Odc. 17. O Ratuszu i dekapitacji Andrzeja W.

Poprzednią opowieść zakończyliśmy na wiszącym w Sukiennicach nożu. Próbowaliśmy też dociec jaki był cel jego wywieszenia oraz jaka legenda w związku z tym powstanie za sto lub dwieście lat. Dzisiaj po części będziemy kontynuowali dywagacje na temat wszelkiego typu ostrzy, ścinanych głów, okaleczeń itp., ale o tym za chwilę.

Przenieście się do kwartału garncarskiego, gdzie samotnie stoi wysoka wieża.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To siedemdziesięciometrowa pozostałość po Ratuszu oraz kilku innych „przyklejonych” do niej budowli. Ratusz został wybudowany na przełomie XIII i XIV wieku. Był to początkowo niewielki, zapewne drewniany budynek, który po pożarze w 1306 r. został przebudowany na jednopiętrowy, gotycki budynek z kamienia i czerwonej cegły. W średniowieczu przylegały do niego inne budynki. Od strony północnej, czyli obecnego wejścia do wieży były to: Smatruz (to rodzaj hali targowej przeznaczonej do drobnego handlu), Dom Ławników i Dom Notariusza oraz miejskie więzienie znajdujące się mniej więcej w miejscu „Głowy”, czyli rzeźby Mitoraja „Eros bendato”. Po pożarze w 1555 roku, w którym spłonęła spora część zabudowy istniejącej na Rynku, postanowiono przebudować nie tylko Sukiennice, ale także okolicę Ratusza. Budynki przy Ratuszu, oprócz więzienia (bo te przebudowano), zrównano z ziemią, Smatruz przeniesiono na pierwsze piętro Sukiennic, notariusz i ławnicy otrzymali pomieszczenia w nowym budynku postawionym na ich miejscu. Wtedy właśnie, w latach 1561-1563 wybudowano ogromny renesansowy Spichlerz Miejski, w którym oprócz magazynów mieściło się wiele pomieszczeń miejskiej administracji. Sam spichlerz w 1632 roku spłonął, ale już cztery lata później pojawił się nowy budynek, który przetrwał do zburzenia w XIX wieku. Jak połączenie tych budowli wyglądało możecie zobaczyć na makiecie stojącej tuż przy wejściu do wieży, która jest obecnie oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

MakietaRatuszaKrakowskiego-POL,_Kraków

Jak widzicie, Spichlerz zdominował niewysoki Ratusz, który mimo dobudowania jednego piętra jeszcze w XIV wieku, a także rozbudowy w wieku XVIII wyglądał jak garaż przy dużym domu.

Ten kompleks budynków stanowił centrum zarządzania miastem, z siedzibą władz, skarbcem, sądem, aresztem i… knajpą. I właśnie tym wszystkim funkcjom się przyjrzymy, o każdej znajdziecie tu trochę informacji. Wrócimy do mrocznych czasów średniowiecza…

Sąd miejski swą siedzibę miał w Ratuszu, w którym też znajdowało się więzienie, a właściwie areszt, bo wówczas kary więzienia prawie w ogóle nie stosowano. Uważano, że utrzymywanie więźnia przez długi czas na koszt miasta nie ma sensu. Stosowano różne rodzaje kar, a wiele z nich wiązało się z publicznym wykonaniem i krakowianie chętnie przyglądali się egzekwowaniu wyroków. W średniowieczu krwawych rozrywek tak jak i dzisiaj nie brakowało, ale do tego wszystkie były naprawdę „Live”, a nie tylko na ekranie telewizora lub komputera. Z mieszczańskich, ogólnodostępnych rozrywek można było poleżeć krzyżem w świątyni, łupnąć browara lub właśnie obejrzeć jakąś egzekucję, jeśli akurat takowa była wykonywana. Do tego celu koło Ratusza wybudowano specjalne podwyższenie, aby każdy mógł dokładnie zobaczyć wyczyny kata, rozbryzgi krwi, śmierć lub okaleczenie. Na co można było popatrzeć? Zacznijmy od zbrodni i ciężkich przestępstw, do których zaliczano: morderstwo, rozbój, gwałt, fałszowanie monety, czary, albo kacerstwo, czyli herezję. Sprawca takich występków zapewne błagał o powieszenie na szubienicy, bo sądzący mieli do wyboru jeszcze ścięcie, spalenie na stosie, wplatanie na koło, wbijanie na pal lub ćwiartowanie. Wybór zaiste bogaty. Za lżejsze przestępstwa można było otrzymać „łagodne” wyroki: ucięcie ręki, języka, uszu (wspomniane już oszelmowywanie złodziei), obcięcie włosów (czasami wraz ze skórą), chłosta, a także np. wypalanie piętna na twarzy. Można było także zostać zakuty w kuny przy Kościele Mariackim, mieć zasądzoną karę ośmieszającą (np jazdę na ośle po Rynku), stracić majątek, zostać z miasta wydalonym czasowo lub na stałe.

