Archiwa tagu: Bazylika Mariacka

Odc. 23. Kościół śś. Piotra i Pawła.

Wciąż zwiedzacie ulicę Grodzką tuż przy placu Marii Magdaleny. Przed Wami, za ogrodzeniem zwieńczonym rzeźbionymi postaciami stoi ogromny budynek. Jest to kościół p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła, pierwsza barokowa i największa zabytkowa świątynia Krakowa.

Jego historia rozpoczęła się w 1579 r., gdy do Grodu Kraka przybyli Jezuici. „Kimanie” początkowo mieli załatwione przy nieistniejącym dziś kościele świętego Szczepana na placu Szczepańskim. Oprócz „Szczepana” dostali jeszcze, także nieistniejący już, kościółek śś. Macieja i Michała stojący w rogu Placu Szczepańskiego, w miejscu obecnego skrzyżowania z ul. Reformacką. Każdy człowiek jak coś osiągnął, coś kupił i coś ma, to chce więcej, nowsze, lepsze. Kilka lat „chłopaki” przemęczyli się „u Szczepana” oraz „Macieja i Michała”, więc zapragnęli czegoś większego. Królem był wtedy István Báthory, czyli po naszemu Stefan. Jezuici delikatnie dali mu znać, że im ciasno i przy poparciu króla udało się załatwić kolejną „chatę” na Małym Rynku, czyli kościół świętej Barbary. Oczywiście starych świątyń nie oddali, tylko wspaniałomyślnie wzięli w posiadanie jeszcze jedną. Mieli już trzy, ale trzy powiedzmy – niewielkie, a plany zakonnicy mieli ogromne. Do tego tuż obok „św. Barbary” był znacznie większy konkurent o rząd dusz i kasę z tacy – Bazylika Mariacka. Walka nierówna i z góry skazana na porażkę. Na rozbudowę niewielkiego kościoła stojącego między Placem Mariackim, a Małym Rynkiem nie było miejsca. Budynki przy Placu Szczepańskim też nie nadawały się do rozbudowy. Trzeba było przenieść się do nowej, okazałej siedziby z dala od głównej krakowskiej świątyni. Pozostał do rozwiązania tylko jeden „mały” problem – pecunia.

Fundusze mógł zagwarantować tylko bardzo zamożny sponsor. Pomoc w zbudowaniu nowego kościoła obiecał kardynał Jerzy Radziwiłł. Biedny nie był, ale szybko się okazało, że sam nie podoła, a całego swego majątku oddawać raczej nie chciał.
- Kasa! Kasa! Brakuje kasy? W końcu od czego jest kolejny król? Jest nowy, zagraniczny, więc da się naciągnąć – pomyśleli Jezuici i mieli rację. Zygmunt III Waza, ten od kolumny, wspomógł ich nie tylko dobrym słowem. Książę kardynał Radziwiłł chętnie zaszczyt fundacji kościoła przekazał na króla. O pomoc królewską zabiegał najznamienitszy ówczesny polski Jezuita – ks. Piotr Skarga. Jego starania i rozmowę z królem przedstawił XIX-wieczny historyk Stanisław Załęski:
A książę kardynał krakowski? – rzekł król - […] Księciu kardynałowi nie chcemy wchodzić w drogę, tembardziej że już do jenerała zakonu zgłaszał się z oną swoją ochotą.
Nie wejdzie Wasza Królewska Mość. – odpowiedział ks. Skarga – […] Ustępuje chętnie W. K. Mości zaszczytu i fundatora kościoła i domu professów, boć hojności królewskiej, jak powiada, jego hojność książęca nie dorówna, użyje jej dla nas gdzie indziej.

Książę Radziwiłł dzięki przebiegłości Piotra Skargi pozbył się kłopotu, a nowy król był zadowolony z dobrych układów z Jezuitami. Finansowe apetyty zakonników przewyższały możliwości i chęci kardynalsko-książęce, ale nie królewskie. Zygmunt III, jak to król, w końcu ze swego prywatnego nie dawał. Także teraz politycy najbardziej są rozrzutni jak mają do dyspozycji grosz publiczny – sto milionów tu, miliard tam…

Pieniędzy potrzeba było sporo. Jezuici nie chcieli baraku 10m x 10m, im się marzyła budowla wielka, która swą wielkością przyćmi inne, a miejsca w otoczonym murem Krakowie właściwie nie było. No i zaczęło się szukanie „miejscówki”. Znaleziono dwie – jedna przy Wiślnej, a druga przy Grodzkiej. W obu przypadkach trzeba było wykupić stojące kamienice i budować na ich miejscu, co znacznie podnosiło koszt. Obie miały plusy i minusy lub jak kto woli – plusy dodatnie i plusy ujemne. Wiślna – jest w samym centrum, tuż przy Rynku, ale miejsca niewiele, Grodzka – oddalona od Rynku, lecz tu mieli możliwość budowy wielkiej świątyni. Myśleli, myśleli i wymyślili, że skoro płaci król, to kupią jednak tę większą miejscówkę przy Grodzkiej.

