Archiwa tagu: Jan Matejko

Odc. 16. O Sukiennicach ciąg dalszy.

Kontynuujemy wizytę na staromiejskim Rynku, przez wieki handlowym centrum Krakowa, miejscu, gdzie obok licznych kramów z mniej lub bardziej wyszukanymi artykułami, na środku stały Sukiennice oraz przyległe do nich tzw. Kramy Bogate. W skrócie: dla każdego coś miłego. Tak wtedy, jak i teraz są biedni i bogaci. Jednych stać na torebkę Louis Vuitton, a innych co najwyżej na torebkę Vifon. Takie jest życie.

Poprzednią część opowieści skończyłem na pożarze, który w 1555 roku zniszczył m.in. Sukiennice. Z dymem poszedł dach, zawaliły się sklepienia, a uszkodzone mury wymagały sporych prac murarskich.

Zdecydowano, że Sukiennice zostaną odbudowane, ale w innym stylu architektonicznym. W tym okresie do stolicy „Bolandy” trafiła już sztuka i architektura renesansu, więc wybór był oczywisty. Zadania zaprojektowania nowych Sukiennic podjął się Gianmaria Mosca, architekt i rzeźbiarz pochodzący z Padwy, znany u nas jako Jan Maria Padovano. Jako że od lat w Grodzie Kraka mieszkał i dla króla Zygmunta Starego oraz królewskiej małżonki Bony wykonał już kilka nieźle ocenionych i nieźle płatnych „fuch”, także i tę otrzymał „bez przetargu”. Artysta dwojga imion wywiązał się ze swego zadania znakomicie. Zrobił porządny dach ozdobiony piękną attyką, na której szczycie pojawiły się maszkarony. Przy obu krótszych bokach wybudował schody prowadzące na pierwsze piętro. Teraz znajduje się tam oddział Muzeum Narodowego z Galerią Sztuki Polskiej XIX wieku, a w XVI i XVII swoje wyroby sprzedawali rękodzielnicy i handlarze, którzy nie mieli własnych kramów. Na parterze wtedy wciąż dominowały kramy sukienne. Piękna, renesansowa hala targowa ozdobiła krakowski Rynek. W 1601 dodatkowo przebito tzw. przejście na krzyżu, pozwalające przejść przez środek budynku z ulicy Siennej na Szewską.

Krakow_SukienniceNorth_7918

Czasy prosperity, o czym już wiecie, skończyły się w wieku XVIII. Było naprawdę źle. Kryzys nie ominął także Sukiennic, które z czasem, z reprezentacyjnego gmachu stały się zwykłym magazynem. Do tego otoczone i oblepione przylegającymi do nich budami wyglądały, bardzo delikatnie to ujmując, niezbyt dobrze. Chylący się ku upadkowi budynek w I połowie XIX wieku planowano nawet wyburzyć, ale na szczęście zrezygnowano z tego pomysłu. Udało się uratować Sukiennice przed zapędami „burzymurków”. Tak jak wtedy żądano zburzenia zaniedbanych murów, baszt, czy Sukiennic, tak teraz wielu mieszkańców żąda zrównania z ziemią np. Hotelu Cracovia i wielu innych budowli powojennego modernizmu, bo nienowoczesne, bo brzydkie, bo zaniedbane. Sukiennice w połowie XIX stulecia były tak zaniedbane, że wielu z tych „ekspertów” wypowiadających się obecnie na internetowych forach oraz wielu krakowskich (niepo)radnych widząc je krzyczałoby – zrównać z ziemią!

