Archiwa tagu: przewodnik po Krakowie

Odc. 11. O Rynku i Mariackim kościele słów kilka.

Jesteście wreszcie na Rynku Głównym, przez przybyszów z „województwa londyńskiego” zwanym Main Market.

Na „Mejnmarkecie” spotkacie mieszkańców niemal każdego miasta świata oprócz… Krakowa. Cóż tu jest takiego ciekawego? Plac jest duży, kwadratowy o bokach mierzących 200 m. Do tego jest na nim oraz wokół niego kilka ciekawych budynków. Pośrodku znajdziecie Sukiennice, wieżę dawnego ratusza i romański kościółek świętego Wojciecha, ale o nich później. Rynek został wyznaczony w 1257 roku, gdy Kraków był lokowany na prawie magdeburskim. Co to oznaczało? Od tego czasu Kraków stał się oficjalnie miastem, jego obszar podzielono na kwartały, wytyczono ulice w układzie szachownicowym oraz wspomniany rynek, pojawiło się też stanowisko wójta i miejskich rajców. Upodobnił się do Magdeburga i innych miast niemieckich: Ordnung muss sein! No właśnie, niewiele wcześniej legendarna Wanda nie chciała Niemca, przez Niemca rzuciła się w nurt Wisły, a tu w jej mieście panoszą się Germanie. Jak na złość Wandzie, wraz z nowym, niemieckim prawem przybyli też jego niemieccy twórcy i wbrew pozorom nie przyjechali do obecnej stolicy Małopolski na wycieczkę. Oni przyjechali po to by tu zamieszkać. Oczywiście nie oni pierwsi i nie ostatni. Od średniowiecza do II wojny światowej z wizytą do Krakowa wpadały przecież jeszcze zorganizowane grupy Tatarów, Szwedów, Rosjan, czy Austriaków i to bynajmniej nie w celach turystycznych. Niemcy w średniowieczu nie przyjechali w zorganizowanej grupie, ale osiedliło się ich tu całkiem sporo i wcale nie okazało się to złe dla rozwoju Krakowa.

Teraz skupimy się nad jedną z najsłynniejszych budowli Grodu Kraka, a stojącą tuż przy Rynku, ale nie na Rynku, bo stoi na Placu Mariackim przyległym do Rynku Głównego. Ze względu na to, że jest tak słynna, poświęcimy jej trochę więcej miejsca i czasu. Dodatkowo wiążą się z nią dwie słynne krakowskie legendy, o których trzeba wspomnieć.

Wychodząc z ulicy Floriańskiej, po lewej stronie, czy jak kto woli po lewej ręce, zobaczycie Bazylikę Mariacką. To drugi po Katedrze na Wawelu, najważniejszy kościół Krakowa. Zważywszy na to, że wydaje się, iż w tym mieście jest więcej świątyń niż szkół, to oznacza, że jest naprawdę zajebiście ważny. Do tego jest stary, bo istniał już na pewno na początku XIII wieku. Wskazują na to nie tylko badania archeologiczne, odkryte fragmenty kamiennej świątyni w stylu romańskim, zapisy u Jana Długosza, ale też coś innego. Żeby to zauważyć musicie porównać położenie kościoła Mariackiego i widocznego w oddali kościoła św. Wojciecha z frontami kamienic po tej stronie Rynku. Zobaczcie, że obie świątynie są asymetryczne w stosunku do osi placu, czyli są ustawione pod innym kątem niż reszta budynków. Stąd wniosek: albo budowali po pijaku, albo wybudowali je zanim wyznaczono obszar głównego placu miejskiego. Zgodzicie się ze mną, że co prawda Polak nie wielbłąd, wypić musi, to jednak bardziej prawdopodobna jest druga opcja. Tak też sądzą archeolodzy i historycy.