Wykupili kilka parceli, zburzyli stojące tam budynki i 23 czerwca 1597 rozpoczęła się budowa. Plany mieli „nówka sztuka” – barok, to wtedy był hit sezonu! Krakowską świątynię wzorowano na głównym kościele Jezuitów rzymskim „Il Gesù”, którego budowa ukończyła się zaledwie kilka lat wcześniej. Nie było jednak „letko”. W 1610 roku niepowodzeniem zakończyła się próba wzniesienia kopuły. Udało się to dopiero dziewięć lat później po znacznym wzmocnieniu filarów podtrzymujących ogromną konstrukcję.
Budowa i wykończenie trwały prawie czterdzieści lat. To sporo, jednak krócej niż trwa np. budowa „Szkieletora” (1975-….). W końcu 8 lipca 1635 roku konsekrowano nowy kościół.

450px-Peter&Paul_church_krakow
Jezuici rozgościli się w nowych murach, a kościół przeżywał swój okres świetności. Pierwszym większym problemem był pożar Kolegium Jezuickiego w 1719 r., który zniszczył także sporą część kościoła. Kilka lat trwała odbudowa sklepień i nadpalonych murów. W 1722 roku dobudowano mur z bramą i barokowymi rzeźbami 12 Apostołów z wapienia pińczowskiego. Krakowskie powietrze, które nigdy nie należało do najzdrowszych oraz powojenne nowohuckie kwaśne deszcze spowodowały tak znaczne zniszczenie figur, że w 1959 roku zdecydowano o ich zdemontowaniu. Stojące obecnie, to dalekie od oryginału kopie z lat osiemdziesiątych XX wieku.

1024px-2007KrakówPiotrPaweł

Oryginały znajdują się w pracowni konserwatorskiej w Krzeszowicach. Wciąż trwa dyskusja co z nimi zrobić, bo postaci Apostołów zaprojektowane w XVIII wieku przez Kacpra Bażankę wyglądają jak figury lodowe po znacznym wpływie promieni słonecznych i trudno na wielu z nich rozpoznać rysy twarzy oraz inne fragmenty anatomiczne. Niech się tym martwią eksperci i konserwatorzy zabytków. Wracamy do historii kościoła.

W 1773 roku, jak już wiecie z historii parafii św. Barbary, dokonano kasaty zakonu Jezuitów. Nasz ogromny, barokowy „bohater” przeszedł we władanie Komisji Edukacji Narodowej, na jakiś czas właścicielem był uniwersytet, a następnie przejęli go Cystersi.
Później bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, chociaż częściej było gorzej. W końcu wieku XVIII kościół podupadł na tyle, że nie wiadomo było co z nim zrobić. W latach 1809-1815 służył nawet jako prawosławna cerkiew.

Na początku XIX stulecia w Krakowie nastąpiła prawdziwa rzeź kościołów. Wydaje się Wam, że teraz kościoły są w centrum Krakowa na każdym kroku i za każdym rogiem? Są, ale, w co trudno uwierzyć, jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku było ich zdecydowanie więcej. Utrata znaczenia miasta, trudna sytuacja finansowa, zmniejszenie liczby ludności w wyniku wojen doprowadziły do tego, że brakowało pieniędzy na konserwację i utrzymanie licznych świątyń, które przez setki lat bez opamiętania budowano dosłownie co kilka metrów. Ponadto, aby miasto mogło się rozwijać potrzebowało miejsca na nowe, reprezentacyjne budowle świeckie, potrzebne były place i zieleń. Kraków potrzebował nowoczesnych rozwiązań urbanistycznych i uporządkowania całego swojego obszaru, co opisywałem już przy okazji opowieści o Barbakanie i miejskich murach.

Wybawieniem dla kościoła śś. Piotra i Pawła było… zburzenie kościoła p.w. Wszystkich Świętych (na Placu o tej nazwie) i przeniesienie z niego parafii w 1824 roku. Odtąd „u Piotra i Pawła” jest parafia Wszystkich Świętych. Aby przygotować świątynię do przejęcia nowych obowiązków, w latach dwudziestych XIX wieku przeprowadzono remont. Od tego czasu prace konserwatorskie prowadzono kilkukrotnie i dzięki temu możecie podziwiać to barokowe dzieło.

1280px-Krakow_2006_066

Co zobaczycie w środku?