003-rynek

sukiennice_matejko_desktop

ANK Sukiennice Zachód

Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy wywalczyli zgodę i środki na odrestaurowanie Sukiennic.
W latach sześćdziesiątych XIX wieku żywo dyskutowano nad funkcjami jakie miałby spełniać budynek po odrestaurowaniu, a więc i możliwością przebudowy. Początkowo proponowano wprowadzenie do niego funkcji administracyjno-gospodarczych, jednak wiązałoby się to z dużą ingerencją w bryłę budowli. W 1866 roku prezydentem Krakowa został Józef Dietl. Nazwisko znane wszystkim krakowianom, oczywiście nie ze względu na to, że wszyscy świetnie znają historię swego miasta, a ze względu na piękną aleję jego imienia (tzw. Planty Dietlowskie, o których wspomnę w jednej z kolejnych części). Nowy prezydent jako jeden ze swoich priorytetów uznał zadbanie o krakowskie zabytki. Po wielu konsultacjach, w 1869 roku stwierdził, że „Sukiennice mają być odbudowane w ten sposób, ażeby odrestaurowany gmach przedstawiał nieskażoną postać pamiątki historycznej”. Oczywiście powołano komisję, która ogłosiła konkurs, a następnie, tu Was nie zdziwię, konkurs ten odwołała. Ponownie dała o sobie znać zasada: gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Jako, że komisja nie mogła wybrać zwycięskiej pracy, zaufała Janowi Matejce, który zaproponował powierzenie zadania Tomaszowi Prylińskiemu, znanemu mu, młodemu i zdolnemu architektowi. Projektowi odnowienia Sukiennic sprzyjał także kolejny po Józefie Dietlu, prezydent Grodu Kraka – Mikołaj Zyblikiewicz. Dzięki temu, w 1875 roku, ostro ruszyły prace. Po pierwsze zburzono przylegające do wschodniej ściany (tej od strony pomnika Adasia) tzw. Kramy Bogate i inne dobudówki do ścian budynku. W ich miejscu pojawiły się arkadowe podcienia. Wybite w 1601 roku przejście przez środek Sukiennic między ulicami Szewską i Sienną obudowano ryzalitami (ozdobne wejścia od strony tych ulic). Uroczyste otwarcie odnowionych Sukiennic nastąpiło w 1879 roku i w niemal niezmienionym kształcie istnieją do dzisiaj.
A na koniec ciekawostki:
Pierwsza – w trakcie XIX-wiecznej przebudowy pojawiły się dodatkowe dwa maszkarony. Jeśli się przyjrzycie, to dostrzeżecie je nad wejściem od strony Siennej, za pomnikiem Mickiewicza. Indyk przedstawia Józefa Dietla, a kogut to Mikołaj Zyblikiewicz. Tak zostali utrwaleni wspomniani dwaj prezydenci, którzy przyczynili się do zachowania i odrestaurowania Sukiennic.
Drugą jest nóż wiszący w krzyżu Sukiennic, czyli pod sklepieniem wspomnianego przejścia.

1280px-Sukiennice_knife,Old_Town,Main_Market_Square,Krakow,Poland

Skąd tam się wziął? Są tacy, którzy twierdzą, że ów nóż to narzędzie legendarnej zbrodni i kary z kościoła Mariackiego. Niestety to tylko legenda, oryginałem z XIV wieku nie jest, a oryginał służył raczej do innych celów. Do jakich? Po pierwsze: być może wyrównywano nim zawartość garnca, który był jedną z jednostek objętości (garniec krakowski to około 2,75 litra), po drugie, już bardziej drastycznie: obcinano nim uszy okaleczając złodziei recydywistów, co zwano oszelmowywaniem (ładnie?), a po trzecie: nóż, lub też być może wiszący tam w średniowieczu miecz miał informować przybyłych, że w mieście zadbano o etat kata. Tak to jest z legendami, za 100 lub 200 lat lokalni przewodnicy będą opowiadali, że ten oto nóż symbolizuje współistnienie dwóch krakowskich klubów sportowych i jest to typowe narzędzie w Grodzie Kraka końca XX i pierwszych dziesięcioleci XXI wieku, przy pomocy którego starano się przekonać o wyższości jednej drużyny nad drugą. ;-)

_____________________________________________________________________________________________________

Fot.1. Sukiennice i kramy Bogate od północnego wschodu, ok. 1861 r. źródło: http://www.krakow.pl/1182,2,87,0,artykul,pocztowki.html
Fot. 2. „Krakow SukienniceNorth 7918” autorstwa Ludvig14 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons
Fot. 3. Sukiennice w XIX w. od strony północnej – Muzeum Narodowe w Krakowie
Fot. 4. Sukiennice w XIX w. od strony północno-zachodniej – Archiwum Narodowe w Krakowie
Fot. 5. „Sukiennice knife,Old Town,Main Market Square,Krakow,Poland” autorstwa Zygmunt Put Zetpe0202 – Praca własna. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 14. Stoi sobie Adaś na Rynku…