Kosciol_mariacki_krakow

No dobra, obejrzyjmy go sobie z zewnątrz. Duży, gotycki, z elementami renesansu i baroku, z dwiema wieżami, jednak w przeciwieństwie do większości tego typu budowli, wieże różnią się od siebie. Pamiętacie z czasów szkolnych legendę o dwóch braciach je budujących? Każdy budował swoją. Żeby łatwiej było ich rozróżnić, nadajmy im tymczasowe imiona, np. Albin i Zenon. Nie da się ukryć, że ze sobą konkurowali. Budujący lewą wieżę Albin tak się przejął swoją rolą, że nożem zabił Zenona. Dzięki temu jego wieża była wyższa, piękniejsza, bo brat nieboszczyk swojej nie dokończył. Albin wygrał! Targany jednak wyrzutami sumienia przyznał się do winy i dokonał żywota tym samym nożem popełniając na szczycie swej wieży… harakiri.
Dlaczego doszło do przestępstwa z art. 148 k.k.? Dlaczego Albin zabił i dlaczego się przyznał? Może najpierw zabił, a potem podpisał „klauzulę sumienia” i zaczął się swym czynem martwić? Tego nie wiadomo. Historia jak z Hollywood, albo bliżej krajowego podwórka – „HollyŁódź”, coś jak Kain i Abel, tylko z dramatycznym, filmowym zakończeniem. Gdyby w średniowieczu były tabloidy, to mielibyśmy historię na pierwsze strony, a i telewizja miałaby pożywkę. Ich rolę jednakże spełniali ówcześni kapłani, straszący wszystkich mękami piekielnymi (robią to także dzisiaj, ale wywołują raczej uśmiech niż strach).

Wróćmy jednak do rzeczywistości. Bazylika Mariacka to mieszanka stylów, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Dolne części obu wież pochodzą z przełomu XIII i XIV wieku. Ta narośl między nimi z drzwiami wejściowymi zwana kruchtą, jest o ponad 450 lat młodsza. To późny barok z połowy XVIII wieku. Drzwi z kolei pochodzą z 1929 roku, więc przy wieku najstarszych elementów świątyni można stwierdzić, że są tak nowe, iż mogą być jeszcze na gwarancji. Nad „naroślą” (kruchtą) zobaczycie potężne ostrołukowe okno, w którym skrzą się w krakowskim słońcu witraże autorstwa Józefa Mehoffera i Stasia Witkiewicza. Zapamiętajcie te nazwiska, bo o nich jeszcze wspomnę.

A teraz wieże. Lewa, wyższa, osiemdziesięciojednometrowa jest najwyższą wieżą Krakowa. Od średniowiecza należała do miasta i pełniła rolę strażnicy, stąd też zwana jest Hejnalicą. Tak naprawdę to dlatego jest wyższa od drugiej wieży, bo wypatrywano z niej ognia oraz zbliżających się nieprzyjaciół. W razie zagrożenia, czuwający tam strażnik alarmował mieszkańców. Poza tym, grany hejnał dawał sygnał do porannego otwarcia i wieczornego zamknięcia bram miejskich. To był taki system wczesnego ostrzegania i zarządzania ruchem w jednym.
Jak jest system, to zawsze znajdzie się ktoś, kto chce ten system złamać. Teraz to są hakerzy, a w średniowieczu takimi „hakerami” byli Tatarzy. Podczas jednej z niezapowiedzianych wizyt doprowadzili do najsłynniejszego w historii Krakowa „wyłączenia” systemu. Na szczęście zanim go „wyłączyli” system zdążył zadziałać. Pamiątką po tym wydarzeniu jest przerywany hejnał. I to jest właśnie druga legenda związana z tą świątynią. Zbliżający się do Krakowa Tatarzy przestrzelili gardło biednemu hejnaliście, który mimo ostrzału grał melodię ostrzegającą Krakusów przed okrutnym najeźdźcą. Złożył swe życie na ołtarzu ojczyzny. Tak to jest, biednemu zawsze wiatr w oczy, na barykadach ginie głównie biedota. Jak podają źródła, zapewne dzielny hejnalista do krezusów nie należał, bo w 1392 roku z kasy miejskiej trębacz pobierał pół grosza tygodniowo, a strażnik groszy osiem. Fakt, ceny były inne, ale kawioru bohaterski obrońca miasta raczej nie jadał. Pewnie jeszcze za ten wyczyn hejnalisty nagrodę dostał… jego dowódca, miejski rajca, albo biskup. Taki je lajf! ;-)
Jak spojrzycie w górę, to na szczycie Hejnalicy zobaczycie złotą koronę, to element, który jako ostatni pojawił się na wieży. Pojawił się tam w roku „tysiąc szatańskim”, czyli 1666 (tysiąc \m/).

