Olbracht, który też położył kamień węgielny. Barbakan miał za zadanie osłaniać najbardziej narażone na atak północne mury Krakowa. Otoczony z każdej strony głęboką fosą był właściwie nie do zdobycia. Teraz to budowla wolnostojąca, ale w czasach gdy służył obronie miasta, był połączony z Bramą Floriańską poprzez „szyję” i „wycieczkę” („wycieczka” to także „szyja” ;-) ). O co chodzi? Już wyjaśniam. Od początku swego istnienia, Brama Floriańska miała dodatek w postaci wysuniętego korytarza zwanego właśnie „wycieczka” lub „szyja”. Na rysunku poniżej widzicie tę właśnie część między bramą a zwodzonym mostem. To rekonstrukcja wyglądu Bramy Floriańskiej z I połowy XIV wieku, czyli tuż po jej wybudowaniu, a przed XV-wieczną przebudową:

Barbakan rek. Bogdanowski2

Z tą właśnie czternastowieczną „wycieczką” lub „szyją” Bramy Floriańskiej, Barbakan był połączony swoją „szyją”, czyli także obudowanym korytarzem nad fosą. Dzięki temu, w czasie obrony miasta, można było swobodnie się przemieszczać między Barbakanem, a innymi częściami krakowskich fortyfikacji. Aby dostać się do Krakowa, trzeba było przejść przez most zwodzony nad fosą do Barbakanu, a następnie przez obie „szyje” lub jak wolicie „szyję” Barbakanu oraz „wycieczkę” Bramy Floriańskiej i samą bramę. Jak widzicie, wejście do Krakowa nie było wiele prostsze niż obecnie dostanie się przez odprawy, bramki, rękawy i inne korytarze do samolotu na lotnisku. Względy bezpieczeństwa.

Barbakan Schoenborn

A teraz trochę o wymiarach naszego ceglanego bohatera. Średnica wewnątrz murów wynosi 24,40 m, a jeśli doliczymy do tego mury i machikuły (o nich za chwilę), to się zbierze metrów trzydzieści. Na parterze mur ma grubość około 3 metrów. Na pierwszej kondygnacji jest to 1,75, a tam gdzie jest kryty chodnik pod wieżyczkami już „tylko” 45 cm. Na tej ostatniej kondygnacji, po zewnętrznej stronie muru biegną tzw. machikuły. To nic innego jak wystający ganek biegnący wokół murów, który miał w podłodze otwory, przez które w przypadku przedostania się nieprzyjaciela bezpośrednio pod mur nie wychylając się można było do niego strzelać, ale też wylewać na niego wrzątek lub gorącą smołę. Barbakan powstał w momencie, gdy coraz częściej do obrony stosowano broń palną. Dlatego też w murach jest 130 otworów strzelniczych, dzięki którym cały obszar aż do kościoła „świetnego” Floriana można było pokryć ogniem z kusz, hakownic, arkebuzów czy bombard, czyli wszystkim tym, co ówcześnie wypluwało z siebie jakiekolwiek pociski.

Pierwszą okazję do sprawdzenia możliwości obronnych Barbakan otrzymał dopiero 88 lat po wybudowaniu, czyli w 1587 roku. Wtedy to udał się do Krakowa arcyksiążę Maksymilian III Habsburg, który stwierdził, że zostanie królem Polski. Nie był sam, bo zabrał ze sobą około 8 tysięcy żołnierzy, którzy oblegali miasto od 14 października do 25 listopada 1587 roku. Obroną Grodu Kraka kierował Jan Zamoyski i zrobił to znakomicie, bo habsburski pretendent do władzy na Wawelu uciekł w kierunku Śląska. Dwa miesiące później, w styczniu 1588 roku, arcyksiążę otrzymuje pod Byczyną ostateczny łomot od ścigającego go dzielnego obrońcy Krakowa i tym samym rezygnuje z pretensji do krakowskiego tronu. W 1587 roku Maksymilian chciał zostać polskim królem, a jak mu się nie udało, to w 1590 został wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego. Chyba jednak dobrze, że nie został naszym władcą.

