Archiwa tagu: Jagiełło

Odc. 5. Jak to pomnik na Kleparzu budowali… cz.1.

Po obejrzeniu kościoła św. Floriana, skierujcie się w stronę górującego nad Placem Jana Matejki pomnika.

Zanim jednak opowiem Wam historię jego powstania i odsłonięcia, pozwólcie, że napiszę jeszcze kilka słów na temat tego miejsca i jego mieszkańców. Jak pamiętacie, obecny plac to część miasta Kleparz (Clepardia) założonego w 1366 roku przez Kazimierza Wielkiego. Największy rozkwit tego „młodszego brata” Krakowa, przypadł na połowę XVII wieku. W lokalnych rejestrach większość ludności stanowili wtedy Polacy, ale nie brakuje też nazwisk włoskich, niemieckich, a nawet… szkockich. Na przełomie XVI i XVII wieku w Kleparzu istniała niewielka, lecz prężna kolonia szkockich kupców. Może stąd to uwielbienie Brytyjczyków dla weekendów w Polsce? Może to właśnie oni, a Szkoci uważani są za skąpców, doprowadzili do tego, że krakusów nazywa się „centusiami”. Podobną opinię mają poznaniacy, więc nic dziwnego, że znany jest żart o tym jak powstał drut miedziany: między krakowiaka i poznaniaka rzucono monetę jednogroszową ;-) . Oczywiście, jak pisał Kurt Vonnegut: „wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę”, więc mniej więcej, ale raczej zdecydowanie mniej niż więcej, możecie przyjąć, że mieszkańcy Krakowa to prawdziwi „centusie”. Znowu jednak odeszliśmy od tematu.

Clepardia była oddzielnym miastem do 1791 roku, kiedy to została przyłączona do Krakowa. Aż do lat siedemdziesiątych XIX wieku, gdy wytyczono obecny kształt Placu Jana Matejki, właściwie cały Kleparz był gigantycznych rozmiarów placem targowym otoczonym przez niewysokie budynki z niewielkim ratuszem pośrodku. Ucywilizowanie tej części miasta polegało na przedzieleniu targowiska monumentalnymi budynkami ówczesnej Szkoły Sztuk Pięknych i Szkoły Miejskiej (oba budynki wybudowano pod koniec lat 70. XIX w.), a także Dyrekcji Kolei (dziesięć lat później). Szkoła Sztuk Pięknych, która miała być tylko szkołą nauczycieli rysunku, dzięki zabiegom swojego dyrektora – Jana Matejki, stała się prawdziwą szkołą wyższą kształcącą wspaniałych artystów. W 1878 roku w uznaniu zasług dla ukochanego miasta, malarz-dyrektor otrzymał na Wawelu berło na znak panowania w sztuce, a w 1882 roku wręczono mu tytuł Honorowego Obywatela Krakowa i jego imieniem nazwano plac. I tak aż do śmierci w 1893 roku Jan Matejko pracował przy Placu Jana Matejki.

Tymczasem niepostrzeżenie zbliżyliśmy się do wielkiego pomnika stojącego na środku placu.

Grunwald_(Žalgiris)_monument_in_Krakow

To Pomnik Grunwaldzki z królem Władysławem Jagiełłą na szczycie. Jako, że jest to plac imienia Matejki, który malował dzieła obrazujące polską historię, wielu przybyszów (a i pewnie niejeden mieszkaniec) myśli, że pomnik ten jest jego autorstwa. Otóż nie, projekt pomnika zaczął powstawać niecałe dwanaście lat po śmierci patrona placu, więc nie on jest autorem. Co prawda w tej części miasta, o czym już wiecie, zdarzały się cuda, ale nie tym razem. Pomnik zaprojektował i za kasę Ignacego Jana Paderewskiego wykonał Antoni Wiwulski. To właśnie Paderewski, nasz genialny pianista wymyślił, że w ten sposób uczci 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1910 r.). Pomysł ten podobno powstał już w umyśle dziesięcioletniego Ignasia, czyli w roku 1870. Skoro Paderewski był Wielkim Polakiem, to i pewnie marzenia miał wielkie. Przeciętny dziesięciolatek myśli raczej o Jagience z II „c” niż o stawianiu pomników Jagielle, woli wystrugać drewniany miecz niż granitowy cokół, ale na szczęście w swoich wspomnieniach nasz rodak także opowiada o drewnianych mieczach i papierowych hełmach, więc nie tylko pomniki były mu w głowie. Na szczęście. Na dobre za realizację marzeń, Ignacy wziął się w wieku prawie 50 lat, gdy na ich realizację mógł sobie pozwolić. Był sławny i bogaty, a kraj rodzinny wciąż zniewolony.

