Archiwa tagu: plac Mariacki

Odc. 13. O kościele św. Basi co klapsy lubiła ;-)

Po obejrzeniu ołtarza i wnętrza kościoła NMP wychodzicie bocznym wyjściem na Plac Mariacki. Tu też jest ciekawie.

Na środku placu znajdziecie „dar rzemieślników krakowskich” z 1958 r. – fontannę „Studzienka gołębi”. Brązowa figurka na jej szczycie to powiększona postać z ołtarza Wita Stwosza.

Studzienka gołębi panoramio

Plac ten jeszcze pod koniec XVIII wieku był cmentarzem parafialnym. Na murach kościelnych zobaczycie pozostałość po nekropolii – epitafia mieszczańskich rodzin, a na niższej wieży, na wysokości pierwszego piętra wciąż wisi dzwonek „za konających”. Po wyjściu skręćcie w prawo i po kilku metrach dojdziecie do innych podwójnych drzwi prowadzących do bocznej, południowej nawy kościoła. Jeśli się dokładnie przyjrzycie, to przy drzwiach zobaczycie metalowy element wystający ze ściany. To obręcze pokutne, czyli tzw. kuny.

Kuna_KMK_jpg-seo

Kara kuny stosowana była w Krakowie aż do 1779 roku. Gdyby tę karę wprowadzić ponownie za te same przewinienia co w średniowieczu, to nie tylko nie starczyłoby murów kościelnych na kolejne kuny, ale tych miejsc by zabrakło w całym mieście na wszystkich budynkach świeckich i kościelnych, prywatnych i publicznych, mieszkaniowych i wszelkiego typu zakładów pracy. Każdy mur do wysokości 1,5 metra byłby oblepiony kunami. Dlaczego? Bo zakuwano i wystawiano na widok publiczny np. za pijaństwo, albo pracę w dni świąteczne. Trafiano tam też za cudzołóstwo, a dziewczęta zakuwano za utratę niewinności przed ślubem (!). Koszmar, a kara kuny, to nie była rozrywka, chociaż bywali i tacy, którzy sami się zgłaszali do odbycia takiej pokuty. Obecnie za pijaństwo w tym mieście co najwyżej można trafić na ulicę Rozrywka w dzielnicy Prądnik Czerwony, gdzie pod numerem 1 mieści się izba wytrzeźwień. Myślę, że znajdziecie lepsze zastosowanie dla trzech stówek, które trzeba zapłacić za kilkugodzinny pobyt w tym mało rozrywkowym przybytku. Jeśli jednak się uprzecie, to takie ewentualne „rozrywki” zostawcie sobie na wieczór, teraz zwiedzamy.

Na Placu Mariackim, jakby było mało, jest jeszcze jeden kościół. Kilka metrów od wyjścia z bocznej nawy Bazyliki Mariackiej stoi sobie świątynia należąca do Jezuitów p.w. św. Barbary.

Church_of_St._Barbara_in_Kraków
Zacznijmy od patronki. Kim była i dlaczego została tak świetną świętą? Jako młode, pogańskie dziewczę przyjęła chrzest, potem dużo myślała głównie o Bogu, ślubowała dziewictwo, była torturowana („uderzenia biczem wydawały jej się jak muskanie pawimi piórami” – czyli lubiła klapsy ;-) ), a na koniec zginęła z rąk ojca, który, delikatnie rzecz ujmując, nie był zachwycony religijnymi wyborami córki. Było to 4 grudnia 305 roku w obecnym tureckim Izmicie wtedy zwanym Nikomedia. Pewnie w dzisiejszych czasach tatuś machnąłby ręką i stwierdził: „przejdzie jej”, dostałaby „szlaban” na komórkę i internet, ale wtedy takie fochy były karane śmiercią. Według legendy ściął Basi głowę i tuż po tym sam legł od uderzenia pioruna. Tłumaczono to karą boską, a jeśli już, to była zwykła fizyka: metalowy miecz, zapewne w grudniu duża wilgotność powietrza, na niebie burzowe Cumulonimbusy, egzekucja wykonywana pewnie jeszcze na jakimś wzniesieniu i… stało się. Obok Baśki, ofiary, legł jej tatuś, kat rażony prądem o napięciu 100 milionów Woltów i natężeniu 250 000 Amperów powstałych w wyniku wyładowania elektrostatycznego. Proste? I tak bywa!