1280px-Church_of_Saints_Apostles_Peter_and_Paul_(interior),_52a_Grodzka_street,_Krakow,_Poland

M.in. grobowiec ks. Piotra Skargi, barokowy nagrobek biskupa Andrzeja Trzebnickiego, czy złocone posągi czterech Ewangelistów wewnątrz kopuły. Do tego w czwartki o godz. 10.00, 11.00 i 12.00 odbywają się demonstracje działania najdłuższego w Polsce, 46 metrowego i ważącego 25 kg Wahadła Faucaulta, które dowodzi obrotu Ziemi wokół własnej osi.

800px-Foucault_pendulum_in_Kraków_St._Peter_&_Paul_church

W tym odcinku to by było  na tyle. Jezuici jeszcze pojawią się w mojej opowieści, ale dopiero wraz z kolejną trasą, już po zakończeniu zwiedzania Drogi Królewskiej. Opowiem jeszcze i o baroku, ale na razie przeniesiemy się do innej świątyni, która znajduje się… kilka metrów dalej. Wciąż nie opuszczamy okolic Placu Marii Magdaleny i ulicy Grodzkiej. Kolejna część będzie o romańskim kościele św. Andrzeja.

___________________________

Fot.1. Kościół śś. Piotra i Pawła. Aut. Fabienkhan. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.2. Figury Apostołów przed wejściem do kościoła. „2007KrakówPiotrPaweł” by Soylentgreen23 from Krakow, Poland – Flickr. Licensed under CC BY 2.0 via Commons

Fot.3. Widok kościoła śś. Piotra i Pawła ze Wzgórza Wawelskiego. „Krakow 2006 066” autorstwa Wizzard – Praca własna. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Fot.4. „Kościół ŚŚ Piotra i Pawła w Krakowie Ołtarz Główny” by Ludwig Schneider – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons

Fot.5. Pokaz działania Wahadła Foucaulta. „Foucault pendulum in Kraków St. Peter & Paul church” autorstwa Zorro2212 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Odc. 13. O kościele św. Basi co klapsy lubiła ;-)

Po obejrzeniu ołtarza i wnętrza kościoła NMP wychodzicie bocznym wyjściem na Plac Mariacki. Tu też jest ciekawie.

Na środku placu znajdziecie „dar rzemieślników krakowskich” z 1958 r. – fontannę „Studzienka gołębi”. Brązowa figurka na jej szczycie to powiększona postać z ołtarza Wita Stwosza.

Studzienka gołębi panoramio

Plac ten jeszcze pod koniec XVIII wieku był cmentarzem parafialnym. Na murach kościelnych zobaczycie pozostałość po nekropolii – epitafia mieszczańskich rodzin, a na niższej wieży, na wysokości pierwszego piętra wciąż wisi dzwonek „za konających”. Po wyjściu skręćcie w prawo i po kilku metrach dojdziecie do innych podwójnych drzwi prowadzących do bocznej, południowej nawy kościoła. Jeśli się dokładnie przyjrzycie, to przy drzwiach zobaczycie metalowy element wystający ze ściany. To obręcze pokutne, czyli tzw. kuny.

Kuna_KMK_jpg-seo

Kara kuny stosowana była w Krakowie aż do 1779 roku. Gdyby tę karę wprowadzić ponownie za te same przewinienia co w średniowieczu, to nie tylko nie starczyłoby murów kościelnych na kolejne kuny, ale tych miejsc by zabrakło w całym mieście na wszystkich budynkach świeckich i kościelnych, prywatnych i publicznych, mieszkaniowych i wszelkiego typu zakładów pracy. Każdy mur do wysokości 1,5 metra byłby oblepiony kunami. Dlaczego? Bo zakuwano i wystawiano na widok publiczny np. za pijaństwo, albo pracę w dni świąteczne. Trafiano tam też za cudzołóstwo, a dziewczęta zakuwano za utratę niewinności przed ślubem (!). Koszmar, a kara kuny, to nie była rozrywka, chociaż bywali i tacy, którzy sami się zgłaszali do odbycia takiej pokuty. Obecnie za pijaństwo w tym mieście co najwyżej można trafić na ulicę Rozrywka w dzielnicy Prądnik Czerwony, gdzie pod numerem 1 mieści się izba wytrzeźwień. Myślę, że znajdziecie lepsze zastosowanie dla trzech stówek, które trzeba zapłacić za kilkugodzinny pobyt w tym mało rozrywkowym przybytku. Jeśli jednak się uprzecie, to takie ewentualne „rozrywki” zostawcie sobie na wieczór, teraz zwiedzamy.

Na Placu Mariackim, jakby było mało, jest jeszcze jeden kościół. Kilka metrów od wyjścia z bocznej nawy Bazyliki Mariackiej stoi sobie świątynia należąca do Jezuitów p.w. św. Barbary.