Od I połowy XVI wieku, podejrzani o lżejsze występki mieli do dyspozycji tzw. kabaty i niech się warszawiacy nie podniecają, bo nie chodzi tu o ich Kabaty, a o jedno piętro budynku aresztu. Na rysunku poniżej widzicie po lewej stronie ratusz przed rozbudową i wejście do aresztu po prawej stronie.

Ratusz_krakowski_rysunek

Pod kabatami, w podziemiach, dla sprawców poważniejszych przestępstw znajdowały się kazamaty wraz z izbą „przesłuchań”. Te istniały dużo wcześniej niż kabaty, bo powstały wraz z budynkiem Ratusza. Z przesłuchań w średniowiecznym stylu, czyli zwyczajnych tortur byli zwolnieni księża (a jakże), dostojnicy, miejscy rajcy, dzieci do lat 14 oraz kobiety, ale tylko ciężarne. Szlachta była od sądownictwa miejskiego wolna i nimi opiekował się (trudno tu mówić o karaniu) sąd ziemski na Wawelu.

Pamiętacie Kaplicę Złoczyńców i dzwon Tenebrat z Kościoła NMP? Każdy skazany na śmierć spędzał tam ostatnią noc przed śmiercią, a Tenebrat ogłaszał zbliżanie się egzekucji. Pociecha to średnia, ale zawsze lepiej niż w podziemnej celi. Po egzekucji zaś zwłoki były wywożone poza mury i składane do grobu na Cmentarzu Skazańców, który znajdował się na terenie dzisiejszych Plant, między obecnym skrzyżowaniem Siennej i św. Gertrudy, a byłym już kinem Wanda w okolicy skrzyżowania św. Gertrudy i Dominikańskiej.