A co z drugą wieżą? Ta od początku należała do kościoła, w niej na pierwszym piętrze znajduje się, niestety niedostępna turystom, kaplica Kaufmanów. W tej wieży wiszą kościelne dzwony. Jest ich tam kilka, najstarszy pochodzi z XIII/XIV w., w późniejszych czasach pojawiały się następne: Misjonał, Tenebrat, Półzygmunt oraz dzwon zegarowy. Tenebrat ogłaszał igrzyska dla gawiedzi, czyli egzekucje skazańców. Teraz wystarczy włączyć telewizor lub komputer, aby zobaczyć morze krwi, podrzynane gardła i ucinane głowy, a w średniowieczu trzeba było czekać na sygnał z Tenebrata. Ciężki był los średniowiecznego człowieka, nie było internetu, nie było www.zwiedzajkrakow.pl. Dobrej rozrywki zawsze mało! Cdn. ;)

Fot.1: „Kosciol mariacki krakow” by Pgkos – Own work. Licensed under GFDL via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg#/media/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg

Odc. 8. O murach, basztach i trochę o Plantach cz.2

Wiecie już co nieco na temat murów obronnych Krakowa, więc przyszedł czas na najważniejszy i najpóźniejszy ich element. Spójrzcie teraz na Barbakan zwany też Rondlem, a przez historyków opisywanym jako „dzieło kluczowe”. Cóż, jak kto chce, niech tak go nazywa. To arcydzieło sztuki militarnej i najmocniejsza część krakowskich fortyfikacji. W skrócie: jest zajebisty! Skąd tam się wziął i po co?

1280px-Krakau_-_Barbakan

Został wybudowany w latach 1498-1499. Na jego budowę 100 grzywien (czyli niemało) przeznaczył król Jan Olbracht, który też położył kamień węgielny. Barbakan miał za zadanie osłaniać najbardziej narażone na atak północne mury Krakowa. Otoczony z każdej strony głęboką fosą był właściwie nie do zdobycia. Teraz to budowla wolnostojąca, ale w czasach gdy służył obronie miasta, był połączony z Bramą Floriańską poprzez „szyję” i „wycieczkę” („wycieczka” to także „szyja” ;-) ). O co chodzi? Już wyjaśniam. Od początku swego istnienia, Brama Floriańska miała dodatek w postaci wysuniętego korytarza zwanego właśnie „wycieczka” lub „szyja”. Na rysunku poniżej widzicie tę właśnie część między bramą a zwodzonym mostem. To rekonstrukcja wyglądu Bramy Floriańskiej z I połowy XIV wieku, czyli tuż po jej wybudowaniu, a przed XV-wieczną przebudową:

Barbakan rek. Bogdanowski2

Z tą właśnie czternastowieczną „wycieczką” lub „szyją” Bramy Floriańskiej, Barbakan był połączony swoją „szyją”, czyli także obudowanym korytarzem nad fosą. Dzięki temu, w czasie obrony miasta, można było swobodnie się przemieszczać między Barbakanem, a innymi częściami krakowskich fortyfikacji. Aby dostać się do Krakowa, trzeba było przejść przez most zwodzony nad fosą do Barbakanu, a następnie przez obie „szyje” lub jak wolicie „szyję” Barbakanu oraz „wycieczkę” Bramy Floriańskiej i samą bramę. Jak widzicie, wejście do Krakowa nie było wiele prostsze niż obecnie dostanie się przez odprawy, bramki, rękawy i inne korytarze do samolotu na lotnisku. Względy bezpieczeństwa.

Barbakan Schoenborn

A teraz trochę o wymiarach naszego ceglanego bohatera. Średnica wewnątrz murów wynosi 24,40 m, a jeśli doliczymy do tego mury i machikuły (o nich za chwilę), to się zbierze metrów trzydzieści. Na parterze mur ma grubość około 3 metrów. Na pierwszej kondygnacji jest to 1,75, a tam gdzie jest kryty chodnik pod wieżyczkami już „tylko” 45 cm. Na tej ostatniej kondygnacji, po zewnętrznej stronie muru biegną tzw. machikuły. To nic innego jak wystający ganek biegnący wokół murów, który miał w podłodze otwory, przez które w przypadku przedostania się nieprzyjaciela bezpośrednio pod mur nie wychylając się można było do niego strzelać, ale też wylewać na niego wrzątek lub gorącą smołę. Barbakan powstał w momencie, gdy coraz częściej do obrony stosowano broń palną. Dlatego też w murach jest 130 otworów strzelniczych, dzięki którym cały obszar aż do kościoła „świetnego” Floriana można było pokryć ogniem z kusz, hakownic, arkebuzów czy bombard, czyli wszystkim tym, co ówcześnie wypluwało z siebie jakiekolwiek pociski.