Dlaczego Paderewski wybrał Kraków? Wyobrażacie sobie miny pruskich urzędników w momencie, gdy słyszą o pomyśle postawienia pomnika porażki niemieckiego zakonu na polach grunwaldzkich w okolicach wschodniopruskich wsi Tannenberg (Stębark) i Geyerswalde (Gierzwałd)? Ja sobie tego nie wyobrażam, chociaż mam całkiem niezłą wyobraźnię. Także w zaborze rosyjskim na taką ekstrawagancję nie można było sobie pozwolić. Za to w Galicji jak najbardziej. Była stolica z zamkiem królewskim pasowała idealnie do koncepcji przyszłego premiera. Tak też Ignacy postanowił. W 1908 roku znalazł odpowiedniego człowieka do tego zadania. Był to młody i zdolny artysta mieszkający w Paryżu, wspomniany wyżej – Antoni Wiwulski. Dlaczego akurat on?

- A dlaczego nie? Czas nagli, płacę i wymagam! – na pewno stwierdził fundator.

Dobrze, że tak zrobił, bo by pomnik nie stanął przed planowanym 15 lipca 1910. Ponadto w całkowitej tajemnicy utrzymywano projekt. Miejscowy światek artystyczny jeszcze w 1915 roku by się kłócił, która koncepcja jest słuszna, kto powinien to zrobić i za jakie honorarium. Być może Paderewski słyszał o tym jak kilkanaście lat wcześniej budowano w Krakowie inny pomnik i skończyło się to gigantyczną kłótnią, a w końcu śmiercią zawiedzionego artysty (o tym będzie w jednym z kolejnych wpisów). Chciał sobie i autorowi pomnika darować takich „rozrywek”. Wystarczy, że przeżyli dyskusję nad lokalizacją pomnika. W grudniu 1909 roku, prezydent Krakowa dr Juliusz Leo poinformowany o zamiarze słynnego pianisty przekazał tę informację miejskim radnym oraz członkom Komitetu Wykonawczego Krajowego Komitetu dla Obchodu 500-lecia Zwycięstwa pod Grunwaldem. I się zaczęło: Plac św. Ducha, Plac Bernardyński, Plac Szczepański, czy Planty u wylotu Sławkowskiej? Może Wawel? A jeśli Wawel, to w którym miejscu? Tam gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Spośród wszystkich propozycji nie wybrali żadnej, ale na szczęście pojawiła się kolejna: plac Jana Matejki. Plac był nowy, reprezentacyjny, tuż przy Barbakanie, bramie Floriańskiej i murach miejskich, blisko dworca, więc zadowolił (prawie) wszystkich.

W tym czasie Wiwulski wraz z zespołem pracował we Francji nad poszczególnymi częściami pomnika. Tempo było ogromne. Kilka miesięcy przed planowanym odsłonięciem zaczęto odlewać w brązie kolejne figury. Wszyscy z niecierpliwością czekali na efekty pracy, gdyż wciąż nikt oprócz niewielkiego kręgu osób skupionych wokół fundatora nie znał projektu. Pojawiły się przeszkody i pytanie: czy zdążą? Ciekawość sięgała zenitu…

Jeśli zastanawiacie się jak wyglądała dalsza część historii Jagiełły z brązu, jeśli Wasza ciekawość nie została jeszcze zaspokojona, to już niedługo część druga tej opowieści. A będzie się działo… Zapraszam :)

Fot. ARZ (Wikipedia)