Spojrzyj-no na to miasto nieszczęsne! Widzisz, jak niby skrzydła orle rozciąga nad Wisłą swe wielkie przedmieścia? Wygląda stąd jak ranny nasz orzeł biały, spadły na ziemię, dogorywający! Dostojny grodzie! Kolebko naszej Rzeczypospolitej, grobowce naszych bohaterów, Rzymie słowiański! Oto od lat sześciu jesteś u nóg cudzoziemca, w okowach zdeptany! A my tak ciebie blisko!” Tak o Krakowie w dramacie „Konfederaci Barscy” pisał Adam Mickiewicz.

Wieszcz Adam, który za życia nigdy w Krakowie nie był, ale który po 35 latach od swej śmierci złożony został do grobu w Katedrze Wawelskiej doczekał się wdzięczności Krakusów za swą twórczość. Wdzięczność mierzącą 10 m wysokości. Zanim jednak na krakowskim Rynku postawiono mu pomnik, bo właśnie o pomniku Adasia będzie kolejna część mojej opowieści, także minęło niemało lat, a sporów nie było końca…


Pomysł upamiętnienia Adama Mickiewicza zrodził się w głowach krakowskich studentów i profesorów w końcu lat sześćdziesiątych XIX w. Uznali, że Rynek to dobre miejsce uczczenia zmarłego w 1855 roku narodowego wieszcza. Do tego połączenie idei pomnika i sprowadzenia zwłok do katedry na wzgórzu wawelskim mogło być wielkim patriotycznym czynem. Propozycja wydawała się rozsądna i powinna być szybko zrealizowana. No właśnie… powinna. Okazało się jednak, że Mickiewicz przegrał rywalizację z królem Kazimierzem Wielkim, którego szczątki właśnie w tym czasie oficjalnie zidentyfikowano i z wielką pompą w lipcu 1869 roku ponownie na Wawelu do grobu złożono. Sztuka jest sztuka, msza, przemówienia, nagrody, uściski dłoni i wystarczy. Król pochowany, poeta poczekać musi. O Adasiu zapomniano na dziesięć lat, ani nie sprowadzono jego zwłok, ani nie postawiono dzieła rzeźbiarskiego ku jego czci.

W 1879 roku odżył pomysł wystawienia pomnika wielkiemu poecie. Powstał komitet organizacyjny, który „już” pod koniec 1881 roku ogłosił konkurs na posąg. Według założeń, m.in. pomnik miał być w stylu renesansowym, a koszt nie powinien przekroczyć 100 tysięcy florenów austro-węgierskich zwanych w Krakowie złotymi reńskimi. Na zwycięzcę czekała nagroda w wysokości 1000 franków, ale niekoniecznie realizacja własnego, zwycięskiego projektu! W Kraju Polan bez zmian, tak jak i wtedy, tak teraz ogłasza się konkurs, a potem i tak realizuje swoją (czyt. urzędniczą) wizję, czyli miało być pięknie, a wyszło jak zawsze.

Artystom dano zaledwie półtora miesiąca na zaprojektowanie posągu i dostarczenie rysunków. W nadziei na wygraną przysłano 27 prac. Niestety nie było z czego wybierać, co zgodnie stwierdzano po wizycie w Sukiennicach, w których w kwietniu 1882 roku wystawiono nadesłane dzieła. Jury uznało, że zaledwie pięć prac miało jakąkolwiek wartość artystyczną. Wśród nich był jeden projekt, który zdaniem komisji powinien wygrać konkurs, ale nie wygrał, bo był zbyt duży i zbyt drogi w realizacji. Jurorzy w głosowaniu uznali, że spośród pozostałych czterech, najlepszy jest projekt autorstwa Tomasza Dykasa, ale czy na tyle dobry żeby go realizować? Delikatnie rzecz ujmując – zachwytów nie wzbudził.