Pierwszą okazję do sprawdzenia możliwości obronnych Barbakan otrzymał dopiero 88 lat po wybudowaniu, czyli w 1587 roku. Wtedy to udał się do Krakowa arcyksiążę Maksymilian III Habsburg, który stwierdził, że zostanie królem Polski. Nie był sam, bo zabrał ze sobą około 8 tysięcy żołnierzy, którzy oblegali miasto od 14 października do 25 listopada 1587 roku. Obroną Grodu Kraka kierował Jan Zamoyski i zrobił to znakomicie, bo habsburski pretendent do władzy na Wawelu uciekł w kierunku Śląska. Dwa miesiące później, w styczniu 1588 roku, arcyksiążę otrzymuje pod Byczyną ostateczny łomot od ścigającego go dzielnego obrońcy Krakowa i tym samym rezygnuje z pretensji do krakowskiego tronu. W 1587 roku Maksymilian chciał zostać polskim królem, a jak mu się nie udało, to w 1590 został wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego. Chyba jednak dobrze, że nie został naszym władcą.

Zamiast Maksymiliana III, w grudniu 1587 roku triumfalnie wjechał do Krakowa i w katedrze wawelskiej został koronowany Zygmunt III (ten od kolumny). Dziewięć lat później król Zygmunt Waza stwierdził, że niekoniecznie chce mieszkać na Wawelu i swoją siedzibę przeniósł na mazowieckie piachy, do Warszawy. Co ważne, Kraków aż do 1795 roku, czyli do III rozbioru Polski formalnie był stolicą Polski, od czasów Zygmunta III Wazy funkcje stołeczne tylko dzieląc z Warszawą. Ta ostatnia była miastem rezydencjalnym króla od 1596 do 1795.

Kolejną próbę zdobycia Barbakanu podjęli rodacy Zygmunta III Wazy, czyli Szwedzi. Zrobili to podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku (zapamiętajcie tę datę, bo będzie się pojawiała jeszcze wielokrotnie). Kraków broniony przez zaledwie trzytysięczną załogę pod wodzą Stefana Czarnieckiego musiał stawić czoła szwedzkiej potędze z wielokrotnie większą liczbą żołnierzy i ogromną liczbą dział. Oblężenie miasta trwało przez 24 dni (od 25 września do 18 października). I tym razem Barbakan wytrzymał, ale pozbawiony nadziei na odsiecz Czarniecki musiał skapitulować. Dwa lata później z kolei, w 1657 roku, przed, tym razem sprzymierzonymi z Polakami, wojskami Habsburgów kapituluje nieliczna już wtedy załoga szwedzka.

Ostatni raz Barbakan był używany do obrony miasta w czasie konfederacji barskiej (1768-1772). W czerwcu 1768 roku oparł się wojskom rosyjskim, chociaż nie na długo, bo w sierpniu atakując bramy Sławkowską, Nową (ul. Sienna) i Mikołajską Rosjanie wdarli się do miasta. Niemal przez cztery lata, z krótkimi przerwami, Krakowem rządzili oficerowie carscy. Jeszcze wiele lat po wydarzeniach konfederacji barskiej opowiadano w Krakowie legendy o Marcinie Oracewiczu, bohaterskim obrońcy murów w rejonie Barbakanu i Bramy Floriańskiej, który celnym strzałem zabił dowodzącego atakiem na miasto generała Panina. Jedna z wersji mówiła nawet o tym, że ten właśnie cechmistrz cechu pasamoników, gdy skończyły mu się kule, zabił русского генерала guzem od żupana. Jedno jest pewne, na pewno nie zabił generała, na pewno też nie o nazwisku Panin, bo atakiem dowodził pułkownik o nazwisku Bock, który podczas szturmu został… ranny, więc jak widzicie, może być w tej legendzie ziarno prawdy. Zabił, czy ranił, Panina, czy też Bocka, dzielny Marcin Oracewicz doczekał się na murach Barbakanu tablicy oraz niewielkiego pomnika w parku Strzeleckim.

I na tym skończyła się militarna rola krakowskiego Rondla broniącego miasta od strony Kleparza, chociaż jeszcze nie raz musiał się oprzeć nieprzyjaciołom, ale o tym następnym razem.

Fot. Taxiarchos228 (wiki)

Grafika 1: aut. Janusz Bogdanowski. Rys. zamieszczony w: M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Barbakan krakowski, Kraków 1979, s. 35.