Zamiast Maksymiliana III, w grudniu 1587 roku triumfalnie wjechał do Krakowa i w katedrze wawelskiej został koronowany Zygmunt III (ten od kolumny). Dziewięć lat później król Zygmunt Waza stwierdził, że niekoniecznie chce mieszkać na Wawelu i swoją siedzibę przeniósł na mazowieckie piachy, do Warszawy. Co ważne, Kraków aż do 1795 roku, czyli do III rozbioru Polski formalnie był stolicą Polski, od czasów Zygmunta III Wazy funkcje stołeczne tylko dzieląc z Warszawą. Ta ostatnia była miastem rezydencjalnym króla od 1596 do 1795.

Kolejną próbę zdobycia Barbakanu podjęli rodacy Zygmunta III Wazy, czyli Szwedzi. Zrobili to podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku (zapamiętajcie tę datę, bo będzie się pojawiała jeszcze wielokrotnie). Kraków broniony przez zaledwie trzytysięczną załogę pod wodzą Stefana Czarnieckiego musiał stawić czoła szwedzkiej potędze z wielokrotnie większą liczbą żołnierzy i ogromną liczbą dział. Oblężenie miasta trwało przez 24 dni (od 25 września do 18 października). I tym razem Barbakan wytrzymał, ale pozbawiony nadziei na odsiecz Czarniecki musiał skapitulować. Dwa lata później z kolei, w 1657 roku, przed, tym razem sprzymierzonymi z Polakami, wojskami Habsburgów kapituluje nieliczna już wtedy załoga szwedzka.

Ostatni raz Barbakan był używany do obrony miasta w czasie konfederacji barskiej (1768-1772). W czerwcu 1768 roku oparł się wojskom rosyjskim, chociaż nie na długo, bo w sierpniu atakując bramy Sławkowską, Nową (ul. Sienna) i Mikołajską Rosjanie wdarli się do miasta. Niemal przez cztery lata, z krótkimi przerwami, Krakowem rządzili oficerowie carscy. Jeszcze wiele lat po wydarzeniach konfederacji barskiej opowiadano w Krakowie legendy o Marcinie Oracewiczu, bohaterskim obrońcy murów w rejonie Barbakanu i Bramy Floriańskiej, który celnym strzałem zabił dowodzącego atakiem na miasto generała Panina. Jedna z wersji mówiła nawet o tym, że ten właśnie cechmistrz cechu pasamoników, gdy skończyły mu się kule, zabił русского генерала guzem od żupana. Jedno jest pewne, na pewno nie zabił generała, na pewno też nie o nazwisku Panin, bo atakiem dowodził pułkownik o nazwisku Bock, który podczas szturmu został… ranny, więc jak widzicie, może być w tej legendzie ziarno prawdy. Zabił, czy ranił, Panina, czy też Bocka, dzielny Marcin Oracewicz doczekał się na murach Barbakanu tablicy oraz niewielkiego pomnika w parku Strzeleckim.

I na tym skończyła się militarna rola krakowskiego Rondla broniącego miasta od strony Kleparza, chociaż jeszcze nie raz musiał się oprzeć nieprzyjaciołom, ale o tym następnym razem.

Fot. Taxiarchos228 (wiki)

Grafika 1: aut. Janusz Bogdanowski. Rys. zamieszczony w: M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Barbakan krakowski, Kraków 1979, s. 35.

Grafika 2: aut. Bronisław Schönborn, Rys. zamieszczony w: M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Barbakan krakowski, Kraków 1979, s. 17.