Bohaterska świetna Barbara jest patronką górników, hutników, marynarzy, rybaków, żołnierzy, kamieniarzy, więźniów… Właściwie łatwiej chyba wymienić czyją i czego patronką nie jest. Mając takie doświadczenia mogłaby być opiekunką wyładowań elektrostatycznych i patronką zakładów energetycznych.

św. Barbara

No dobra, trochę się zapędziłem, więc wracamy na Plac Mariacki i do kościoła św. Barbary. Początkowo (na pewno już w 1338 roku) istniała tylko przycmentarna kaplica, którą na przełomie XIV i XV wieku rozbudowano. Może nawet, co jest bardzo prawdopodobne, kasą na to sypnęła królowa Jadwiga? Jadzia jak to Jadzia, nie po raz pierwszy to tu talarkami sypnęła, to tam grosza dorzuciła. Ach, co by Kraków bez niej zrobił? Jadźka była trochę traktowana jak teraz fundusze unijne, jak potrzebna była na coś kasa, to wszyscy szli do Jadźki jak w dym. No i wtedy budynek z kaplicy przeobraził się w kościół, a do tego kościół, w którym były kazania po polsku, a nie, o czym wiecie, jak w sąsiedniej Bazylice Mariackiej po niemiecku. Taka sytuacja trwała aż do XVI wieku, kiedy w grudniu 1536 roku Zygmunt I Stary nakazał przeniesienie polskich kazań do większego sąsiada, a niemieckie do naszego przycmentarnego „bohatera”. Oczywiście skończyło się to awanturą, odwołaniami i wielką dyskusją, ale skończyło się po myśli liczniejszej grupy polskojęzycznych wiernych.

Na kolejną dużą zmianę świątynia czekała ponad czterdzieści lat, kiedy to do Grodu Kraka przybyli Jezuici, ale o tym wydarzeniu napiszę późnej przy opowieści dotyczącej kościoła p.w. św.św. Piotra i Pawła. Musicie uzbroić się w cierpliwość, ale warto.
Przez następne prawie dwieście lat braciszkowie lekko powiększyli świątynię podnosząc dach i dobudowując od strony Małego Rynku absydę. Tam też wykupili trzy kamienice, aby zbudować sobie na ich miejscu całkiem wygodne mieszkanko.

Przez wiele lat stał spokojnie „barbórkowy” kościółek aż nadszedł rok 1773, w którym ówczesny watykański „papa” Klemens XIV rozwiązał zakon Jezuitów. Wcale niemały jezuicki mająteczek w Polsce przejęła Komisja Edukacji Narodowej i po pewnym czasie w budynkach klasztornych pojawił się pierwszy w Polsce szpital kliniczny. Nie było tam jednak wystarczająco dużo miejsca dla takiej instytucji, więc szpital przeniesiono. W 1796 r. Austriacy kościół wraz z klasztorem przekazali Bożogrobowcom, czyli Zakonowi Kanoników Regularnych Stróżów Świętego Grobu Jerozolimskiego, którzy zorganizowali w klasztorze placówki szkolne. Przez pewien czas stacjonowało też tam wojsko, a od 1842 roku funkcjonowała Bursa Akademicka Św. Barbary. Wskrzeszeni przez Piusa VII Jezuici, w 1874 roku odzyskali kościół, a w 1908 także budynki klasztorne. I są tam do dzisiaj.

Przed wejściem do kościoła zobaczycie tzw. Ogrojec (Ogrójec), czyli powstałą pod koniec XV wieku kaplicę przycmentarną. Wsparta na zdobionych filarach ze sklepieniem krzyżowo-żebrowym, skrywa scenę przedstawiającą modlącego się Chrystusa oraz śpiących apostołów. Figury zostały wykonane przez, jak to ładnie ujmują historycy sztuki, krąg Wita Stwosza, czyli najprawdopodobniej przez któregoś z jego współpracowników lub naśladowców.

Ogrójec

220px-Krakow_Ogrojec
Jeśli Was to zainteresuje, to kościół św. Barbary jest gotycki, orientowany (ołtarz główny na wschodzie), jednonawowy, bez wyodrębnionego w bryle prezbiterium. Sklepienie nawy jest kolebkowe z lunetami na gurtach, a wyposażenie barokowe. :-)

Fot. 1. Studzienka gołębi – aut. BeeM – panoramio.com

Fot. 2. Kuna – mapa.targeo.pl

Fot. 3. „Church of St. Barbara in Kraków” autorstwa Cancre – Praca własna. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 4. Ikona przedstawiająca Św. Barbarę – Wikipedia

Fot. 5. Ogrójec – źródło Wikipedia aut. Cancre

Fot. 6. Fragment sceny w Ogrójcu przedstawiający Anioła, Chrystusa i św. Piotra- źródło Wikipedia aut. Jan Jeništa

 

Odc. 12. …a w kościele cuda, wianki.