Church_of_St._Barbara_in_Kraków
Zacznijmy od patronki. Kim była i dlaczego została tak świetną świętą? Jako młode, pogańskie dziewczę przyjęła chrzest, potem dużo myślała głównie o Bogu, ślubowała dziewictwo, była torturowana („uderzenia biczem wydawały jej się jak muskanie pawimi piórami” – czyli lubiła klapsy ;-) ), a na koniec zginęła z rąk ojca, który, delikatnie rzecz ujmując, nie był zachwycony religijnymi wyborami córki. Było to 4 grudnia 305 roku w obecnym tureckim Izmicie wtedy zwanym Nikomedia. Pewnie w dzisiejszych czasach tatuś machnąłby ręką i stwierdził: „przejdzie jej”, dostałaby „szlaban” na komórkę i internet, ale wtedy takie fochy były karane śmiercią. Według legendy ściął Basi głowę i tuż po tym sam legł od uderzenia pioruna. Tłumaczono to karą boską, a jeśli już, to była zwykła fizyka: metalowy miecz, zapewne w grudniu duża wilgotność powietrza, na niebie burzowe Cumulonimbusy, egzekucja wykonywana pewnie jeszcze na jakimś wzniesieniu i… stało się. Obok Baśki, ofiary, legł jej tatuś, kat rażony prądem o napięciu 100 milionów Woltów i natężeniu 250 000 Amperów powstałych w wyniku wyładowania elektrostatycznego. Proste? I tak bywa!

Bohaterska świetna Barbara jest patronką górników, hutników, marynarzy, rybaków, żołnierzy, kamieniarzy, więźniów… Właściwie łatwiej chyba wymienić czyją i czego patronką nie jest. Mając takie doświadczenia mogłaby być opiekunką wyładowań elektrostatycznych i patronką zakładów energetycznych.

św. Barbara

No dobra, trochę się zapędziłem, więc wracamy na Plac Mariacki i do kościoła św. Barbary. Początkowo (na pewno już w 1338 roku) istniała tylko przycmentarna kaplica, którą na przełomie XIV i XV wieku rozbudowano. Może nawet, co jest bardzo prawdopodobne, kasą na to sypnęła królowa Jadwiga? Jadzia jak to Jadzia, nie po raz pierwszy to tu talarkami sypnęła, to tam grosza dorzuciła. Ach, co by Kraków bez niej zrobił? Jadźka była trochę traktowana jak teraz fundusze unijne, jak potrzebna była na coś kasa, to wszyscy szli do Jadźki jak w dym. No i wtedy budynek z kaplicy przeobraził się w kościół, a do tego kościół, w którym były kazania po polsku, a nie, o czym wiecie, jak w sąsiedniej Bazylice Mariackiej po niemiecku. Taka sytuacja trwała aż do XVI wieku, kiedy w grudniu 1536 roku Zygmunt I Stary nakazał przeniesienie polskich kazań do większego sąsiada, a niemieckie do naszego przycmentarnego „bohatera”. Oczywiście skończyło się to awanturą, odwołaniami i wielką dyskusją, ale skończyło się po myśli liczniejszej grupy polskojęzycznych wiernych.

Na kolejną dużą zmianę świątynia czekała ponad czterdzieści lat, kiedy to do Grodu Kraka przybyli Jezuici, ale o tym wydarzeniu napiszę późnej przy opowieści dotyczącej kościoła p.w. św.św. Piotra i Pawła. Musicie uzbroić się w cierpliwość, ale warto.
Przez następne prawie dwieście lat braciszkowie lekko powiększyli świątynię podnosząc dach i dobudowując od strony Małego Rynku absydę. Tam też wykupili trzy kamienice, aby zbudować sobie na ich miejscu całkiem wygodne mieszkanko.

Przez wiele lat stał spokojnie „barbórkowy” kościółek aż nadszedł rok 1773, w którym ówczesny watykański „papa” Klemens XIV rozwiązał zakon Jezuitów. Wcale niemały jezuicki mająteczek w Polsce przejęła Komisja Edukacji Narodowej i po pewnym czasie w budynkach klasztornych pojawił się pierwszy w Polsce szpital kliniczny. Nie było tam jednak wystarczająco dużo miejsca dla takiej instytucji, więc szpital przeniesiono. W 1796 r. Austriacy kościół wraz z klasztorem przekazali Bożogrobowcom, czyli Zakonowi Kanoników Regularnych Stróżów Świętego Grobu Jerozolimskiego, którzy zorganizowali w klasztorze placówki szkolne. Przez pewien czas stacjonowało też tam wojsko, a od 1842 roku funkcjonowała Bursa Akademicka Św. Barbary. Wskrzeszeni przez Piusa VII Jezuici, w 1874 roku odzyskali kościół, a w 1908 także budynki klasztorne. I są tam do dzisiaj.