Odc. 7. O murach, basztach i trochę o Plantach cz.1

Opuszczamy Kleparz i przenosimy się do Krakowa, właściwie tuż pod mury średniowiecznego Krakowa. Po przejściu na drugą stronę ulicy Basztowej staniecie pod okrągłą budowlą, której nie muszę Wam przedstawiać. To Barbakan zwany też rondelą (rondlem) stanowiący część fortyfikacji, które broniły dostępu do byłej stolicy. O nim jednak będzie w drugiej części tej opowieści, bo w skład krakowskiego systemu obronnego wszedł najpóźniej i był jego uzupełnieniem. Zaczniemy od tego co znajduje się za nim, a tuż za nim stoi Brama Floriańska z fragmentem murów i trzema basztami: Pasamoników (szmuklerzy, wytwórców pasmanterii), Cieśli i Stolarzy. Patrząc od strony Barbakanu i Plant, Baszta Pasamoników to półokrągła baszta po lewej stronie Bramy Floriańskiej u wylotu ulicy Szpitalnej, po prawej zaś stronie bramy pierwsza to Baszta Stolarzy, a następnie za budynkiem Arsenału, Baszta Cieśli.

Początkowe niewysokie umocnienia z kamieni wokół Krakowa od połowy XIII wieku uzupełniano lub zastępowano ceglanymi. Te pierwsze nie okazały się zbyt przydatne, gdy w 1241 roku do Krakowa wpadli na chwilę Tatarzy. Nie wnikając w szczegóły (napiszę o tym przy innej okazji), po ich wizycie miasto trzeba było wybudować od nowa. Od nowa też trzeba było je zaludniać. Oprócz murów, w drugiej połowie XIII wieku i pierwszej XIV, zaczęły powstawać także bramy i baszty. Do Krakowa można było dostać się przez bramy: Grodzką (1298 r.), Floriańską (1307 r.), Wiślną (1310 r.), Sławkowską (1311 r.), Mikołajską (1312 r.), Szewską (1313 r.) oraz Nową (I połowa XIV w.). Do tego dochodziła Brama Rzeźnicza (z 1289 roku), która została zastąpiona wybudowaną tuż obok, niemal identyczną jak Brama Floriańska, Bramą Mikołajską (1312 r.). Ponadto istniała jeszcze tzw. Brama Poboczna, która właściwie była tylko furtą, dzięki której można było opuścić miasto od strony dzisiejszej ulicy Kanoniczej. Do naszych czasów zachowały się dwie bramy: Floriańska

0354_20100523_Krakow_Florian_Gate

i najstarsza, Rzeźnicza, która zamurowana stała się częścią murów obronnych (przy ul. Westerplatte, między Sienną i Mikołajską).

Pozostałości_Bramy_Rzeźniczej_w_Krakowie_(Gródek)

Bramami, basztami i odcinkami murów opiekowały się krakowskie cechy. Im bogatszy i większy cech, tym w razie potrzeby bronił większej liczby baszt, a rzeźnicy, szewcy, złotnicy, kuśnierze, krawcy, białoskórnicy (garbarze, którzy przy pomocy roztworu ałunu wyprawiali cienkie, delikatne skóry np. na rękawiczki), piekarze, kotlarze i ślusarze pod opieką mieli bramy. Na przykład Bramą Floriańską opiekowali się kuśnierze. Oprócz wspomnianych baszt Pasamoników, Cieśli i Stolarzy, w wieku XVI istniały jeszcze: dwie baszty karczmarzy (Karczmarzy I i II), dwie szewskie, trzy prochowe pełniące rolę arsenałów (Baszta Prochowa III zwana też była Kupiecką lub Rzeźników) oraz inne baszty, które podlegały cechom: kowali, grzebieniarzy, przekupniów, sadelników i słoniniarzy, barchanników (tych od barchanowych gaci), czapników, paśników (nie chodzi tu o posłów i senatorów przy korycie, paśniku, lecz wytwórców pasów), kurdybaników (tzw. czarni garbarze wyrabiający skóry barwione np. na buty, do obicia mebli), kaletników, nożowników, miechowników, łaziebników (pracujących w łaźniach miejskich), cyrulików, pierścienników, piekarzy, siodlarzy, rymarzy, iglarzy, solarzy, malarzy, murarzy i kamieniarzy, bednarzy, blacharzy, rusznikarzy, czerwonych garbarzy (garbarzy, którzy wyprawiali skórę przy pomocy kory dębowej, która pozostawiała skórze czerwony odcień), krupników (sprzedawców kasz) i śledziarzy, mieczników i mydlarzy, garncarzy, introligatorów i stelmachów (kołodziejów), ceklarzy (pachołkowie miejscy do prostych zadań porządkowych dzisiaj zwani dumnie Strażą Miejską) oraz katów.