Wejdźmy do środka Bazyliki. Gdy miniecie kruchtę i przekroczycie kościelne progi, po lewej stronie, w nawie północnej zobaczycie kaplicę św. Antoniego z późnobarokowym ołtarzem z I połowy XVIII wieku. W średniowieczu w tym miejscu była kaplica pod wezwaniem św. Stanisława i Sądu Bożego zwana też kaplicą Złoczyńców. Tutaj ostatnią noc spędzali skazańcy, których spotkanie z katem następnego dnia było głównym wydarzeniem w mieście ogłaszanym, o czym wspominałem, przez czterotonowy dzwon Tenebrat. O złoczyńcach i tej kaplicy jeszcze będę wspominał, więc ją zapamiętajcie. W kościele Mariackim znajdziecie także inne kaplice, mauzolea, rzeźby, zobaczycie piękne witraże i inne rzeczy, które są w stanie nazwać i opisać tylko przewodnicy oraz historycy sztuki (i to też nie wszyscy). Nie będę Was zanudzał opisami polichromii, stalli, czy cyborium, bo trzeba by było w tej Bazylice spędzić pół dnia, a czekają jeszcze inne atrakcje. Skupmy się tylko na najważniejszym elemencie wyposażenia, czyli głównym ołtarzu.

Gothic_altar_veit_stoss_bordercropped

Jak zapewne wiecie, jego autorem jest Wit Stwosz, a właściwie Veit Stoß. Skąd on się wziął w Grodzie Kraka? Nie da się ukryć, że rajcy miejscy w dużej części mieli pochodzenie niemieckie, a w bazylice mariackiej kazania aż do I połowy XVI wieku były głoszone tylko po niemiecku! Co? – zakrzyknie pewnie wielu z Was, – jak to? Ano tak! Trudno, musicie się z tym pogodzić. W średniowiecznym Krakowie rządzili Niemcy, a przynajmniej mieli ogromny wpływ na jego funkcjonowanie. Przez to niestety nie w Polsce Jagiellonów, a w Norymberdze na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego postanowili poszukać odpowiedniego kandydata do tego zadania. W tamtym czasie oba miasta łączyły bliskie stosunki osobiste i gospodarcze, więc wybór był oczywisty.

Veit_Stoß
Gdy w 1477 roku Wit Stwosz rozpoczynał pracę nad krakowskim ołtarzem miał zaledwie 29 lat. Co prawda wcześniej bywał tu i tam, więc znał nowe trendy w zachodnioeuropejskiej sztuce, ale to nadal nie oznacza, że był bardzo doświadczonym rzeźbiarzem. Wysłannicy Krakowa mimo wszystko trochę zaryzykowali zatrudniając Veita.

Po przybyciu, założeniu i zorganizowaniu pracowni, zatrudnił pomocników oraz uczniów i zabrał się do roboty. Jeśli nie możecie sobie wyobrazić jak mogły wyglądać prace nad tak wielkim dziełem, a jednocześnie chcecie zobaczyć jedenastoletniego Marka Kondrata, to polecam film „Historia żółtej ciżemki” z nim w roli głównej. Fabuła w skrócie: główny bohater Wawrzek po ucieczce ze wsi, chcąc uniknąć kary za nieprzypilnowanie krów po wielu perypetiach trafia do Krakowa. Tam za wstawiennictwem Jana Długosza, który odkrywa rzeźbiarski talent chłopca zostaje uczniem Wita Stwosza i pomaga mu podczas prac nad ołtarzem. Nie ma lekko, bo na życie Wawrzusia dybie, rozpoznany przez niego łotr i złodziej, Czarny Rafał. Czy Czarny Rafał dopadł biednego chłopca, skąd w tym wszystkim żółta ciżemka oraz czy Wawrzuś uszedł z życiem i zobaczył odsłonięcie ołtarza w lipcu 1489 roku? Tego nie będę Wam zdradzał, musicie sami obejrzeć.