Ogłoszenie wyników odłożono, bo oto zaczęła się dyskusja na temat lokalizacji podobizny wieszcza. Skąd my to znamy? Dokładnie jak w przypadku Pomnika Grunwaldzkiego (i nie tylko, o czym jeszcze się przekonacie), gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania. Plac Dominikański, Plac Szczepański, Plac Franciszkański, zachodni narożnik Rynku (koło Pałacu Spiskiego), a może Planty przed nowym budynkiem Straży Pożarnej (ówczesna ulica Kolejowa, teraz Westerplatte)? Nie tylko nie zdecydowali się na żaden z proponowanych wariantów, ale pojawiły się kolejne propozycje: na nieistniejącym jeszcze placu przed budowanym właśnie Collegium Novum, albo… na Rynku u wylotu ulicy Siennej. Zaczęła się kłótnia, pojawiały się liczne artykuły w prasie wszystkich zaborów, o tym, które miejsce ma więcej zwolenników, którą opcję popiera syn poety, którą córka, a którą jego przyjaciel, czy lepiej mu będzie na Plantach wśród zieleni, czy może na Rynku, a jeśli na Rynku, to czy nie będzie przytłoczony przez Sukiennice i kościół Mariacki? W końcu w głosowaniu przeszła opcja ostatnia, ustalająca miejsce pomnika na Rynku przed Sukiennicami w osi ulic Sienna-Szewska. Uff… Udało się, miejsce jest, a gdzie pomnik? Nie ma i jeszcze długo nie będzie!

W 1883 roku ogłoszono nowy konkurs. Tym razem dano artystom dużo więcej czasu stwierdzając, że nie ma co się śpieszyć. Gdy 1 marca 1885 roku zebrała się komisja konkursowa okazało się, że znowu ciężko spośród nadesłanych prac wybrać tę jedną, jedyną, wyjątkową. 4 marca pracę, poprzez swojego ucznia, złożył także Jan Matejko (członek komisji), ale że wpłynęła po terminie oficjalnie nie brano jej pod uwagę. Czyżby? Tylko oficjalnie i przez chwilę…

No i cóż robić? Wielce Szanowna Komisya ponownie nie przyznała pierwszej nagrody! Ogłoszono, że nie będzie realizowana żadna z ponad 30 nadesłanych prac! Ogólnokrajowa dyskusja nabrała rozmiarów histerii, niemal wszystkie większe krakowskie, lwowskie i warszawskie gazety opisywały projekty i ich autorów. Jurorzy stwierdzili, że skoro wszystkie prace są słabe, to oni umywają ręce, niech się martwi Matejko. Uznali, że do dalszych prac rekomendują jego projekt i to on jest odpowiedzialny za dalsze działania. Jednak także rysunek pomnika autorstwa dyrektora ówczesnej Szkoły Sztuk Pięknych, autora „Bitwy pod Grunwaldem” nie znalazł poklasku wśród Polaków. Bolesław Prus projekt Matejki opisał tak: „Nagi wariat siedzi w fotelu, przed nim skrzydlaty wariat pokazuje mu orła… a obok nich jakaś baba czesze włosy…” Zauważono także, że siedzący w fotelu Mickiewicz nie ma butów, więc pewnie okradziono wieszcza, może to ten ze skrzydłami podprowadził mu obuwie?

full_matejko_projekt_pomnika_adama_mickiewicza_770

Wyszło jak zawsze, więc… w 1886 roku ogłoszono konkurs ponownie! Dwa lata później (1888), na posiedzeniu „komitetu mickiewiczowskiego” za najlepszy uznano projekt Cypriana Godebskiego, a wyróżniono projekty Teodora Rygiera i Walerego Gadomskiego. Po burzliwych obradach stwierdzono, że realizowany będzie… jednak inny, nie wyróżniony w konkursie projekt autorstwa Teodora Rygiera. Postanowiono, iż po wprowadzeniu poprawek do projektu pomnik powinien stanąć… No właśnie, gdzie? Pomnik stanie na Plantach u wylotu ulicy Sławkowskiej! Znakomite kolegium tym samym wywołało kolejną burzę. Po licznych protestach Komitet zgodził się na zatwierdzoną przecież już dużo wcześniej lokalizację, czyli Rynek Główny.