Z tortur zwolnieni byli miejscy dostojnicy, przeważnie też udawało im się wywinąć od kary za mniejsze, bądź większe występki, ale nie zawsze i taki przypadek Wam teraz opiszę. Na przełomie XIV i XV wieku do szkatuły z miejskimi pieniędzmi miało dostęp zawsze trzech wyznaczonych radnych. Każdy z nich posiadał jeden z trzech kluczy potrzebnych do jej otwarcia. W 1406 roku jednym z nich został Andrzej Wierzynek, człowiek bardzo bogaty z bardzo bogatej i znanej rodziny, właściciel wielu nieruchomości na terenie Krakowa, „lokalny biznesmen o wielu powiązaniach polityczno-gospodarczych”. Andrzej był typowym radnym jakich wielu jest w polskich miastach, samorządowiec „pełną gębą”. Lubił za miejskie pieniądze „reprezentować swój gród” i „nawiązywać stosunki” z innymi miastami w całej Europie. Teraz modne są „służbowe” wyjazdy do państw afrykańskich, Chin, czy Japonii, ale i możliwości podróżowania są większe. Wierzynek jeździł bliżej, ale nie żałował na to publicznego grosza. W podróż zabierał mniejszą, aczkolwiek pełną szkatułkę zamykaną na dwa klucze. Według zaleceń Rady Miejskiej w każdą taką podróż powinno wybierać się dwóch radnych, każdy ze swoim kluczem. „Obrotny” Andrzej szybko zakręcił się wokół drugiego klucza i jeździł samotnie, mając tylko dla siebie całą zawartość skarbczyka. Nie zdziwicie się pewnie, że „faktur” nie przywoził, a wydawał na takich wycieczkach zdecydowanie więcej niż jego koledzy z krakowskiej Rady Miasta. Jako, że księgowość miejska była prowadzona dosyć nieudolnie, Andrzej zawsze potrafił się z wydatków wytłumaczyć. W pewnym momencie jego zachłanność była tak wielka, że przestał się ograniczać. Pełnymi garściami z miejskiej kasy pobierał sobie „dietę” w czasie każdej wizyty w skarbcu Ratusza. Opuściło go jednak szczęście gdy inny radny spostrzegł kradzież. Postanowiono, więc zastawić pułapkę na nieuczciwego radnego. Odpowiednio zaznaczono sakwy z pieniędzmi. Tydzień później, Wierzynek pewny swego napełniał kieszenie wpychając do nich kolejne sakwy, a gdy jedna z nich wypadła na podłogę zaalarmowano odpowiednie osoby (radnych i ławników). Po przeszukaniu okazało się, że zdążył już schować niemałą kwotę. Kilka wrzuconych do kieszeni i rękawów woreczków zawierało w różnych monetach około 22 grzywien, a to kwota wtedy nieosiągalna dla zwykłego śmiertelnika. Złapany na kradzieży musiał się przyznać. Tłumaczył się tak: „[…] długo i wiernie służyłem miastu, a za to żadnej nie miałem zapłaty, a gdy widziałem, że nikt mi tego nagrodzić nie myśli, chciałem sam sobie zapłacić. Jak synowie Izraela zrobili Egipcjanom niechcącym nagradzać ich pracy, iż z rozkazu Boga sami sobie wzięli zapłatę, tak i ja zrobiłem i wyznaję, że i te tu pieniądze, i inne często brałem, nie by kraść, lecz za moje usługi. Gdyby moje trudy chciano wynagrodzić, mało by na to i tysiąca grzywien. A przecież jest napisane, że kto ołtarzowi służy, z ołtarza żyć powinien”. Tłumaczeniem przebił nawet przyłapanych na kłamstwie i przekrętach naszych (p)osłów „madryckich”.

Ci ostatni zostali wydaleni z partii, a krakowski rajca już jako Andrzej W. w trybie mocno przyspieszonym został skazany na śmierć. Dekapitacji dokonano w kazamatach, w chwilę po wydaniu wyroku. Nie doczekał się Andrzej nocy w Kaplicy Złoczyńców. Dlaczego tak szybko i tak drastycznie? Posiadający ogromne wpływy i wielkie pieniądze radny był obiektem zawiści większości kolegów z Rady i musiał mocno zaleźć za skórę ówczesnym władzom miasta. Rodzina skazańca wiele lat sądziła się z Radą Miasta przed sądem królewskim i za to otrzymała niemałe zadośćuczynienie od króla Władysława Jagiełły.

Po śmierci, jak każdy skazany na śmierć, Andrzej Wierzynek został pochowany poza murami miasta, na Cmentarzu Złoczyńców. Tam też, jego syn Mikołaj, w 1429 roku nabył kawałek ziemi i przed 1432 rokiem ufundował nieistniejący dziś kościół św. Gertrudy, ale o nim jeszcze będzie okazja napisać. A już niedługo zapraszam na kolejną część naszej wycieczki, bo to nie koniec opowieści o Ratuszu i jego okolicach. :)

___________________________

Fot. 1. „WieżaRatuszowa-POL, Kraków” autorstwa Mach240390 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 2. „MakietaRatuszaKrakowskiego-POL, Kraków” autorstwa Mach240390 – Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons

Fot. 3. „Ratusz krakowski rysunek” autorstwa J. Brodowski – http://www.wawel.net/images/myszka/dzieje/dzieje2/2.htm. Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>