Kondrat ciżemka

A sam ołtarz składa się z siedmiu elementów: podstawy (predella), szafy środkowej, dwóch skrzydeł nieruchomych i dwóch zamykanych oraz zwieńczenia. Scena główna przedstawia Zaśnięcie Marii Panny, otoczonej przez Apostołów, a na otwartych, ruchomych skrzydłach przedstawionych jest sześć radości Maryi: Zwiastowanie, Narodzenie Chrystusa, Hołd Trzech Króli, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego. Po zamknięciu skrzydeł zobaczycie z kolei dwanaście płaskorzeźb ilustrujących życie Marii i Chrystusa: Spotkanie Joachima z Anną w Złotej Bramie, Narodziny Marii, Ofiarowanie Matki w świątyni, Ofiarowanie Jezusa w świątyni, Dwunastoletni Jezus w świątyni, Pojmanie w Ogrojcu, Ukrzyżowanie, Zdjęcie z krzyża, Złożenie do grobu, Chrystus w otchłani, Trzy Marie u grobu, Jezus ogrodnik ukazujący się Marii Magdalenie. Nad wszystkim, na zwieńczeniu górują figury św. św. Stanisława i Wojciecha oraz scena koronacji Matki Boskiej. Konstrukcja ołtarza jest dębowa, figury wykonane są z drewna lipowego, a tło to modrzew.

Jak mniemam, chcielibyście się dowiedzieć ile Wit Stwosz vel Veit Stoß dostał za swoją pracę. Gdyby dzisiaj były takie stawki, to każdy chciałby być rzeźbiarzem. Teraz szczegóły kontraktu: za 12 lat pracy (z przerwami) nasz bohater otrzymał 2808 florenów, a to była równowartość ówczesnego rocznego budżetu Krakowa. W 2014 budżet miasta wynosił trzy miliardy dziewięćset milionów złotych, więc możecie sobie przeliczyć, że gdyby to przełożyć w stosunku 1:1, to miesięczna wypłata oscylowałaby w okolicach… 27 milionów złotych! Oczywiście takie wyliczenie to wielkie uproszczenie, ale fakt jest taki, że rada miasta oraz prywatni sponsorzy nie skrzywdzili artysty. Za kwotę prawie 3 tysięcy florenów, na pewno mógł kupić przynajmniej kilka kamienic.

Ponad 450 lat później Polskę i Kraków większą grupą postanowili odwiedzić rodacy Wita. Przeczuwając, że nie będzie to wizyta kurtuazyjna, a Niemcy nie przyjadą zwiedzać, już w sierpniu 1939 roku zdemontowano ołtarz ukrywając go w Sandomierzu. Niestety germańscy najeźdźcy szybko to dzieło odnaleźli i wywieźli do Reichu. Stwierdzili, że skoro autor był Niemcem, to jego dzieło jest niemieckie i należy do Państwa Niemieckiego. Wyobraźcie sobie jak by to wyglądało np. w przypadku Chińczyków. Przyjeżdżają i zabierają Polakom trampki, koszulki i sprzęt elektroniczny bo… skoro wyprodukowali je swoimi małymi żółtymi rączkami, to wszystko należy do nich. Niewiele by nam zostało. Tak to sobie Niemcy wymyślili i tak też zrobili. W 1940 roku wywieźli ołtarz w głąb Rzeszy. Tuż po wojnie poszukiwaniami polskich dzieł sztuki na terenie byłego okupanta zajął się prof. Karol Estreicher (zapamiętajcie to nazwisko!). Ołtarz Wita Stwosza odnalazł w Bawarii, skąd w 1946 roku przetransportowano go do Krakowa. Po konserwacji przez wiele lat znajdował się na Wawelu, aż w 1957 roku „władza ludowa” zezwoliła na ponowne odsłonięcie dzieła autorstwa Veita Stoßa w Bazylice Mariackiej. Od tej pory, nieprzerwanie cieszy oczy turystów zwiedzających tę świątynię…

fot.1: „Gothic altar veit stoss bordercropped” autorstwa User:Henryart (who is owner of the original painting/object/photo) – Image:Gothic_altar_veit_stoss.jpg. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons

fot.2: „Veit Stoß” autorstwa Oryginał przesłał Hoss z niemiecki Wikipedia – Na Commons przeniesiono z de.wikipedia.. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

fot. 3: Marek Kondrat w filmie z 1961 roku „Historia żółtej ciżemki” w reż. Sylwestra Chęcińskiego.