Mając wybrany projekt, zdecydowano się wreszcie na jego realizację. Po pięciu latach, w 1893 roku, na Rynku stał tylko granitowy cokół. Reszta, odlewana w Rzymie miała dotrzeć wiosną 1894, miała… Po kolejnym opóźnieniu, odlane figury dotarły do Krakowa we wrześniu i wzbudziły kolejną porcję drwin. Oczom zdumionych mieszkańców ukazała się karykatura Adama Mickiewicza. Nieforemnego Adasia szybko zakryto, a komitet organizacyjny zdecydował o odlaniu nowej, poprawionej figury, która naszego wielkiego poetę będzie przypominała.

Mijały kolejne lata, a przed Sukiennicami stała tylko niedokończona podstawa pomnika. W sierpniu 1897 roku podczas obrad krakowskiej Rady Miejskiej pojawił się wniosek żeby zakończyć tę farsę i usunąć cokół z Rynku. Wniosek został odrzucony. Nowe, poprawione odlewy przybyły z Italii w marcu 1898 roku, a w czerwcu, po dziewiętnastu latach od powstania komitetu organizacyjnego oficjalnie odsłonięto ten oto pomnik narodowego wieszcza Adama Mickiewicza. Po pokazaniu całości posąg wzbudził raczej ulgę, że to koniec wieloletnich dyskusji i przepychanek, niż zachwyt. Na górze jest wieszcz, a na cokole cztery alegorie: Ojczyzna, Męstwo, Nauka i Poezja.

640px-Kraków_-_Pomnik_Mickiewicza_01

Krakowianie uznali, że skoro już jest, to niech sobie Adaś na Rynku stoi. Odmienne zdanie w tej kwestii mieli jednak nasi zachodni sąsiedzi, którzy po ponad czterdziestu latach od odsłonięcia pomnika stwierdzili, że jednak nie pasuje do tego miejsca. W sierpniu 1940 roku, okupujący Gród Kraka naziści, zniszczyli i wywieźli Adasia razem z figurami z cokołu.

1280px-Fall_of_Mickiewicz_Monument_(1940)
Po wojnie fragmenty pomnika odnaleziono na złomowisku w Hamburgu i przewieziono do kraju. Zaczęto go rekonstruować, ale nawet wtedy nie ominęła Krakowa dyskusja nad jego umiejscowieniem. Ówczesny wiceprezydent Krakowa Eugeniusz Tor, podobnie jak Pomnik Grunwaldzki, także Adama Mickiewicza proponował przenieść w inne miejsce. Jego zdaniem najlepszym miejscem dla tego pomnika byłyby Planty tuż przy skrzyżowaniu ulic Franciszkańskiej, Straszewskiego i Zwierzynieckiej. Również ta, kolejna próba zmiany lokalizacji nie udała się i ponownie od 1955 roku, gdy w setną rocznicę śmierci odsłonięto zrekonstruowanego Mickiewicza stoi na wywalczonym przez krakowskie środowisko akademickie miejscu. Czy na zawsze to zobaczymy.

1280px-Adam_Mickiewicz_monument,_Main_Market_square,_Old_Town,_Krakow,_Poland

Nie da się ukryć, że wybitnym dziełem nie jest, ale wpisał się Adaś w pejzaż Rynku. Dzięki umiejscowieniu jest najbardziej znanym pomnikiem Krakowa, pod którym spotykają się krakowianie i turyści, wokół którego na jednej nodze po studniówce skaczą maturzyści, a liczba wykonanych kółek oznacza ocenę na egzaminie. Z różnych okazji Adaś jest dekorowany, a w dniu swoich imienin dostaje kwiaty od krakowskich kwiaciarek.

A, i jeszcze jedno Adaś jest z brązu, bo jak wiadomo: „Dziewczyny lubią brąz;-)

_______________________________

Fot. 1. Culture.pl „Matejko-Mickiewiczowi”

Fot. 2. „Kraków – Pomnik Mickiewicza 01” autorstwa Lestat (Jan Mehlich) – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 3. „Fall of Mickiewicz Monument (1940)” autorstwa nieznany – Zdjęcie z kolekcji zdjęć z Drugiej Wojny Światowej Dr. Marka Tuszyńskiego. Odbitka z negatywu który w latach sześdziesiątych znajdował się w Archiwum Zakładu Historii Partii sygnatura A-622, obecnie w Archiwum Akt Nowych. Skan z 8 × 5 cm odbitki.. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 4. „Adam Mickiewicz monument, Main Market square, Old Town, Krakow, Poland” autorstwa Zetpe0202 – Praca własna. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 5. Jak to pomnik na Kleparzu budowali… cz.1.