Przed wejściem do kościoła zobaczycie tzw. Ogrojec (Ogrójec), czyli powstałą pod koniec XV wieku kaplicę przycmentarną. Wsparta na zdobionych filarach ze sklepieniem krzyżowo-żebrowym, skrywa scenę przedstawiającą modlącego się Chrystusa oraz śpiących apostołów. Figury zostały wykonane przez, jak to ładnie ujmują historycy sztuki, krąg Wita Stwosza, czyli najprawdopodobniej przez któregoś z jego współpracowników lub naśladowców.

Ogrójec

220px-Krakow_Ogrojec
Jeśli Was to zainteresuje, to kościół św. Barbary jest gotycki, orientowany (ołtarz główny na wschodzie), jednonawowy, bez wyodrębnionego w bryle prezbiterium. Sklepienie nawy jest kolebkowe z lunetami na gurtach, a wyposażenie barokowe. :-)

Fot. 1. Studzienka gołębi – aut. BeeM – panoramio.com

Fot. 2. Kuna – mapa.targeo.pl

Fot. 3. „Church of St. Barbara in Kraków” autorstwa Cancre – Praca własna. Licencja GFDL na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 4. Ikona przedstawiająca Św. Barbarę – Wikipedia

Fot. 5. Ogrójec – źródło Wikipedia aut. Cancre

Fot. 6. Fragment sceny w Ogrójcu przedstawiający Anioła, Chrystusa i św. Piotra- źródło Wikipedia aut. Jan Jeništa

 

Odc. 12. …a w kościele cuda, wianki.

Wejdźmy do środka Bazyliki. Gdy miniecie kruchtę i przekroczycie kościelne progi, po lewej stronie, w nawie północnej zobaczycie kaplicę św. Antoniego z późnobarokowym ołtarzem z I połowy XVIII wieku. W średniowieczu w tym miejscu była kaplica pod wezwaniem św. Stanisława i Sądu Bożego zwana też kaplicą Złoczyńców. Tutaj ostatnią noc spędzali skazańcy, których spotkanie z katem następnego dnia było głównym wydarzeniem w mieście ogłaszanym, o czym wspominałem, przez czterotonowy dzwon Tenebrat. O złoczyńcach i tej kaplicy jeszcze będę wspominał, więc ją zapamiętajcie. W kościele Mariackim znajdziecie także inne kaplice, mauzolea, rzeźby, zobaczycie piękne witraże i inne rzeczy, które są w stanie nazwać i opisać tylko przewodnicy oraz historycy sztuki (i to też nie wszyscy). Nie będę Was zanudzał opisami polichromii, stalli, czy cyborium, bo trzeba by było w tej Bazylice spędzić pół dnia, a czekają jeszcze inne atrakcje. Skupmy się tylko na najważniejszym elemencie wyposażenia, czyli głównym ołtarzu.

Gothic_altar_veit_stoss_bordercropped

Jak zapewne wiecie, jego autorem jest Wit Stwosz, a właściwie Veit Stoß. Skąd on się wziął w Grodzie Kraka? Nie da się ukryć, że rajcy miejscy w dużej części mieli pochodzenie niemieckie, a w bazylice mariackiej kazania aż do I połowy XVI wieku były głoszone tylko po niemiecku! Co? – zakrzyknie pewnie wielu z Was, – jak to? Ano tak! Trudno, musicie się z tym pogodzić. W średniowiecznym Krakowie rządzili Niemcy, a przynajmniej mieli ogromny wpływ na jego funkcjonowanie. Przez to niestety nie w Polsce Jagiellonów, a w Norymberdze na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego postanowili poszukać odpowiedniego kandydata do tego zadania. W tamtym czasie oba miasta łączyły bliskie stosunki osobiste i gospodarcze, więc wybór był oczywisty.

Veit_Stoß
Gdy w 1477 roku Wit Stwosz rozpoczynał pracę nad krakowskim ołtarzem miał zaledwie 29 lat. Co prawda wcześniej bywał tu i tam, więc znał nowe trendy w zachodnioeuropejskiej sztuce, ale to nadal nie oznacza, że był bardzo doświadczonym rzeźbiarzem. Wysłannicy Krakowa mimo wszystko trochę zaryzykowali zatrudniając Veita.

Po przybyciu, założeniu i zorganizowaniu pracowni, zatrudnił pomocników oraz uczniów i zabrał się do roboty. Jeśli nie możecie sobie wyobrazić jak mogły wyglądać prace nad tak wielkim dziełem, a jednocześnie chcecie zobaczyć jedenastoletniego Marka Kondrata, to polecam film „Historia żółtej ciżemki” z nim w roli głównej. Fabuła w skrócie: główny bohater Wawrzek po ucieczce ze wsi, chcąc uniknąć kary za nieprzypilnowanie krów po wielu perypetiach trafia do Krakowa. Tam za wstawiennictwem Jana Długosza, który odkrywa rzeźbiarski talent chłopca zostaje uczniem Wita Stwosza i pomaga mu podczas prac nad ołtarzem. Nie ma lekko, bo na życie Wawrzusia dybie, rozpoznany przez niego łotr i złodziej, Czarny Rafał. Czy Czarny Rafał dopadł biednego chłopca, skąd w tym wszystkim żółta ciżemka oraz czy Wawrzuś uszedł z życiem i zobaczył odsłonięcie ołtarza w lipcu 1489 roku? Tego nie będę Wam zdradzał, musicie sami obejrzeć.