Grafika 2: aut. Bronisław Schönborn, Rys. zamieszczony w: M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Barbakan krakowski, Kraków 1979, s. 17.

Odc. 4. O kościach, kościele, Florianie i Florencji…

Rozpoczynamy zwiedzanie „Drogi Królewskiej”, trasy jaką pokonywały książęce i królewskie orszaki przechodzące przez bramę i ulicę Floriańską, Rynek Główny, aby ulicą Grodzką dotrzeć na Wawel. To właśnie w tym miejscu, na Placu Matejki zaczyna się nasza wycieczka po najwspanialszych zabytkach Krakowa. To trasa, od której trzeba zacząć zwiedzać, bez której nie poznacie tego miasta.

0364_20100523_Krakow_Plac_Jana_Matejki
Zacznijmy od początku, ale bez zbędnych szczegółów. Zajrzyjcie w mroczne czasy wieków średnich, przenieście się myślami do XII stulecia. Wtedy jeszcze nie było obecnego Placu Matejki. Miejsce to, we wspomnianym wieku było tylko bezładnie zabudowaną niewielką osadą położoną poza murami Krakowa, osadą, która zaczęła się rozwijać oraz spełniać funkcje mieszkaniowe i handlowe w kolejnych stuleciach, a do jej rozwoju przyczyniło się jedno bardzo ważne wydarzenie.

Gdy w 1177 roku na tronie krakowskim zasiadł Kazimierz II Sprawiedliwy, zaczął kombinować co by tu zrobić, aby podnieść status swojej siedziby na Wawelu, prestiż władzy oraz Krakowa. Skumał się z biskupem Gedko i stwierdzili, że dobrym zabiegiem może być sprowadzenie do katedry relikwii jakiegoś świetnego świętego. A kto ma w nadmiarze świętych i może się nimi podzielić? Tak jest, dobra odpowiedź – papież. Tam też swe prośby skierował nasz książę. Zabiegi trwały kilka lat i w końcu się udało. Nowy papież Lucjusz III zgodził się na wymianę i ubili interes.

Mogło to wyglądać tak:
- Dam Wam kości jakiegoś świętego, – usłyszał w Rzymie wysłannik polskiego księcia – a w zamian chętnie przyjmę „co łaska, nie mniej niż…”.

Po tej rozmowie, zapewne Lucjusza naszły jednak pewne wątpliwości i pytania:
- No dobra, święty obiecany, ale który z nich ma trafić do Grodu Kraka? Wybór ogromny, jak wybrać?

Pomoc przyszła z najmniej oczekiwanej strony, a mianowicie od jednego ze świętych (właściwie jego zwłok). Ten cud opisał prawie trzysta lat później Jan Długosz w swoich „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego”. Według naszego kronikarza papież Lucjusz III po wejściu do kaplicy, w której spoczywali święci, spytał się, który z nich chciałby przenieść się do Polski. Zgłosił się jedynie Florian, który uniesioną ręką dał znać, że może jechać. Cud! Jako że święty nie żył od jakichś 880 lat to zdecydowanie zasługuje na miano cudu. Poza tym zachodzi pytanie, dlaczego tylko on chciał przenieść się do Krakowa? Klimat? Pewnie nie było wtedy w Rzymie żadnych świętych z Wysp Brytyjskich, bo jakby byli, to na pewno także by się zgłosili. Synowie Albionu wyjątkowo lubią Kraków, co od lat widać w zapełnionych nimi krakowskich knajpach.

Saint_Florian
Wróćmy jednak do Floriana. W 1184 roku spakowano naszego bohatera i wyekspediowano do dalekiego kraju na Północy. Gdy wóz z relikwiami zbliżał się do Grodu Kraka, jego mieszkańcy, duchowni i niemal cały dwór książęcy udali się poza miasto, aby go przywitać. Jak głosi kolejna legenda, tuż przed wjazdem do miasta, na terenie dzisiejszego placu Matejki, woły ciągnące wóz zatrzymały się i nie chciały ruszyć dalej. Tłumacząc to cudem i w związku z nim, w tym miejscu po trzydziestu latach wzniesiono i konsekrowano kościół pod wezwaniem św. Floriana. Trzeba by się zastanowić, czy był to faktycznie cud. Są dwa wyjścia:

a) ponownie we własnej sprawie „palce maczał” św. Florian, czyli cud,
b) relikwie przybyły do Krakowa na przełomie października i listopada i po jesiennych opadach wóz utknął w błocie/śniegu, czyli jesień/zima jak co roku zaskoczyła „drogowców”.