Po obejrzeniu kościoła św. Floriana, skierujcie się w stronę górującego nad Placem Jana Matejki pomnika.

Zanim jednak opowiem Wam historię jego powstania i odsłonięcia, pozwólcie, że napiszę jeszcze kilka słów na temat tego miejsca i jego mieszkańców. Jak pamiętacie, obecny plac to część miasta Kleparz (Clepardia) założonego w 1366 roku przez Kazimierza Wielkiego. Największy rozkwit tego „młodszego brata” Krakowa, przypadł na połowę XVII wieku. W lokalnych rejestrach większość ludności stanowili wtedy Polacy, ale nie brakuje też nazwisk włoskich, niemieckich, a nawet… szkockich. Na przełomie XVI i XVII wieku w Kleparzu istniała niewielka, lecz prężna kolonia szkockich kupców. Może stąd to uwielbienie Brytyjczyków dla weekendów w Polsce? Może to właśnie oni, a Szkoci uważani są za skąpców, doprowadzili do tego, że krakusów nazywa się „centusiami”. Podobną opinię mają poznaniacy, więc nic dziwnego, że znany jest żart o tym jak powstał drut miedziany: między krakowiaka i poznaniaka rzucono monetę jednogroszową ;-) . Oczywiście, jak pisał Kurt Vonnegut: „wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę”, więc mniej więcej, ale raczej zdecydowanie mniej niż więcej, możecie przyjąć, że mieszkańcy Krakowa to prawdziwi „centusie”. Znowu jednak odeszliśmy od tematu.

Clepardia była oddzielnym miastem do 1791 roku, kiedy to została przyłączona do Krakowa. Aż do lat siedemdziesiątych XIX wieku, gdy wytyczono obecny kształt Placu Jana Matejki, właściwie cały Kleparz był gigantycznych rozmiarów placem targowym otoczonym przez niewysokie budynki z niewielkim ratuszem pośrodku. Ucywilizowanie tej części miasta polegało na przedzieleniu targowiska monumentalnymi budynkami ówczesnej Szkoły Sztuk Pięknych i Szkoły Miejskiej (oba budynki wybudowano pod koniec lat 70. XIX w.), a także Dyrekcji Kolei (dziesięć lat później). Szkoła Sztuk Pięknych, która miała być tylko szkołą nauczycieli rysunku, dzięki zabiegom swojego dyrektora – Jana Matejki, stała się prawdziwą szkołą wyższą kształcącą wspaniałych artystów. W 1878 roku w uznaniu zasług dla ukochanego miasta, malarz-dyrektor otrzymał na Wawelu berło na znak panowania w sztuce, a w 1882 roku wręczono mu tytuł Honorowego Obywatela Krakowa i jego imieniem nazwano plac. I tak aż do śmierci w 1893 roku Jan Matejko pracował przy Placu Jana Matejki.

Tymczasem niepostrzeżenie zbliżyliśmy się do wielkiego pomnika stojącego na środku placu.

Grunwald_(Žalgiris)_monument_in_Krakow

To Pomnik Grunwaldzki z królem Władysławem Jagiełłą na szczycie. Jako, że jest to plac imienia Matejki, który malował dzieła obrazujące polską historię, wielu przybyszów (a i pewnie niejeden mieszkaniec) myśli, że pomnik ten jest jego autorstwa. Otóż nie, projekt pomnika zaczął powstawać niecałe dwanaście lat po śmierci patrona placu, więc nie on jest autorem. Co prawda w tej części miasta, o czym już wiecie, zdarzały się cuda, ale nie tym razem. Pomnik zaprojektował i za kasę Ignacego Jana Paderewskiego wykonał Antoni Wiwulski. To właśnie Paderewski, nasz genialny pianista wymyślił, że w ten sposób uczci 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1910 r.). Pomysł ten podobno powstał już w umyśle dziesięcioletniego Ignasia, czyli w roku 1870. Skoro Paderewski był Wielkim Polakiem, to i pewnie marzenia miał wielkie. Przeciętny dziesięciolatek myśli raczej o Jagience z II „c” niż o stawianiu pomników Jagielle, woli wystrugać drewniany miecz niż granitowy cokół, ale na szczęście w swoich wspomnieniach nasz rodak także opowiada o drewnianych mieczach i papierowych hełmach, więc nie tylko pomniki były mu w głowie. Na szczęście. Na dobre za realizację marzeń, Ignacy wziął się w wieku prawie 50 lat, gdy na ich realizację mógł sobie pozwolić. Był sławny i bogaty, a kraj rodzinny wciąż zniewolony.