Kondrat ciżemka

A sam ołtarz składa się z siedmiu elementów: podstawy (predella), szafy środkowej, dwóch skrzydeł nieruchomych i dwóch zamykanych oraz zwieńczenia. Scena główna przedstawia Zaśnięcie Marii Panny, otoczonej przez Apostołów, a na otwartych, ruchomych skrzydłach przedstawionych jest sześć radości Maryi: Zwiastowanie, Narodzenie Chrystusa, Hołd Trzech Króli, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego. Po zamknięciu skrzydeł zobaczycie z kolei dwanaście płaskorzeźb ilustrujących życie Marii i Chrystusa: Spotkanie Joachima z Anną w Złotej Bramie, Narodziny Marii, Ofiarowanie Matki w świątyni, Ofiarowanie Jezusa w świątyni, Dwunastoletni Jezus w świątyni, Pojmanie w Ogrojcu, Ukrzyżowanie, Zdjęcie z krzyża, Złożenie do grobu, Chrystus w otchłani, Trzy Marie u grobu, Jezus ogrodnik ukazujący się Marii Magdalenie. Nad wszystkim, na zwieńczeniu górują figury św. św. Stanisława i Wojciecha oraz scena koronacji Matki Boskiej. Konstrukcja ołtarza jest dębowa, figury wykonane są z drewna lipowego, a tło to modrzew.

Jak mniemam, chcielibyście się dowiedzieć ile Wit Stwosz vel Veit Stoß dostał za swoją pracę. Gdyby dzisiaj były takie stawki, to każdy chciałby być rzeźbiarzem. Teraz szczegóły kontraktu: za 12 lat pracy (z przerwami) nasz bohater otrzymał 2808 florenów, a to była równowartość ówczesnego rocznego budżetu Krakowa. W 2014 budżet miasta wynosił trzy miliardy dziewięćset milionów złotych, więc możecie sobie przeliczyć, że gdyby to przełożyć w stosunku 1:1, to miesięczna wypłata oscylowałaby w okolicach… 27 milionów złotych! Oczywiście takie wyliczenie to wielkie uproszczenie, ale fakt jest taki, że rada miasta oraz prywatni sponsorzy nie skrzywdzili artysty. Za kwotę prawie 3 tysięcy florenów, na pewno mógł kupić przynajmniej kilka kamienic.

Ponad 450 lat później Polskę i Kraków większą grupą postanowili odwiedzić rodacy Wita. Przeczuwając, że nie będzie to wizyta kurtuazyjna, a Niemcy nie przyjadą zwiedzać, już w sierpniu 1939 roku zdemontowano ołtarz ukrywając go w Sandomierzu. Niestety germańscy najeźdźcy szybko to dzieło odnaleźli i wywieźli do Reichu. Stwierdzili, że skoro autor był Niemcem, to jego dzieło jest niemieckie i należy do Państwa Niemieckiego. Wyobraźcie sobie jak by to wyglądało np. w przypadku Chińczyków. Przyjeżdżają i zabierają Polakom trampki, koszulki i sprzęt elektroniczny bo… skoro wyprodukowali je swoimi małymi żółtymi rączkami, to wszystko należy do nich. Niewiele by nam zostało. Tak to sobie Niemcy wymyślili i tak też zrobili. W 1940 roku wywieźli ołtarz w głąb Rzeszy. Tuż po wojnie poszukiwaniami polskich dzieł sztuki na terenie byłego okupanta zajął się prof. Karol Estreicher (zapamiętajcie to nazwisko!). Ołtarz Wita Stwosza odnalazł w Bawarii, skąd w 1946 roku przetransportowano go do Krakowa. Po konserwacji przez wiele lat znajdował się na Wawelu, aż w 1957 roku „władza ludowa” zezwoliła na ponowne odsłonięcie dzieła autorstwa Veita Stoßa w Bazylice Mariackiej. Od tej pory, nieprzerwanie cieszy oczy turystów zwiedzających tę świątynię…

fot.1: „Gothic altar veit stoss bordercropped” autorstwa User:Henryart (who is owner of the original painting/object/photo) – Image:Gothic_altar_veit_stoss.jpg. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons

fot.2: „Veit Stoß” autorstwa Oryginał przesłał Hoss z niemiecki Wikipedia – Na Commons przeniesiono z de.wikipedia.. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

fot. 3: Marek Kondrat w filmie z 1961 roku „Historia żółtej ciżemki” w reż. Sylwestra Chęcińskiego.