Przy okazji mamy załatwiony temat cechów miejskich średniowiecznego i nowożytnego Krakowa. Gdy za jakiś czas wybierzemy się na wycieczkę wokół Plant, zlokalizujemy miejsca, w których stały bramy i baszty (a nie jest to trudne ;-) ).

Gdyby w dzisiejszym Krakowie wprowadzić taki obowiązek jak w XV i XVI wieku, to najwięcej baszt mieliby karczmarze i hotelarze, a bramami opiekowaliby się handlowcy z super i hipermarketów. I co by było? Brama Biedronki? Baszta Tesco? A może Brama Barmanów? Baszta Przedstawicieli Handlowych? Wolę jednak tradycyjne nazwy.

Jak widzicie baszt i bram w Krakowie było sporo i przedstawiciele wszystkich ówczesnych zawodów mieli wyznaczone swoje miejsce. Najwięcej możliwości pokazania swej odwagi mieli obrońcy właśnie bramy i baszty przed Wami. Dlaczego? Bo najłatwiej było Kraków atakować od północy, gdyż z innych stron był otoczony przez bagna, Wisłę lub silnie bronione wzgórze wawelskie. Nie wiem na jakich zasadach przyznano opiekę nad najbardziej narażoną na ataki Bramą Floriańską kuśnierzom, ale np. złotnicy opiekowali się Bramą Grodzką od strony starego koryta Wisły i nadwiślańskich bagien? Przypadek? ;) Aż do Potopu Szwedzkiego w 1655 roku, kiedy ich brama została dosyć mocno ostrzelana, złotnicy mieli święty spokój.

Bramy były zamykane na noc i kto nie zdążył wjechać przed zmrokiem, musiał nocować poza murami. Domofonów nie było, a otwarcie takiej kutej, dębowej bramy to była duża operacja i nikt spóźnialskich nie miał zamiaru wpuszczać, ani wypuszczać. W przypadku gdy ktoś nie wszedł na czas do Krakowa, zbawieniem okazywał się np. Kleparz, który jak wiecie nie był otoczony murami. Miał za to zajazdy i gospody, w których można było przy kufelku lub szklanicy czegoś mocniejszego przeczekać do otwarcia bram.

Do tego dochodziły mosty zwodzone nad fosą, która od XIV wieku była kolejnym zabezpieczeniem przed niepowołanymi gośćmi. Zlecenie na jej wybudowanie dostał i z zadania się wywiązał „molendinator” królewski Gerlach. Fosę wypełniały wody rzeki Rudawy. Gdy pod koniec XV wieku przed Bramą Floriańską wybudowano Barbakan, fosę poszerzono do 6-8 metrów przy murach, a w okolicy Barbakanu aż do około 24 metrów. Jako, że miała 3,5 metra głębokości, to widzicie, że do Grodu Kraka nie było łatwo się dostać.

A kto bronił miasta? Oprócz opłacanych przez radę miejską oddziałów, na murach stawić się musiał każdy mieszkaniec zdolny do noszenia broni. Miasto zaś miało obowiązek dostarczać broń i żywność obrońcom. Miało też utrzymywać w dobrym stanie mury oraz fortyfikacje, a z tym było różnie, szczególnie w latach pokoju i braku zagrożeń. Na królewskie ponaglenia w tej sprawie rajcy wymyślali najróżniejsze powody, aby nie wydawać na to pieniędzy. Próbowali też na władcach wymusić jakieś przywileje, dzięki którym wzrastały wpływy do miejskiej kasy i wtedy łaskawie godzili się na wysupłanie pewnych kwot na naprawę murów. Także fosa, gdy krakowianie nie odczuwali niebezpieczeństwa, szybko stawała się płytkim, zamulonym bagienkiem zasypanym odpadkami, czy gruzem. Cdn. :-)

Fot.1. Brama Floriańska – Jakub Hałun (wikipedia)

Fot. 2 Brama Rzeźnicza – Grzegorz B. (wikipedia)