Wybierzcie wersję bardziej prawdopodobną i Wam odpowiadającą. Fakt faktem, że dzięki temu wydarzeniu, w 1216 roku, biskup Wincenty Kadłubek konsekrował romański wtedy kościół.

Krakow_Saint_Florian_church_20060706_1646
Wraz ze wznoszonym kościołem, u wrót Krakowa zaczęła pojawiać się szybko rozrastająca się osada handlowa. Jeśli wyobrażacie sobie życie w niej jako podmiejską sielankę, to wyprowadzę Was z błędu. Wszyscy atakujący Kraków, starali się go zdobyć od strony północnej, czyli właśnie przez naszą osadę z kościołem św. Floriana. Niestety, nawet po 1366 roku, gdy uzyskała prawa miejskie, nie doczekała się żadnych umocnień broniących jej przed nieprzyjacielem. Sąsiedzi zaś (krakowianie), za każdym razem, gdy tylko zbliżało się zagrożenie, natychmiast palili jej wszystkie zabudowania, aby wróg nie miał gdzie się skryć. Tak też się działo np. w czasie niezapowiedzianych wizyt Tatarów w latach 1241 i 1259.

I tak funkcjonowała sobie nasza osada, a potem także jako miasto, tuż obok swojego większego brata – Krakowa. Nowe miasto, zostało lokowane przez Kazimierza Wielkiego i otrzymało nazwę Florencja (tak, tak, „niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Krakusy nie gęsi, iż swoją Florencję mają” ;-) ). Nazwa ta była w użyciu stosunkowo niedługo i została zastąpiona nazwą Kleparz (Clepardia). Kleparz przez wieki stanowił ośrodek handlu zbożem, bydłem i innymi niezbyt wyszukanymi towarami. Ze względu na wysokie i liczne opłaty dla handlowców spoza Krakowa, nie zawsze opłacało się wwozić towar do stolicy. Oczywiście jeśli komuś nie przeszkadzały różnego typu opłaty celne, mostowe, targowe, składne, czy czopowe (nie mylić z czopkami), albo miał na tyle drogi i poszukiwany towar, że mógł sobie na to pozwolić to bez mrugnięcia okiem płacił. Każdy obcy jednak aby np. skorzystać z miejskiej wagi, a to był przymus, musiał zapłacić dwa razy wyższą opłatę niż handlujący tubylcy. Lekko nie było, ale mieszkańcy Clepardii jakoś sobie radzili. Co prawda nie nazwałbym Kleparza rajem podatkowym, czy handlowym potentatem, ale jak się dało obejść drakońskie, krakowskie przepisy i opłaty, to wielu chętnie z tego korzystało.

Teraz na chwilę wróćmy do kościoła. Ten, przy którym stoicie, nie da się ukryć, nie jest zbudowany w stylu romańskim. Najstarsza budowla była niszczona m.in. przez wspomnianych wyżej Tatarów. W XIV wieku został przebudowany w stylu gotyckim, rozbudowywany następnie w XV i na początku XVI wieku. W 1528 roku, podczas wielkiego pożaru Kleparza został tylko uszkodzony, co przypisano znajdującym się w nim i chroniącym od ognia relikwiom św. Floriana. Co ciekawe, w 1580 i 1587 kościół płonął dwukrotnie i tu już Florian nie zechciał go ochronić. Brak takowej chęci zanotowano dwa razy także podczas potopu szwedzkiego w 1655 i 1656 roku. Po tych wydarzeniach, w latach 1657-1684 został przebudowany w stylu barokowym. Taki nowy i ładny wytrzymał tylko kilkadziesiąt lat, bo został uszkodzony podczas pożaru Kleparza w 1755, a następnie w 1768 podczas walk konfederatów barskich.

W latach 1902-14, a następnie w latach dziewięćdziesiątych XX wieku kościół odrestaurowano, by w 1999 roku papież Jan Paweł II podniósł go do godności bazyliki mniejszej. I tak stoi sobie od prawie 800 lat przyglądając się „Drodze Królewskiej” oraz zmieniającemu się Kleparzowi. Cdn.

Fot.1 (plac Matejki – widok od strony Barbakanu) i Fot.3 (bazylika św. Floriana) – autor Jakub Hałun (Wikipedia)

Fot. 2 (św. Florian) źródło Wikipedia