Odc. 11. O Rynku i Mariackim kościele słów kilka.

Jesteście wreszcie na Rynku Głównym, przez przybyszów z „województwa londyńskiego” zwanym Main Market.

Na „Mejnmarkecie” spotkacie mieszkańców niemal każdego miasta świata oprócz… Krakowa. Cóż tu jest takiego ciekawego? Plac jest duży, kwadratowy o bokach mierzących 200 m. Do tego jest na nim oraz wokół niego kilka ciekawych budynków. Pośrodku znajdziecie Sukiennice, wieżę dawnego ratusza i romański kościółek świętego Wojciecha, ale o nich później. Rynek został wyznaczony w 1257 roku, gdy Kraków był lokowany na prawie magdeburskim. Co to oznaczało? Od tego czasu Kraków stał się oficjalnie miastem, jego obszar podzielono na kwartały, wytyczono ulice w układzie szachownicowym oraz wspomniany rynek, pojawiło się też stanowisko wójta i miejskich rajców. Upodobnił się do Magdeburga i innych miast niemieckich: Ordnung muss sein! No właśnie, niewiele wcześniej legendarna Wanda nie chciała Niemca, przez Niemca rzuciła się w nurt Wisły, a tu w jej mieście panoszą się Germanie. Jak na złość Wandzie, wraz z nowym, niemieckim prawem przybyli też jego niemieccy twórcy i wbrew pozorom nie przyjechali do obecnej stolicy Małopolski na wycieczkę. Oni przyjechali po to by tu zamieszkać. Oczywiście nie oni pierwsi i nie ostatni. Od średniowiecza do II wojny światowej z wizytą do Krakowa wpadały przecież jeszcze zorganizowane grupy Tatarów, Szwedów, Rosjan, czy Austriaków i to bynajmniej nie w celach turystycznych. Niemcy w średniowieczu nie przyjechali w zorganizowanej grupie, ale osiedliło się ich tu całkiem sporo i wcale nie okazało się to złe dla rozwoju Krakowa.

Teraz skupimy się nad jedną z najsłynniejszych budowli Grodu Kraka, a stojącą tuż przy Rynku, ale nie na Rynku, bo stoi na Placu Mariackim przyległym do Rynku Głównego. Ze względu na to, że jest tak słynna, poświęcimy jej trochę więcej miejsca i czasu. Dodatkowo wiążą się z nią dwie słynne krakowskie legendy, o których trzeba wspomnieć.

Wychodząc z ulicy Floriańskiej, po lewej stronie, czy jak kto woli po lewej ręce, zobaczycie Bazylikę Mariacką. To drugi po Katedrze na Wawelu, najważniejszy kościół Krakowa. Zważywszy na to, że wydaje się, iż w tym mieście jest więcej świątyń niż szkół, to oznacza, że jest naprawdę zajebiście ważny. Do tego jest stary, bo istniał już na pewno na początku XIII wieku. Wskazują na to nie tylko badania archeologiczne, odkryte fragmenty kamiennej świątyni w stylu romańskim, zapisy u Jana Długosza, ale też coś innego. Żeby to zauważyć musicie porównać położenie kościoła Mariackiego i widocznego w oddali kościoła św. Wojciecha z frontami kamienic po tej stronie Rynku. Zobaczcie, że obie świątynie są asymetryczne w stosunku do osi placu, czyli są ustawione pod innym kątem niż reszta budynków. Stąd wniosek: albo budowali po pijaku, albo wybudowali je zanim wyznaczono obszar głównego placu miejskiego. Zgodzicie się ze mną, że co prawda Polak nie wielbłąd, wypić musi, to jednak bardziej prawdopodobna jest druga opcja. Tak też sądzą archeolodzy i historycy.

Kosciol_mariacki_krakow

No dobra, obejrzyjmy go sobie z zewnątrz. Duży, gotycki, z elementami renesansu i baroku, z dwiema wieżami, jednak w przeciwieństwie do większości tego typu budowli, wieże różnią się od siebie. Pamiętacie z czasów szkolnych legendę o dwóch braciach je budujących? Każdy budował swoją. Żeby łatwiej było ich rozróżnić, nadajmy im tymczasowe imiona, np. Albin i Zenon. Nie da się ukryć, że ze sobą konkurowali. Budujący lewą wieżę Albin tak się przejął swoją rolą, że nożem zabił Zenona. Dzięki temu jego wieża była wyższa, piękniejsza, bo brat nieboszczyk swojej nie dokończył. Albin wygrał! Targany jednak wyrzutami sumienia przyznał się do winy i dokonał żywota tym samym nożem popełniając na szczycie swej wieży… harakiri.
Dlaczego doszło do przestępstwa z art. 148 k.k.? Dlaczego Albin zabił i dlaczego się przyznał? Może najpierw zabił, a potem podpisał „klauzulę sumienia” i zaczął się swym czynem martwić? Tego nie wiadomo. Historia jak z Hollywood, albo bliżej krajowego podwórka – „HollyŁódź”, coś jak Kain i Abel, tylko z dramatycznym, filmowym zakończeniem. Gdyby w średniowieczu były tabloidy, to mielibyśmy historię na pierwsze strony, a i telewizja miałaby pożywkę. Ich rolę jednakże spełniali ówcześni kapłani, straszący wszystkich mękami piekielnymi (robią to także dzisiaj, ale wywołują raczej uśmiech niż strach).