Dlaczego Paderewski wybrał Kraków? Wyobrażacie sobie miny pruskich urzędników w momencie, gdy słyszą o pomyśle postawienia pomnika porażki niemieckiego zakonu na polach grunwaldzkich w okolicach wschodniopruskich wsi Tannenberg (Stębark) i Geyerswalde (Gierzwałd)? Ja sobie tego nie wyobrażam, chociaż mam całkiem niezłą wyobraźnię. Także w zaborze rosyjskim na taką ekstrawagancję nie można było sobie pozwolić. Za to w Galicji jak najbardziej. Była stolica z zamkiem królewskim pasowała idealnie do koncepcji przyszłego premiera. Tak też Ignacy postanowił. W 1908 roku znalazł odpowiedniego człowieka do tego zadania. Był to młody i zdolny artysta mieszkający w Paryżu, wspomniany wyżej – Antoni Wiwulski. Dlaczego akurat on?

- A dlaczego nie? Czas nagli, płacę i wymagam! – na pewno stwierdził fundator.

Dobrze, że tak zrobił, bo by pomnik nie stanął przed planowanym 15 lipca 1910. Ponadto w całkowitej tajemnicy utrzymywano projekt. Miejscowy światek artystyczny jeszcze w 1915 roku by się kłócił, która koncepcja jest słuszna, kto powinien to zrobić i za jakie honorarium. Być może Paderewski słyszał o tym jak kilkanaście lat wcześniej budowano w Krakowie inny pomnik i skończyło się to gigantyczną kłótnią, a w końcu śmiercią zawiedzionego artysty (o tym będzie w jednym z kolejnych wpisów). Chciał sobie i autorowi pomnika darować takich „rozrywek”. Wystarczy, że przeżyli dyskusję nad lokalizacją pomnika. W grudniu 1909 roku, prezydent Krakowa dr Juliusz Leo poinformowany o zamiarze słynnego pianisty przekazał tę informację miejskim radnym oraz członkom Komitetu Wykonawczego Krajowego Komitetu dla Obchodu 500-lecia Zwycięstwa pod Grunwaldem. I się zaczęło: Plac św. Ducha, Plac Bernardyński, Plac Szczepański, czy Planty u wylotu Sławkowskiej? Może Wawel? A jeśli Wawel, to w którym miejscu? Tam gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Spośród wszystkich propozycji nie wybrali żadnej, ale na szczęście pojawiła się kolejna: plac Jana Matejki. Plac był nowy, reprezentacyjny, tuż przy Barbakanie, bramie Floriańskiej i murach miejskich, blisko dworca, więc zadowolił (prawie) wszystkich.

W tym czasie Wiwulski wraz z zespołem pracował we Francji nad poszczególnymi częściami pomnika. Tempo było ogromne. Kilka miesięcy przed planowanym odsłonięciem zaczęto odlewać w brązie kolejne figury. Wszyscy z niecierpliwością czekali na efekty pracy, gdyż wciąż nikt oprócz niewielkiego kręgu osób skupionych wokół fundatora nie znał projektu. Pojawiły się przeszkody i pytanie: czy zdążą? Ciekawość sięgała zenitu…

Jeśli zastanawiacie się jak wyglądała dalsza część historii Jagiełły z brązu, jeśli Wasza ciekawość nie została jeszcze zaspokojona, to już niedługo część druga tej opowieści. A będzie się działo… Zapraszam :)

Fot. ARZ (Wikipedia)