Wróćmy jednak do rzeczywistości. Bazylika Mariacka to mieszanka stylów, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Dolne części obu wież pochodzą z przełomu XIII i XIV wieku. Ta narośl między nimi z drzwiami wejściowymi zwana kruchtą, jest o ponad 450 lat młodsza. To późny barok z połowy XVIII wieku. Drzwi z kolei pochodzą z 1929 roku, więc przy wieku najstarszych elementów świątyni można stwierdzić, że są tak nowe, iż mogą być jeszcze na gwarancji. Nad „naroślą” (kruchtą) zobaczycie potężne ostrołukowe okno, w którym skrzą się w krakowskim słońcu witraże autorstwa Józefa Mehoffera i Stasia Witkiewicza. Zapamiętajcie te nazwiska, bo o nich jeszcze wspomnę.

A teraz wieże. Lewa, wyższa, osiemdziesięciojednometrowa jest najwyższą wieżą Krakowa. Od średniowiecza należała do miasta i pełniła rolę strażnicy, stąd też zwana jest Hejnalicą. Tak naprawdę to dlatego jest wyższa od drugiej wieży, bo wypatrywano z niej ognia oraz zbliżających się nieprzyjaciół. W razie zagrożenia, czuwający tam strażnik alarmował mieszkańców. Poza tym, grany hejnał dawał sygnał do porannego otwarcia i wieczornego zamknięcia bram miejskich. To był taki system wczesnego ostrzegania i zarządzania ruchem w jednym.
Jak jest system, to zawsze znajdzie się ktoś, kto chce ten system złamać. Teraz to są hakerzy, a w średniowieczu takimi „hakerami” byli Tatarzy. Podczas jednej z niezapowiedzianych wizyt doprowadzili do najsłynniejszego w historii Krakowa „wyłączenia” systemu. Na szczęście zanim go „wyłączyli” system zdążył zadziałać. Pamiątką po tym wydarzeniu jest przerywany hejnał. I to jest właśnie druga legenda związana z tą świątynią. Zbliżający się do Krakowa Tatarzy przestrzelili gardło biednemu hejnaliście, który mimo ostrzału grał melodię ostrzegającą Krakusów przed okrutnym najeźdźcą. Złożył swe życie na ołtarzu ojczyzny. Tak to jest, biednemu zawsze wiatr w oczy, na barykadach ginie głównie biedota. Jak podają źródła, zapewne dzielny hejnalista do krezusów nie należał, bo w 1392 roku z kasy miejskiej trębacz pobierał pół grosza tygodniowo, a strażnik groszy osiem. Fakt, ceny były inne, ale kawioru bohaterski obrońca miasta raczej nie jadał. Pewnie jeszcze za ten wyczyn hejnalisty nagrodę dostał… jego dowódca, miejski rajca, albo biskup. Taki je lajf! ;-)
Jak spojrzycie w górę, to na szczycie Hejnalicy zobaczycie złotą koronę, to element, który jako ostatni pojawił się na wieży. Pojawił się tam w roku „tysiąc szatańskim”, czyli 1666 (tysiąc \m/).

A co z drugą wieżą? Ta od początku należała do kościoła, w niej na pierwszym piętrze znajduje się, niestety niedostępna turystom, kaplica Kaufmanów. W tej wieży wiszą kościelne dzwony. Jest ich tam kilka, najstarszy pochodzi z XIII/XIV w., w późniejszych czasach pojawiały się następne: Misjonał, Tenebrat, Półzygmunt oraz dzwon zegarowy. Tenebrat ogłaszał igrzyska dla gawiedzi, czyli egzekucje skazańców. Teraz wystarczy włączyć telewizor lub komputer, aby zobaczyć morze krwi, podrzynane gardła i ucinane głowy, a w średniowieczu trzeba było czekać na sygnał z Tenebrata. Ciężki był los średniowiecznego człowieka, nie było internetu, nie było www.zwiedzajkrakow.pl. Dobrej rozrywki zawsze mało! Cdn. ;)

Fot.1: „Kosciol mariacki krakow” by Pgkos – Own work. Licensed under GFDL via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg#/media/File:Kosciol_mariacki_krakow.jpg